OFFROAD NA ASFALCIE

To był szybki strzał, raptem 8 godzin w Warszawie. Plus prawie drugie tyle w trasie, ale warto było wyskoczyć na jeden dzień do stolicy. Tam bowiem odbywało się Verva Street Racing. Pomimo tego, że nazwa imprezy sugeruje uliczny, a więc nie terenowy format tej imprezy, to aspektów offroadowych tam nie zabrakło. Było całe mnóstwo terenówek, były paradne przejazdy przed tysiącami widzów, były gwiazdy cross-country. A dla mnie było coś więcej – okazja do spotkania z rajdowymi przyjaciółmi. Tak, warto było wyskoczyć do stolicy.

Czytaj dalej

Szczecińskie bajanie

Zwykle na nich kończę relacje z rajdów, choć przeważnie wyruszają na trasę jako pierwsi, często bladym świtem. W wielu rajdowych podsumowaniach wspomina się o nich niejako przy okazji, a czasami wręcz całkiem pomija. A to naprawdę fantastyczna grupa ludzi, którzy ostro ze sobą rywalizują na trasie, ale i równie ostro imprezują poza nią. Gdy załogi samochodowe po oesach odpoczywają w przytulnych hotelach, ich zwykle można znaleźć – nawet późnym wieczorem – na serwisie, gdzie całą gromadą się bawią. Wystarczy pójść tam, gdzie jest głośno i radośnie, aby ich spotkać i zostać przyjętym z otwartymi ramionami, napojami i smakołykami. Nie szczędzą też serdecznych słów i jeszcze serdeczniejszych uśmiechów. Mowa o zawodnikach Pucharu Polski w Rajdach Baja, bez których rajdy nie byłyby takie same. Zatem podsumowania Baja Poland rozpocznę właśnie od nich. Czytaj dalej

Królestwo Lionela

 

Po Baja Poland dla niektórych zawodników imię Lionel pewnie brzmi niemal jak przekleństwo. Ten skądinąd całkiem sympatyczny pan faktycznie potrafi się dać we znaki. Królestwem Lionela Carre, Delegata Technicznego FIA, bo o nim mowa, jest obszar, na którym odbywa się badanie kontrolne pojazdów biorących udział w Pucharze Świata, ale można go także spotkać spacerującego po serwisie. Patrzy, zagląda, podgląda, a czasem wyciąga karteczkę i notuje. I biada temu, kto się na tej lub innej karteczce Lionela znajdzie. Kilku zawodników jeszcze przed rajdem przekonało się, co znaczy znaleźć się na czarnej liście Delegata. Przez dłuższą chwilę miałam obawy, że i ja na nią trafiłam. Finał moich nadspodziewanie licznych spotkań z Lionelem okazał się jednak zaskakujący. Czytaj dalej