Szczecińskie bajanie

Zwykle na nich kończę relacje z rajdów, choć przeważnie wyruszają na trasę jako pierwsi, często bladym świtem. W wielu rajdowych podsumowaniach wspomina się o nich niejako przy okazji, a czasami wręcz całkiem pomija. A to naprawdę fantastyczna grupa ludzi, którzy ostro ze sobą rywalizują na trasie, ale i równie ostro imprezują poza nią. Gdy załogi samochodowe po oesach odpoczywają w przytulnych hotelach, ich zwykle można znaleźć – nawet późnym wieczorem – na serwisie, gdzie całą gromadą się bawią. Wystarczy pójść tam, gdzie jest głośno i radośnie, aby ich spotkać i zostać przyjętym z otwartymi ramionami, napojami i smakołykami. Nie szczędzą też serdecznych słów i jeszcze serdeczniejszych uśmiechów. Mowa o zawodnikach Pucharu Polski w Rajdach Baja, bez których rajdy nie byłyby takie same. Zatem podsumowania Baja Poland rozpocznę właśnie od nich.

 

Zawsze się bałam i boję się do dziś wszelkich pojazdów, które nie mają dachu. Motocykle, quady – nie, dziękuję, to nie dla mnie. Może zaryzykowałabym przejażdżkę UTV, ale jednak i ten środek transportu jakoś mnie nie bardzo przekonuje. Tym bardziej podziwiam zawodników, którzy takimi dwoma czy czterema kółkami ścigają się na rajdach. Ale podziw to jedno. Drugie to genialna atmosfera, jaką tworzą pomiędzy sobą i wokół siebie. Widać, że zawodnicy PPRB nie tylko walczą o miejsca i puchary (a walczą naprawdę zawzięcie), ale przede wszystkim świetnie się bawią. W dodatku to prawdziwi twardziele i – co trzeba podkreślić – twardzielki! Bo co innego można powiedzieć o kimś, kto po przejechaniu 175km w słońcu i kurzu mówi: – „Ale ekstra! Mogłabym jeszcze jeden taki oes pojechać!” A tak właśnie mi powiedziała po sobotnim odcinku na Baja Poland Agata Stefaniak.

To fakt, na Baja Poland zawodnicy PPRB mieli do pokonania o połowę krótszą trasę niż ich koleżanki i koledzy z samochodowego Pucharu Świata czy Mistrzostw Polski. Sobotnie i niedzielne oesy pokonywali bowiem jednokrotnie. Ale to wcale nie znaczy, że mieli lekko. W sobotę musieli się zmierzyć z superdługim jak na PPRB oesem liczącym 175km. Z kolei w niedzielę pokonywali oesy o długościach prawie 40km i ponad 18km, za to na trasie mieli niespodzianki, jak choćby torfowisko. W odróżnieniu od załóg samochodowych, motocykliści, quadowcy i załogi UTV na oesach są praktycznie nie zabezpieczeni. Nie chroni ich metalowa czy kewlarowa puszka, uzbrojona dodatkowo klatką bezpieczeństwa. Każdy upadek grozi mniej lub bardziej poważnymi kontuzjami, a przynajmniej siniakami. Ale nawet wtedy często się podnoszą, otrzepują i jadą dalej. Czasami jednak te upadki są na tyle bolesne, że na ukończenie rajdu nie ma szans, ale nawet wtedy nie dają po sobie poznać, jak bardzo cierpią fizycznie i psychicznie. Na Baja Poland takiego pecha miał Adrian Janik. Ten młody, ale piekielnie szybki quadowiec na sobotnim mega-oesie miał dość poważną wywrotkę. Na szczęście skończyło się jedynie na stłuczeniach, choć solidnych. Na PKC wyjazdowy z serwisu dotarł pieszo, zaś w okolice punktu jeden z kolegów dowlókł jego pokiereszowanego quada. Adrian, trzymając się ręką za obolałą klatkę piersiową, opowiadał mi o swojej przygodzie, a tylko ta dłoń na żebrach zdradzała, jak bardzo nieprzyjemne były jej konsekwencje: – „Trochę boli, ale chyba nic mi nie jest” – mówił. I wiecie co? W takim stanie Adrian ten pechowy oes ukończył! Wobec tego obolałemu zawodnikowi gremialnie przepchnęliśmy rozbitego quada przez PKC, by ten etap rajdu mógł mieć zaliczony, a tym samym uzyskać cenne punkty do klasyfikacji rocznej. Skoro mowa o klasyfikacji, to rzućmy okiem, jak przebiegała rywalizacja zawodników PPRB podczas Baja Poland.

W Szczecinie stawiła się wyjątkowo duża jak na rajdy w tym sezonie liczba motocyklistów. W Baja Poland wystartowało aż 7 kierowców jednośladów. Ale miało ich być jeszcze więcej… Do tej pory żadnej rundy PPRB nie opuścił wiecznie uśmiechnięty posiadacz irokeza, czyli Piotrek Zawiliński. A propos Piotrusiowego irokeza – widziałam go już w wersji blond, pomarańczowej i liliowo-turkusowej, byłam więc ogromnie ciekawa, w jakim kolorze będzie na Baja Poland. Wypatrywałam więc tego irokeza na BK, ale czas mijał, a ani irokeza, ani jego uśmiechniętego właściciela ni widu, nu słychu… Postanowiłam więc skontaktować się z Piotrkiem i jego nieobecność (bo na liście zgłoszeń, a także w harmonogramie BK widniał) wyjaśnić. Okazało się, że tuż przed Baja Poland Piotrek się rozchorował i po raz pierwszy w tym sezonie nie mógł się stawić na starcie rajdu. Strasznie był smutny z tego powodu, ale zapewnił mnie, że przez cały rajd będzie kibicować innym zawodnikom. Wśród tych innych zawodników motocyklowych znalazł się po raz pierwszy w tym sezonie Michał Żukowski, który zmagania z rajdowymi trasami zamienił na zmagania z rolą tatusia, gdyż w maju na świat przyszedł jego drugi syn, Wojtuś. Po tak długiej przerwie Michał trochę się nie mógł odnaleźć na PKCach i w innych rajdowych realiach, ale za to wcale nie zapomniał, jak się jeździ i na Baja Poland wyjeździł sobie podium: – „Finalnie udało się zająć 3 miejsce w klasyfikacji MOTO. Gdyby nie kara czasowa, byłoby 2. Za rok się poprawi wynik” – komentował Michał. Kary czasowej nie ustrzegł się także znany polskim kibicom czeski motocyklista, Lukas Kvapil, ale jej wymiar był o 2 minuty niższy od kary Michała, co pozwoliło mu pokonać polskiego zawodnika o… 45 sekund i zająć 2. lokatę. Sporą niespodzianką był natomiast zwycięzca klasyfikacji motocyklowej na Baja Poland. – „Ale ten nowy wymiata!” – słyszałam od zawodników PPRB już po prologu. I rzeczywiście „nowy” na prologu pozamiatał klasyfikację, pokonując aż o 44 sekundy kolejnego motocyklistę. Dobrze wiadomo, że wygrana w prologu o niczym jeszcze nie świadczy, jednak warto było się przyglądać „nowemu” także na kolejnych odcinkach. Tym „nowym” był Maciek Giemza, wychowanek Akademii Orlen Team. A tam przecież nie biorą byle kogo. Maciek potwierdził to na kolejnych odcinkach – wygrał wszystkie (co prawda na ostatnim oesie szybsi byli Lukas Kvapil i Michał Żukowski, ale złapali kary), a tym samym cały rajd. Ale i jemu przytrafiały się niespodzianki na trasie: – „Raz przy prędkości ok. 120-130km/h bardzo mocno podbiło mi tylne koło i przez dłuższą chwilę nogi były wyżej od głowy, ale ostatecznie zakończyło się happy end’em” – opowiadał po sobotnim oesie. Happy Endem skończył się także dla Maćka Giemzy cały rajd: – „Udało się! Bez żadnych przygód ukończyłem rajd BAJA POLAND na pierwszym miejscu, wygrywając przy tym wszystkie odcinki specjalne. Dziś otwierałem trasę i, jak się okazało, było to spore wyzwanie utrzymywać szybkie tempo oraz patrzeć w roadbooka (i kontrolować stan licznika) jednocześnie – niesamowite doświadczenie i polecam start w tej imprezie każdemu zawodnikowi. Spotkałem wiele znakomitych osób, dla których Baja Poland był pierwszym rajdowym przetarciem oraz takich, którzy są już bardzo doświadczonymi wyjadaczami w tej dziedzinie motorsportu. Wszyscy ci ludzie sprawiają, że impreza ta niesie ze sobą niesamowitą atmosferę i aż chce się tu wracać!” – pisał na Facebooku Maciek. Czy wróci? Dowiemy się za rok…

motory

Motocykliści byli wyjątkowo liczni na Baja Poland

Wśród kierowców quadów osiek (Q2) na Baja Poland nie było nowych – tu ścigali się sami swoi. Jedynie Maciek „Albin” Albinowski powrócił do walki po trzymiesięcznej przerwie. Wsiąkł gdzieś przez ten czas jak kamień w wodę, bo nawet na Facebooku się nie pojawiał, a w jego przypadku to wyjątkowo dziwna sprawa 😉 Pozostała trójka zawodników startujących w Q2 to stali bywalcy tegorocznych rund PPRB – Adrian Janik, Piotrek Serbista i Agatka Stefaniak. Pod nieobecność Albina dzielili oni rajdowe podia pomiędzy siebie – tym razem ktoś musiał znaleźć się poza nim. Padło niestety na dotychczasowego lidera klasyfikacji Q2, Adriana Janika, o którego niemiłej przygodzie na Baja Poland już wspominałam, a tak opisuje ją on sam: – „Niestety stało się 😦 Wystartowałem do odcinka 170 km z wielką chęcią i nie ukrywam, że jechało mi się wyśmienicie oraz bardzo równo i chyba szybko! Niestety – 167 km trasy, zjazd z poligonu do lasu, przy prędkości ponad 100km/h, grubo ponad 100km/h  załamanie światła, poprzez które nie zauważyłem 2 rowów i miałem dość poważny wypadek 😦 Quad w kilku miejscach się połamał, a moje żebra i klatka piersiowa w skali od 1 do 10 zasługują na ocenę 2 😦 – opisywał na gorąco Adrian. Po wypadnięciu Adriana z rywalizacji mogłoby się zdawać, że o zwycięstwo powalczy Albin, tymczasem i on miał przygodę na sobotnim oesie, choć nie tak dramatyczną, jak jego młody rywal, bowiem uszczerbkowi uległ jedynie quad. Inni zawodnicy opowiadali mi, jak Albina goniły… koła jego quada. Poszukiwania zwrotnicy okazały się jednak skuteczne i nasz były-przyszły dakarowiec mógł rajd ukończyć i zająć 3. miejsce, jednocześnie wskakując na fotel lidera klasyfikacji rocznej. W grze o dwie najwyższe lokaty pozostała zaś dwójka przyjaciół – Agata i Piotrek. –„Do zobaczenia!” – wyjeżdżając z BK z uśmiechem rzuciła do mnie jedyna dziewczyna w quadowej stawce. – „Do zobaczenia na podium!’ – odpowiedziałam. Jak zwykle Agatka sceptycznie podeszła do moich słów, więc tę drobniutką, ale niesamowicie waleczną dziewczynę przytuliłam i powiedziałam jej: – „Agata, uwierz Ty w końcu w siebie! Ja w Ciebie wierzę!” No i co? Znowu jej to podium wywróżyłam, ha! Piotrkowi Serbiście nie wróżyłam, ale jak najbardziej życzyłam powodzenia na Baja Poland. Ten sezon układa mu się trochę w kratkę, bo ma na swoim koncie zarówno wygraną, jak i nieukończoną rundę. Systematyczność startów i ogromne ambicje tego skromnego chłopaka muszą jednak przynosić efekty i ten efekt przyszedł na Baja Poland. Zwycięstwo Piotrka w tym rajdzie było jak najbardziej zasłużone, a i szczęście się tym razem do niego uśmiechnęło. No i fajnie 🙂

piotrek

Piotr Serbista – zwycięzca Baja Poland w kategorii Q2

Lindner Bros vs. Janosiki – takiego scenariusza można było się spodziewać w walce o triumf w Q4 na Baja Poland. Ta kategoria jednak była dużo liczniej obsadzona, bo aż 13 kierowców czteronapędowych quadów postanowiło się zmierzyć w tym rajdzie. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle – mogliby powiedzieć wszyscy zawodnicy startujące w Q4, poza stałymi bywalcami podium tej kategorii. Wyjątkowo duża frekwencja bowiem nie powstrzymała Andrzeja Pierona oraz Arka i Radka Lindnerów przed podzieleniem poszczególnych stopni podium Baja Poland między siebie. Grzesiek Brzeziński, Piotrek Ceklarz, Jacek Szymański, Tomek Dębiński, Remik Kusy i Michał Ćwiertniewski czy Paweł Styś nie od dziś próbują tej trójce pokrzyżować szyki i tak też było na drawsko-szczecińskich trasach. Po raz pierwszy od egzaminu na licencję zdanego na Baja Carpathia do walki skutecznie włączył się także Darek Szor (4. miejsce!), mniej szczęścia miał również „świeżo” licencjonowany zawodnik, Piotr Jędrzejewski, któremu nie udało się ukończyć sobotniego oesu – ten sam problem miał dość pechowy w tym sezonie Michał Ćwiertniewski. Choć cała ta spora stawka Q4 to przecież całkiem solidni rywale, to jednak bracia Lindner i czołowy Janosik, Andrzej Pieron, zdają się być już poza zasięgiem, a walkę toczą pomiędzy sobą. Baja Poland okazała się wyjątkowo szczęśliwa dla Arka Lindnera, który sięgnął tu po swoje pierwsze w tym roku i całkowicie zasłużone zwycięstwo. Radek z kolei tym razem zajął najniższy stopień podium. Kingsquad Lindner Bros tak podsumowuje te rezultaty: – „Prawie udało się podtrzymać poziom z ostatniego roku :), tj: Arkadiusz Lindner – I miejsce, Radek Lindner – III miejsce
oraz I miejsce w klasyfikacji zespołów sponsorskich 🙂 Fantastyczne zawody z rewelacyjną oprawą, w gronie mega zawodników 🙂 Dziękujemy całemu naszemu zespołowi za włożony wysiłek i obecność, dziękujemy również za bardzo gorący doping wszystkim naszym obserwatorom 🙂 P.S. Dzięki również dla pewnych dwóch psychofanów, za wyjątkowy wkład w klimat imprezy i jak zwykle pozdrawiamy zacnych konkurentów”
. Nie wiem, jakich psychofanów panowie mieli na myśli, ale do grona fanów tych szalonych chłopaków zaliczam się i ja. Nie raz to mówiłam, ale powtórzę się – tak zwariowanych, a przy tym tak pozytywnych zawodników, jak Arek i Radek, naprawdę ze świecą szukać! Imprezy serwisowe u nich są już praktycznie legendarne, a ja na Baja Poland znów im się na taką bibkę wprosiłam. Przyjęli mnie jak zwykle jak swojaka, a na dodatek po raz kolejny uratowali mi tyłek – tym razem obiadem, przepyyyysznym! I tego wieczoru, i w kolejnych dniach rajdu miałam też okazję lepiej poznać przyszłego zawodnika (pewnie notorycznego zwycięzcę), Aleksa Lindnera, syna Arka, który swoją quadową karierę rozpoczął w wieku 3 lat, jak mi zdradził. Przyglądajcie się bacznie temu młodzieńcowi, bo pewnie niedługo o nim usłyszycie! Zresztą już Baja Poland przyniosła mu sławę – został prywatnym kierowcą Nassera Al-Attiyah, więc nie ma to tamto! Ale, aleeee! Szybki jak pieron Andrzej Pieron, choć nieco poważniejszy od braci Lindner, to wcale też nie żaden smutas! Przynależność do wesołego klanu Janosików zobowiązuje! A propos, ciągle nurtuje mnie pytanie, czy Janosiki, na wzór tego legendarnego rozbójnika, zabierają bogatym i dają biednym? Tego nie wiem, ale wiem, że Andrzej regularnie zabiera swoim rywalom drogocenne punkciki i po Baja Poland, którą ukończył na 2. miejscu, to on jest liderem klasyfikacji Q4. Różnice punktowe pomiędzy Andrzejem oraz Lindnerami są jednak na tyle niewielkie, że ostateczny układ miejsc może przybrać każdą możliwą konfigurację. Na Baja Żagań możemy więc liczyć na kolejny zacięty pojedynek między tą trójką zawodników.

arek

Arkadiusz Lindner wywalczył sobie pierwsze w tym roku zwycięstwo w Q4

Już nie tak oczywisty, jak w przypadku obu quadowych grup, był na Baja Poland pojedynek załóg UTV. Otóż tym razem Mateusz Budziło i Tomek Waloch nie wygrali. To pewnie dlatego, że Mateusz po raz kolejny odważył się do mnie zwrócić per „pani”. Taaak, wiem, że to taki żarcik, ale uprzedzałam Mateusza, że takie żarty źle się kończą. Mimo to absolutnie nie przyznaję się do rzucenia klątwy na tych dwóch „Top Models”, ani na ich Polarisa. A z tym Polarisem było tak: – Niestety dzisiaj nastąpiła kumulacja problemów z całego sezonu 😀 od pierwszych kilometrów mieliśmy problemy z łącznością, a problemy z wariatorem nie pozwalały nam przekroczyć 100km/h. Potem nieszczęsny pas który w trakcie odcinka postanowił strzelić, a na którego wymianę straciliśmy ponad 10 minut! Po wymianie, żeby nie katować nowego pasa przez kolejne 20km oszczędzaliśmy go i jechaliśmy do prędkości 60km/h żeby ukończyć odcinek. Takie są rajdy! Jutro mamy przed sobą dwa odcinki więc walczymy do końca!” – relacjonował sobotnie zmagania Mateusz. Na niedzielnych oesach chłopaki faktycznie walczyli o odrobienie strat, ale udało im się wywalczyć jedynie 4. miejsce. Niemniej uzbierane na dotychczasowych rundach punkty nawet po niezbyt szczęśliwej Baja Poland dają im pozycję liderów klasyfikacji UTV. Natomiast szczęście tym razem uśmiechnęło się do Roberta Dorosza i Michała Osucha, którzy na własnym terenie wywalczyli sobie pierwsze w tym sezonie podium, i to od razu jego najwyższy stopień! Zwycięstwo zagwarantowali sobie wygranym sobotnim oesem: – „Jesteśmy już po OS 176 km, było bajecznie, Poligon Drawski jest jak wielka piaskownica, daje nam rożnego rodzaju możliwości zabawy w różnorodnych warunkach rajdowych. Jutro przed nami 2 OS o długości około 40 km i 18 km, trzymajcie kciuki, będzie pięknie” – zapowiadał już w sobotę Robert. Niedzielny etap panowie ukończyli na 2. pozycji, ale to wystarczyło do wygranej w rajdzie i związanej z tym wielkiej radości. Warto w tym momencie przytoczyć słowa, jakie Robert skierował na Facebooku do swojego pilota Michała: – „Przyjacielu drogi, przez około trzydzieści kilka wspólnych lat zdążyliśmy, jak widać, wypracować sobie komunikację na najwyższym poziomie, cieszę się, że mogę właśnie z Tobą dzielić tę piękną przygodę, wszystkie nasze wspólne działania przynoszę rezultaty, a najlepsze dopiero przed nami.
Jesteś Wielki. Serdecznie Ci dziękuję”
– czyż to nie kwintesencja prawdziwego teamu? Świetnie dobranym duetem są także Łukasz Szymczak i Artur Janowski, czego dowodem jest już 3. w tym sezonie podium, jakie sobie wywalczyli podczas Baja Poland. 2. miejsce uzyskane w tym rajdzie pozwoliło im na utrzymanie pozycji wiceliderów klasyfikacji rocznej. Swoje pierwsze tegoroczne podium, a konkretnie 3. miejsce, natomiast zdobył Mirek Stocerz, jadący w towarzystwie Grześka Kubisa. Ta załoga może mieć tym większe powody do radości, że pierwszych trzech rajdów w sezonie w ogóle nie udało im się ukończyć (Warszawskie Safari zaś ukończyli na 4. miejscu). Po Baja Poland na 3. pozycji w klasyfikacji rocznej widnieje z kolei Nikodem Suzin. Tym razem dał on wolne swojemu pilotowi, Michałowi Pielużkowi, i postanowił sprawdzić się w występie solowym. Ten debiut wyszedł mu śpiewająco, gdyż w starciu z UTVowymi duetami solista Nikodem zajął całkiem dobre 5. miejsce. W Żaganiu jednak będzie on musiał powalczyć o podium z Robertem Doroszem, który po wygranej w Baja Poland traci do niego zaledwie 6 punktów. Czy tam również postawi na samotną jazdę, czy skorzysta ze wsparcia Michała? Okaże się.

robert

Robert Dorosz i Michał Osuch na swoich terenach nie mieli sobie równych wśród załóg UTV

Z zawodnikami PPRB na Baja Poland nie miałam zbyt wielu okazji do spotkań, gdyż widzieliśmy się „służbowo” tylko na BK i wyjeździe z sobotniego serwisu w Drawsku. Mimo to otrzymałam od nich jak zwykle całą masę serdeczności w formie miłych słów, uśmiechów i uścisków. Co więcej, te serdeczności dostaję także poza rajdami. A spróbujcie się nie wzruszyć, gdy rozmawiając o kolejnym rajdzie słyszycie od zawodnika: -„Będę czekać na najlepszy PKC na świecie”… Ja się wzruszyłam, zresztą nie pierwszy raz… Jak więc mogłabym nie zacząć podsumowań Baja Poland od tak cudownie serdecznych ludzi?

 

– z gorącymi pozdrowieniami dla wszystkich zawodników PPRB,

AM

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s