PIERWSZA DAWKA ADRENALINY – podsumowanie Columna Medica Baja Drawsko

Senność, apatia, totalny zjazd energetyczny… Też tak macie po rajdach? To nic innego, jak opadający poziom adrenaliny. Ten rośnie przez całą zimę, by na pierwszym rajdzie w sezonie osiągnąć punkt kulminacyjny. A tam, gdzie adrenaliny pod dostatkiem, trudno o przewidywalność, a łatwo o błędy. Dokładnie tak też było na tegorocznej Columna Medica Baja Drawsko – adrenalina wręcz kipiała.

Bo to jest tak, że na ten pierwszy rajd w roku czeka się blisko pół roku, przygotowuje się psychicznie, fizycznie i mechanicznie. Bo to jest tak, że czeka się z dnia na dzień coraz bardziej niecierpliwie, a im bliżej rajdu, tym trudniej usiedzieć na miejscu i już, teraz, natychmiast chciałoby się jechać. Bo to jest tak, że się czeka, czeka i czeka, a w końcu przychodzi ten wyczekiwany rajd i… mija jak z bicza strzelił. Adrenalina opada, pozostają wspomnienia. I te wspomnienia też jakieś mgliste i jakoś ich mało, bo się człowiek nawet nie zdąży tym rajdem nacieszyć. Ja się Columna Medica Baja Drawsko zdecydowanie nie zdążyłam nacieszyć. Wszystko się działo jakoś za szybko, za krótko. Ale pewnie nawet gdyby ten rajd trwał tydzień, to by mi było mało. Wam też?

Adrenalina. To ona, nie silniki pojazdów, napędza cały rajd. No dobra, silniki też odgrywają znaczącą rolę. Jednak adrenalina jest na rajdzie kluczowa i udziela się wszystkim – zawodnikom, organizatorom, sędziom, kibicom. Tak, tak, sędziom też. Jak w przypadku zawodników, kibiców czy nawet organizatorów wysoki poziom adrenaliny na rajdzie jest raczej czymś oczywistym, tak w przypadku sędziów może się wydawać jednak dziwny. A jednak! Powiem więcej – my, sędziowie, także rozgrywamy swój rajd. W pewnym sensie, bo raczej nie ma tu rywalizacji, za to jest wręcz konieczność pracy zespołowej. Pracujemy już w sumie przed rajdem, bo przecież trzeba choćby rzucić okiem na regulaminy, a szczególnie dokładnie przeanalizować harmonogramy, które wyznaczają rytm rajdu, a tym samym naszej pracy. Pracę rozpoczynamy zwykle wcześniej niż zawodnicy wyruszą na trasę i kończymy wtedy, kiedy oni już jedzą w spokoju kolację. Na naszej „trasie” także nie brakuje niespodzianek, choć niekoniecznie mają one charakter terenowy (ale i takie się zdarzają) – czy to problem z łącznością, który trzeba błyskawicznie rozwiązać, czy to nie piszące długopisy (to standard), czy zabierający protokoły wiatr lub moczący je deszcz, czy choćby zawodnicy wjeżdżający równocześnie na punkt. Do tego nierzadko musimy się wykazywać zdolnościami nawigacyjnymi, bo czasami trafienie na swój punkt (PKC, start, metę) wcale nie jest proste, nawet na serwisie można się zgubić 😉 Najwięcej adrenaliny oczywiście mamy w trakcie pracy na punktach i to w różnych postaciach, na przykład przy śledzeniu pojazdów, na których przyjazd czekamy. Jak widać, adrenaliny nam zatem nie brakuje.

Adrenaliny niby nie widać, bo przecież krąży sobie po ludzkich organizmach, ale jej poziom daje się ocenić „na oko”. Szczególnie zmiany tego poziomu, a zwłaszcza wzrost. Dokładnie to można było zaobserwować w kolejnych dniach, a nawet godzinach Columna Medica Baja Drawsko. Czwartek to dzień jeszcze rajdowo „martwy” dla zawodników, ale dla organizatorów to stan najwyższej gotowości. Trzeba przecież podopinać wszystko na ostatni guzik. Choć zawodnicy dopiero docierają do Drawska, są w drodze lub dopiero się pakują, to biuro tętni życiem i kipi adrenaliną. Szczytowy poziom adrenaliny dosięga zwłaszcza dziewczyn z biura, które uwijają się jak mrówki, szykując wszystkie niezbędne dokumenty czy kompletując zestawy dla zawodników. Głównodowodząca tym biurowym szaleństwem Magda Dutkiewicz-Klein próbuje tę adrenalinę ukryć za monitorem laptopa czy segregatorami, ale kolejna filiżanka kawy z jej nieodłącznego atrybutu, czyli ekspresu do kawy, zdradza, ile ma pracy, a zatem i adrenaliny. Z kolei Magda Lewandowska tonie w papierach, kompletując protokoły sędziowskie, co też daje adrenalinowego kopa, bo pomylić się łatwo, a przecież sędziowie muszą dostać swoje narzędzia pracy. Jedynie „Ojciec Dyrektor”, czyli Marcin „Bunio” Fiejdasz zdaje się być całkiem wyluzowany, oddając się numerkowym wycinankom, dowodząc w ten sposób, że zajęcia ZPT jednak się w szkole przydają 😉 Skoro o technice mowa, to trzeba też powiedzieć słówko o technikach, zwanych niekiedy sępami z racji polowania na wszelką pojazdową padlinę 😉 Jakkolwiek w ich przypadku ciężko wypatrzeć oznaki podniesionego poziomu adrenaliny, szczególnie u nadzorującego BK Wojtka Nowaka, oazy spokoju i pogody ducha, tak oni zdecydowanie przyprawiają zawodników o wzrost poziomu adrenaliny. Szczególnie tych nowych lub posiadających nowe pojazdy. I tak właśnie było w piątkowy poranek na Columna Medica Baja Drawsko. Technicy, choć to bardzo sympatyczni i weseli panowie, niejednemu zawodnikowi przysporzyli przedrajdowego stresiku, a niektórzy wracali do nich jak bumerangi, z błagalnym wzrokiem kota ze Shreka.

BK

Technicy na BK potrafią czasem podnieść zawodnikom poziom adrenaliny

Gdy już wszyscy zawodnicy tę „techniczną” dawkę adrenaliny mieli już za sobą, przeszedł czas na kolejnego adrenalinowego kopa. Nim było pokazanie się tłumom kibiców zgromadzonych w centrum Drawska, gdzie odbywał się honorowy start Columna Medica Baja Drawsko. Tu to akurat sama pozytywna adrenalinka, więc nie ma się nad czym rozwodzić. Jej poziom za to rósł coraz bardziej w miarę oddalania się od rampy startowej, a zbliżania się do startu wieczornego prologu. W tym przypadku to już nie przelewki, bo ten krótki, niespełna pięciokilometrowy oes, był nie tylko rozgrzewką przed właściwym rajdowym ściganiem, ale także ustalał kolejność startu do sobotnich oesów, a ta, jak wiadomo, jest dość istotna. Co jednak najważniejsze, prolog był pierwszym po zimowej przerwie testem panowania nad odpowiednim poziomem adrenaliny, No bo przecież za niski poziom oznacza z reguły za małą prędkość i gorszy wynik, a za wysoki skutkuje… długotrwałymi wspomnieniami 😉 Takie wspomnienia z prologu wywiózł Michał Pielużek, który zadebiutował w roli pilota pucharowego auta, prowadzonego przez Tomka Wojtyrę. Otóż Michał, ewidentnie „nadmuchany” adrenaliną, nie dociągnął pasów, co skutkowało otartymi ramionami, bólem kręgosłupa i uderzeniem głową (na szczęście oczywiście w kasku) podczas jednego ze skoków. Na kolejnych oesach już się poprawił 😉 i nie tylko dociągnął pasy, ale także świetnie pilotował, unikając błędów nawigacyjnych. Jego pracę nieco zniweczyła awaria turbiny na OS2, przez co panowie nie dotarli do mety odcinka, ale za to na OS3 wykręcili świetny 4 czas. Szans na poprawę nie miała natomiast załoga Wichura Rally Team, czyli Mariusz Wiatr i Artur Szczygieł, którzy wystartowali w Columna Medica Baja Drawsko swoim nowym nabytkiem, czyli zakupionym od Włodka Grajka SAMem MRT. Otóż oni wykonali na prologu jeszcze bardziej spektakularny skok, a właściwie lot, jednak nie zakończony telemarkiem, a rolką przez przód. Załoga wyszła z tej przygody cało, gorzej z autem. I choć stracili możliwość dalszej rywalizacji i przysporzyli ogromu pracy swoim mechanikom, to zyskali foty życia – Grzesiek Kozera uchwycił bowiem genialnie całą sekwencję ich lotu, łącznie z fazą lotu do góry kołami. Słowo daję, że to musiała być ustawka! 😉

wichura

Nie każdy ma w swojej kolekcji taką fotę – a Wichura Rally Team ma 😉

O ustawkę można także Grześka posądzać w przypadku sobotnich ewolucji Piotrka Zawilińskiego. No bo jak wytłumaczyć to, że akurat przed jego obiektywem Piotrek zaliczył efektowną glebę? No dobra, to mogła też być adrenalina, jednak ja bym się skłaniała ku teorii, że Piotrek ma ambicję na bycie najbardziej fotogenicznym zawodnikiem rajdów baja. W sumie to chyba już nim jest 😉 Ale żeby nie było, że tylko oczy i obiektywy fotografów mogą się załapać na pokazy skutków wysokiego poziomu adrenaliny – są i tacy zawodnicy, którzy i sędziom zafundują efekty specjalne. W sobotnie popołudnie taki ekskluzywny pokaz nam, sędziom mety stop, dał nowy w PPRB zawodnik, Jarek Szpunar, który zaprezentował nam ewolucję pod nazwą przykrywanie się quadem. Jak się okazało, to była powtórka, bo pierwsza wersja tej ewolucji pozostała niezauważona, a świadczyła o jej wykonaniu jedynie połamana kierownica quada Jarka, z którą przejechał 40km odcinka. Jarkowi na pewno nie brakowało w tym dniu adrenaliny, ale i nam przysporzył mocnego adrenalinowego kopa. Na szczęście na adrenalinie i wspomnieniach się skończyło. Niedługo później natomiast kolejny skok adrenaliny, choć nie osobiście, zafundowali nam Krzysiek Wicentowicz i Bartek Boba, jadący nowiutką Dacią w Pucharze tejże marki. Sami dotarli do nas cali i zdrowi również całym i zdrowym autem (no, prawie, bo gdzieś delikatnie oberwał drążek kierowniczy), jednak przywieźli nam informację o innej załodze Dacii, która dachowała na oesie. Szybki wywiad pozwolił ustalić, że załodze w składzie Katarzyna Makowska i Bartłomiej Makowski na szczęście nic się nie stało, w przeciwieństwie do ich Dacii, która nieco zdemolowana stoi bezpiecznie poza trasą. Efekty tej demolki, zapewne poziomem zdemolowania równe poziomowi adrenaliny załogi, widziałam już w parc ferme. Chwilę wcześniej przed biurem rajdu miałam natomiast okazję obejrzeć inny rezultat nadmiernej dawki adrenaliny, czyli wydachowane Pajero czeskiej załogi w składzie Radim Baculik i Petr Kostka. W biurze zaś spotkałam autora tego dachowania, Radima, który na moje pytanie o to, co się stało, odpowiedział, że „rolka, zwei mal rolka”. Chyba adrenalina go jeszcze trzymała, bo mówił to z takim uśmiechem, jakby to była przejażdżka na rollercoasterze, a nie rolka autem 😉 To tyle o poziomach adrenaliny na oesach i poza nimi. Żeby dziennikarskiemu obowiązkowi stało się zadość, rzućmy jeszcze okiem, kto z tym poziomem adrenaliny, trasą i rywalami najlepiej sobie poradził.

 

RMPST / CEZ

Spośród zgłoszonych do udziału w Columna Medica Baja Drawsko 8 pojazdów grupy T1, na starcie ostatecznie stanęło tylko 5. I tu ciężko było przewidzieć, które 3 z tych 5 załóg zajmą podium w swojej grupie, jak i w generalce. Jedyną niewiadomą w tej układance byli Czesi Boris Vaculik i Michal Lunak, jadący nietypowym pojazdem typu buggy o nazwie Chevy Bozz 01, nieco przypominającym węgierskie Mosquito, które mieliśmy okazję już na RMPSTowych trasach oglądać. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle to zasuwa i na trasie naprawdę robi wrażenie. Pod warunkiem, że jedzie. A niestety do mety nie dojechało – załoga Vaculik / Lunak zakończyła udział w rajdzie na trasie ostatniego oesu. Z kolei na pierwszym z sobotnich oesów kosztowny błąd nawigacyjny popełnili zwycięzcy prologu, Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik, a będąca jego wynikiem 15-minutowa kara wyeliminowała ich z walki o podium. Podium zatem między siebie podzieliły pozostałe 3 załogi – Michał i Julita Małuszyńscy, Jes Munk i Rafał Marton oraz Włodek Grajek i Piotrek Brakowiecki. Dwie pierwsze załogi, dysponujące niesamowicie mocnymi Hiluxami, a także znające poligon drawski jak własną kieszeń, nieco odsadziły skądinąd bardzo waleczną załogę BMW. Włodek i Piotrek zupełne zasłużenie jednak znaleźli się na podium, zajmując 3 miejsce w T1 i generalce. Małżeństwo Małuszyńskich oraz duńsko-polski duet Munk / Marton, rozegrali zaś batalię o prymat w rajdzie – na tyle ostrą, że na ponad 300km oesów różnica między nimi wyniosła zaledwie 2 minuty 41 sekund. Obronną ręką z tej zaciętej walki wyszli reprezentanci sponsora tytularnego rajdu, Columna Medica, czyli Michał i Julita Małuszyńscy. Bardzo solidnie przepracowali oni zimę, trenując m.in. pod okiem Krzyśka Hołowczyca, co przyniosło w Drawsku efekty. Laureaci 2 miejsca, Jes Munk i Rafał Marton, także swój wynik okupili ciężką pracą, choćby podczas treningów na pustyni.

małuszyński

Michał i Julita Małuszyńscy w swoim domowym rajdzie byli bezkonkurencyjni

Dość nieoczywiście poukładała się rywalizacja w grupie T2, która na Columna Medica Baja Drawsko była bardzo silnie obsadzona – w szranki stanęło aż 7 załóg! Co ciekawe, 2 z tych załóg zadebiutowały w RMPST. Do udanych pierwszego rajdu w tym sezonie nie zaliczą Mariusz Wilk i Mariusz Krawczyk jadący Isuzu D-Max, gdyż udało im się ukończyć jedynie prolog. Zadowoleni ze swojego występu w Drawsku nie mogą też być Robert Kufel i Daniel Dymurski, gdyż ich świetną jazdę (po OS2 zajmowali 2 miejsce w T2) zniweczyła awaria na ostatnim odcinku. Oes co prawda ukończyli, ale strata czasowa była na tyle duża, że ostatecznie zajęli 6 miejsce w T2. 4 i 5 lokata należały zaś do „nowych” – tuż poza podium znaleźli się Dariusz Kalisz i Marek Siarek w Land Cruiserze, a zaraz za nimi Mateusz Bartkowiak i Robert Boruszak w Navarze. Najniższy stopień podium wywalczyli sobie Tomek Piec i Gabryś Prochacki, jadący swoim nowym nabytkiem, odkupioną od Michała Małuszyńskiego Toyotą Land Cruiser – co ciekawe, jeszcze nie oklejoną na nowo, więc wiozącą barwy Columna Medica. Te naklejki chyba dodawały autom po parę koni 😉 Tych koni jednak nie wystarczyło do tego, żeby nawiązać walkę z dwoma Pajero – czerwonym i żółtym. W przeciwieństwie do minionego sezonu ogółem, podczas Columna Medica Baja Drawsko szybsze okazało się to czerwone. Na najwyższy stopień podium dowiozło ono załogę w składzie Klaudia Podkalicka i Błażej Czekan. Załoga żółtego, czyli urzędujący Mistrzowie Polski T2, Grzesiek Szwagrzyk i Kuba Moliter, tym razem musieli się zadowolić 2 miejscem.

Grupa T3 nie miała ani jednego reprezentanta na Columna Medica Baja Drawsko, gdyż nie dotarł na rajd jedyny zgłoszony w tej kategorii zawodnik, Czech Juraj Ulrich. Urzędujący Mistrzowie Polski T3, Andrzej Miklaszewski i Jarek Małkus co prawda w Drawsku byli obecni, jednak startują w PPRB. Z kolei Wicemistrzowie Polski, Jacek Kozakiewicz i Łukasz „Łoker” Łaskawiec, wystartowali w Columna Medica Baja Drawsko w ramach RMPST, ale po przesiadce do Yamahy YXZ startują w grupie OPEN. W ten sposób walka o pierwsze tegoroczne punkty w klasyfikacji T3 pozostaje nadal otwarta.

Grupa TH była najliczniej obsadzoną stawką w RMPST w Columna Medica Baja Drawsko. Zmierzyło się w niej aż 9 załóg. Faworytami byli „lokalesi”, czyli Krzysiek Antończak i Andrzej Mańkowski, którzy w sezonie 2016 wywalczyli sobie w tej grupie tytuł Mistrzów Polski. W swoim domowym rajdzie pokazali, że ilu aut by w tej stawce nie było, to oni i tak będą najszybsi. Mało tego – po raz kolejny udowodnili, że nie tylko w swojej grupie, ale także w generalce są w stanie rywalizować o najwyższe lokaty. Do podium generalki zabrakło im bowiem zaledwie 4 minut i 2 sekund. W TH zaś w Drawsku byli całkowicie bezkonkurencyjni, gdyż laureaci 2 miejsca, Grzesiek Marciniak i Krzysiek Tomczuk, stracili do nich aż 26 minut i 35 sekund. Spośród wszystkich załóg TH, tylko te dwa duety przejechały cały rajd „na czysto”. Na prologu swój udział w rajdzie zakończyli wspomniani autorzy spektakularnego lotu do góry kołami, Mariusz Wiatr i Artur Szczygieł. Z kolei mety pierwszego z sobotnich oesów nie osiągnęły załogi RMF 4Racing Team, Olek „Fazi” Szandrowski i Rafał Płuciennik oraz Krzysiek Biegun i Tomek Dołhan, jednak powrócili oni do rywalizacji na OS3. Z kolei OS3 nie ukończyli Czesi Radim Baculik i Petr Kostka („zwei mal rolka”) oraz Sebastian Ciuła, który na prawy fotel zaprosił Daniela Burzyńskiego. Dwie kolejne załogi przejechały wszystkie oesy, natomiast pomyliły trasę na OS2, co skutkowało 15-minutową karą. Mowa o czeskiej załodze Bowlera Wildcat w składzie Vlastimil Forejt i Frantisek Prazak oraz powracających do rajdów po długiej przerwie Robercie Łyżwie i Michale Krotiuku. Między tymi dwiema załogami rozegrała się walka o najniższy stopień podium w TH – ostatecznie wywalczyli go sobie goście z Czech.

W grupie OPEN w Columna Medica Baja Drawsko walka rozgrywała się pomiędzy 4 załogami. Wobec tego ktoś musiał znaleźć się niestety poza podium – padło na wracającą na rajdowe trasy załogę w składzie Filip Łukasik i Bartek Krencik. Okazało się, że pomimo długich miesięcy spędzonych w garażu na udoskonalaniu ich Toyoty, auto się zbuntowało na ostatnim oesie, nie dając swojej załodze możliwości ukończenia rajdu. Z kolei debiutujące w RMPST (wcześniej jeździli w RPPST) „Eljoty”, czyli Paweł Liczycki i Grzesiek Komar, jadący swoim nowym nabytkiem, Rangerem z 4XDRIVE, nie ustrzegli się pomyłki nawigacyjnej, czego efektem była 15-minutowa kara. Ale nawet mimo tej kary zaliczyli swoje pierwsze podium w Mistrzostwach Polski, stając na jego najniższym stopniu. Stopień wyżej stanęli najbardziej doświadczeni zawodnicy z grupy OPEN, znający doskonale smak rajdów cross country, także Dakaru, a w dodatku niezwykle sympatyczni Darek i Małgosia Żyła. Najszybsi natomiast okazali się „przetransferowani” z T3 do OPEN Jacek Kozakiewicz i Łukasz „Łoker” Łaskawiec, których nowa zabawka, czyli Yamaha YXZ spisała się wyśmienicie.

Do udziału w Columna Medica Baja Drawsko zgłosiła się w tym roku tylko jedna załoga ciężarowa, można więc było mieć wątpliwości, czy w ogóle w rajdzie zobaczymy ciężarówkę. Na szczęście załoga Tatry 815 w składzie Pavel Vrnak, Filip Skrobanek i Petr Lesak do Drawska dotarła, w rajdzie wystartowała i również osiągnęła metę. Dzięki temu wywalczyli sobie 1 (i jedyne) miejsce w T4 oraz pierwsze punkty w klasyfikacji rocznej. Szkoda tylko, że ścigali się w zasadzie z własnym cieniem, no ale i tak bywa. W generalce natomiast też całkiem nieźle się spisali – zajęli 15 miejsce.

 

RPPST

Dość oczywistą sprawą było to, że w RPPST o najwyższą lokatę powalczą dwie załogi, które niezmiennie ze sobą rywalizują, czyli wiecznie uśmiechnięci Tomek i Filip Gołkowie oraz Jacek Soboń, który w tym sezonie startuje z nowym pilotem, Waldkiem Niezabitowskim. „Goły” i „Japa” na praktycznie każdym rajdzie toczą walkę niemal na śmierć i życie, jednak nie można im odmówić szacunku, jakim się wzajemnie darzą. To sprawia, że ich rywalizacja jest nie tylko emocjonująca – zarówno dla nich samych, jak i dla kibiców – ale także i przede wszystkim fair play, pełna serdeczności. Na Columna Medica Baja Drawsko znów finałowa batalia o triumf w RPPST rozegrała się między nimi, choć wcale to takie oczywiste nie było. Tym dwóm załogom bowiem w paradę dość skutecznie próbował wejść duet Sławek Jabłoński i Rafał Jędrys. To właśnie załoga Patrola była najszybsza na prologu, co już mogło dawać sygnał ostrzegawczy rywalom. Na OS2 z kolei także uzyskali najlepszy czas, ale identyczny, jak Jacka Sobonia i Waldka Niezabitowskiego. W klasyfikacji odcinka te dwie pary ex aequo zajęły 1 miejsce, jednak wygrany prolog sprawił, że w klasyfikacji po odcinku to Jabłoński i Jędrys widnieli na czele całej stawki RPPST. Na 2 miejscu plasował się Japa, a na 3 Goły. Różnice czasowe były jednak minimalne – Soboń do Jabłońskiego tracił 24 sekundy, zaś Gołka do Sobonia zaledwie 8 sekund. Sytuację odwrócił ostatni oes rajdu. Tu królowali Tomek i Filip Gołkowie, którzy byli szybsi od Jacka Sobonia i Waldka Niezabitowskiego o 15 sekund, zaś nad Sławkiem Jabłońskim i Rafałem Jędrysem zyskali minutę i 48 sekund przewagi. Finalnie zatem zwycięzcami rajdu zostali panowie Gołkowie, którzy na ponad 200km oesowych wyprzedzili Sobonia i Niezabitowskiego o 7 sekund! Oczywiście Japa ma na to swoją teorię – otóż ponoć jechał zbyt szybko w stosunku do tego, co mógł znieść żołądek jego nowego pilota 😉 Niemniej jednak chłopaki zgarnęli 3 komplety pucharów – za 2 miejsce w generalce RPPST oraz 2 w S1, a także za 1 miejsce (i jedyne, bo konkurenci nie dotarli do mety) w S1-3000. Komplet pucharów za 1 miejsca natomiast do domu zawieźli Tomek i Filip Gołka, którzy triumfowali w generalce, w S1 i S1+3000. Pełen zestaw „garnków” uzbierali także Sławek Jabłoński i Rafał Jędrys – za 3 miejsce w generalce i S1 oraz 2 w S1+3000. Podium w S1+3000 z kolei uzupełnili Łukasz Bzdyl i Mariusz Włosiński.

W S2 decydujący o wygranej okazał się najdłuższy w rajdzie OS2, zaś o układzie dwóch kolejnych miejsc na podium przesądził ostatni odcinek. Co ciekawe, wszystkie 3 odcinki miały różnych zwycięzców – na prologu królowała załoga Karol Zarycki / Marcin Michalski, OS2 padł łupem dwóch Michałów – Smoleńskiego i Wilczyńskiego, zaś na OS3 najszybsi byli Tomek Kobyłecki i Michał Pawłowski. Zwycięstwo w S2 w Columna Medica Baja Drawsko wywalczyli sobie Michał Smoleński i Michał Wilczyński, jadący tradycyjnie swoim czarnym Wranglerem, który – także tradycyjnie – nawet po oesach wygląda, jakby właśnie wyjechał z myjni. Panowie z powodzeniem mogliby brać udział w konkursie na najbardziej zadbane auto 😉 Póki co muszą im jednak wystarczyć pucharki za wygraną w S2. O „wazoniki” za 2 miejsce w tej grupie do końca walczyli Tomek Kobyłecki i Michał Pawłowski oraz połowa teamu Rajdos Ekipos, Darek i Bartek Krzywkowscy. Po OS2 to ci drudzy zajmowali 2 miejsce, ale Tomek Kobyłecki na ostatnim oesie tak przycisnął, że nie tylko pokonał „Rajdosów”, ale i wygrał w S2 cały odcinek, gwarantując sobie w ten sposób srebro w rajdzie. Darek i Bartek Krzywkowscy stanęli wobec tego na najniższym stopniu podium.

O podium w S2 praktycznie otarła się najszybsza z załóg Dacii, Krzysiek Wicentowicz i Bartek Boba. Do 3 miejsca w S2, w którym Dacie również są klasyfikowane, zabrakło im zaledwie 9 sekund! Jak na debiutantów, to świetny wynik. No dobra, ten ich debiut wymaga sprecyzowania, wszak obaj panowie od dawna są z motorsportem związani, zaś Bartek dodatkowo wielokrotnie brał udział w rajdach cross country, z Dakarem włącznie. Jednak w tej konfiguracji kierowcy, pilota i auta, a także kategorii (RPPST) na rajdowych trasach pojawili się po raz pierwszy. Po raz pierwszy także rozegrany został Dacia Duster Elf Cup i to właśnie Wincentowi i Bobikowi przypadło w udziale pierwsze zwycięstwo w tej klasyfikacji. I fajnie, bo chłopaki, a w szczególności Wincent, z tego daciowego rajdowania cieszą się jak dzieci 😉 Powody do radości miała także inna nowa w RPPST załoga Dacii, Konrad Sznajder i Tomasz Mroczek, którzy wywalczyli sobie 2 lokatę w Pucharze Dacii. Na podium tej klasyfikacji nie zabrakło także pięknego kobiecego uśmiechu – ten należał do Magdaleny Zając, która w parze z Kazimierzem Ruszelem zdobyła 3 miejsce w DDEC. Warto podkreślić, że z 8 Dacii aż 5 dotarło do mety, więc debiut tej kategorii (oraz jej zawodników) wypadł całkiem dobrze. Można śmiało powiedzieć „pierwsze koty za płoty” i obserwować, co będzie się w Pucharze Dacii działo dalej.

dacia

Pierwsze podium i pierwsze szampany w Dacia Duster Elf Cup

 

PPRB

PPRB rośnie w siłę! Takie stwierdzenie śmiało można wysunąć na podstawie frekwencji w tej grupie zawodników na Columna Medica Baja Drawsko. Na liście zgłoszeń widniało aż 42 zawodników i choć nie wszyscy do Drawska dotarli, to i tak trzeba powiedzieć, że było się komu ścigać. Wybitnie rozrosła się stawka quadów czteronapędowych (Q4), przybyło także załóg UTV. Wyjątkowo licznie stawili się też motocykliści. Jedynie quady „ośki” ciągle są nieliczne, ale to wcale nie oznacza, że rywalizacja w Q2 jest pozbawiona emocji.

Wśród motocyklistów zapowiadało się na ciekawy dakarowy pojedynek pomiędzy Kubą Piątkiem, Krzyśkiem Jarmużem (nota bene laureatem motocyklowego Pucharu Polski w Rajdach Baja 2016) oraz czeskim dakarowcem, Rudolfem Lhotskym. Czech jednak w Drawsku się nie zjawił, a dla Krzyśka problematyczny okazał się OS2, choć na dwóch pozostałych dzielnie walczył – na prologu był najszybszy w całej stawce PPRB, zaś na OS3 uległ jedynie Kubie Piątkowi. To jednak nie wystarczyło, by wspiąć się na podium – Krzysiek Jarmuż uplasował się ostatecznie na 4 pozycji wśród motocyklistów. Zwycięstwo w kategorii Moto, i to z ogromną, bo liczącą aż 11 minut i 46 sekund przewagą, wywalczył sobie wspomniany Kuba Piątek, dla którego Columna Medica Baja Drawsko była pierwszym poważnym rajdzie po niefortunnym Dakarze 2017 (złamana kość śródręcza). O składzie całego podium zadecydował najdłuższy w rajdzie OS2. Na nim 2 miejsce wywalczył sobie Tomek Dąbrowski, zaś 3 czas wykręcił rzadko widziany w zeszłym roku triumfator kategorii motocyklowej z 2015 Michał Żukowski (zwany przeze mnie niekiedy Marcinem 😉 ). Taka kolejność także ustaliła się po tym odcinku i nie zmienił jej OS3, na którym zaatakował będący już jednak na straconej pozycji Krzysiek Jarmuż. Finalnie zatem wygrał Kuba Piątek, 2 miejsce wywalczył sobie Tomek Dąbrowski, a najniższy stopień podium należał do Michała Żukowskiego. Trzeba też wspomnieć, że także Piotrek Zawiliński dzielnie walczył na trasie, kończąc rajd z 6 miejscem wśród motocyklistów i… atrakcyjnymi fotkami 😉

piątek

Co dakarowiec, to dakarowiec – Kuba Piątek nie miał sobie równych w PPRB

W Q2 zgłoszonych było 5 zawodników, ale nie dotarł ubiegłoroczny triumfator tej kategorii Adrian Janik, a także doświadczony Zbigniew Zych. Walka o kolejne miejsca na podium toczyła się zatem między Piotrkiem Serbistą, Agatą Stefaniak i nowym w PPRB Przemysławem Pawłowskim. Piotrek i Agata okazali się niegościnni 😉 Nie pozwolili bowiem nowemu koledze wydrzeć sobie czołowych pozycji – za wyjątkiem prologu, na którym to on z tej trójki był najszybszy. Przemek Pawłowski musiał się więc ostatecznie zadowolić najniższym stopniem podium. Agata Stefaniak, od tego sezonu cała w różu, pokonała swojego kolegę, znanego jej już z węgierskiej rundy Mistrzostw Europy, o ponad 18,5 minuty, ale sama musiała ulec Piotrkowi Serbiście. Piotrek bowiem pędził jak zaklęty, choć to pędzenie nieco go zgubiło, i to dosłownie – dość poważnie pomylił trasę na OS2, co skutkowało aż 40-minutową karą. Jednak nawet mimo tej kary to on wskoczył na najwyższy stopień podium, mając zapas blisko 6 minut nad Agatką, której w udziale przypadło 2 miejsce.

Przez cały sezon 2016 o prymat w Q4 ścierały się dwa zespoły – Łódzki Klub Offroadowy z braćmi Lindner na czele oraz „Janosiki” z czołowym zawodnikiem w postaci Andrzeja Pierona. Na Columna Medica Baja Drawsko oba te teamy wystawiły powiększone składy. Do reprezentujących ŁKO Arka i Radka Lindnerów oraz znanego już z poprzedniego sezonu Darka Szora dołączył Jarek Szpunar, zaś szeregi „Janosików”, składające się standardowo z Andrzeja Pierona, Remika Kusego i Piotrka Ceklarza, uzupełnił Marcin Talaga. Można się było spodziewać, że w Drawsku to znów oba te zespoły, zwłaszcza we wzmocnionych składach, rozegrają rajd między sobą. I owszem, walczyli zacięcie, ale w paradę weszło im dwóch „niestandardowych” zawodników. Jednym z nich był gość z Danii, Nikke Harkjaer, którego już w Drawsku widzieliśmy w 2016 roku, drugim zaś debiutujący w rajdach baja Daniel Radzio. A było to tak… Na prologu najszybszy był Arek Lindner, drugi czas wykręcił Nikke Harkjaer, zaś 3 miejsce zajął Andrzej Pieron. Na OS2 do walki o podium włączył się Radek Lindner, który zajął na tym odcinku 3 lokatę, za ponownie najszybszym Arkiem i drugim w stawce Nikke. 4 miejsce na tym oesie należało z kolei do Daniela Radzio, zaś Andrzej Pieron zanotował 5 pozycję. Ten układ zmienił OS3, pechowy dla Arka Lindnera, w którego quadzie zerwał się pasek, co spowodowało jego bolesny spadek z 1 na 8 miejsce w Q4. Godnie zastąpił go brat Radek, który wygrał OS3 i w zasadzie wygrał również rajd. W zasadzie, bo uzyskał identyczny czas łączny ze wszystkich odcinków, jak drugi na tym oesie Nikke Harkjaer. O ostatecznym pierwszym miejscu w Q4 w Columna Medica Baja Drawsko zadecydował czas prologu, a tu szybszy był Duńczyk i to on finalnie stanął na najwyższym stopniu podium, zaś Radkowi przypadło w udziale 2 miejsce. Podium zaś uzupełnił Daniel Radzio, który po problemach Arka Lindnera i uzyskanym na OS3 3 czasie awansował na 3 miejsce. Tuż poza podium, na 4 miejscu, ze stratą zaledwie 2 minut, znalazł się natomiast najszybszy z „Janosików”, Andrzej Pieron. Ale „Janosiki” to waleczne chłopaki i już zapowiadają odsiecz 😉

Na starcie Columna Medica Baja Drawsko stanęło aż 13 pojazdów UTV, w tym sporo nowych załóg. Tradycyjnie najwięcej było Polarisów (9 sztuk), ale pojawiła się także Yamaha YXZ i 3 Can-Amy Maverick, w tym 2 w wersji X3. Te dwa ostatnie pojazdy należały do dwóch nowych w PPRB załóg i, co ciekawe, to one zdominowały rajd w kategorii UTV.

Żadnych szans swoim rywalom nie dali jadący jednym z nich Tomasz Białkowski i Dariusz Baśkiewicz, którzy wygrali wszystkie oesy i tym samym rajd. Na prologu na podium załapali się także „starzy znajomi”, czyli Waldek i Kaja Wojnarowie (2 miejsce) i ubiegłoroczni zwycięzcy całego cyklu, Mateusz Budziło i Tomek Waloch. Laureaci 2 miejsca w całym rajdzie objawili się natomiast na OS2 – byli nimi jadący drugim z X3 Grzegorz Mikuła i Piotr Szczygieł. Na podium, a konkretnie na jego najniższym stopniu, wciąż utrzymywali się zaś „młodzi zdolni”, czyli Mateusz Budziło i Tomek Waloch. Układ podium na OS3 był identyczny, a zatem i tak wyglądała klasyfikacja końcowa UTV w Columna Medica Baja Drawsko. Do mety niestety nie udało się dotrzeć przesympatycznej rodzinnej załodze w składzie Waldek i Kaja Wojnar, której – tradycyjnie – plany pokrzyżował zerwany pasek. Ten, jako dowód zbrodni, zawisł na przedzie zepsutego pojazdu. Szczęścia w Drawsku nie miał także wicelider klasyfikacji rocznej z 2015 roku, Robert „Laluś” Lamenta, który na pokład swojego Polarisa zaprosił tym razem dotychczas startującego na quadzie Michała Ćwiertniewskiego. Debiut Michała w roli pilota UTV nie wypadł dobrze, gdyż oni także nie osiągnęli mety rajdu. Znając jednak obie te załogi, po tym pierwszym w sezonie niepowodzeniu na pewno się nie poddadzą. Sezon się przecież dopiero rozpoczął, a adrenaliny w jego dalszej części zapewne żadnemu z zawodników nie zabraknie.

Filmowe podsumowanie Columna Medica Baja Drawsko:

 

AM

Fot. Grzegorz Kozera, AM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s