BEDUIN LAST MINUTE

Dakarowa historia Szymona Gospodarczyka jest trochę jak z bajki. Nawet on sam jeszcze kilka miesięcy temu by nie uwierzył, że pojedzie na Dakar i na dodatek wróci z niego z Beduinem. O wyjeździe dowiedział się kilka dni przed rajdem – był to więc dla niego „Dakar last minute”. Również Beduin za 3. miejsce w kategorii SxS, mimo dwutygodniowej walki na trasie, był trochę „last minute”, bo stał się realnym celem załogi Claude Fournier / Szymon Gospodarczyk dopiero na 2 dni przed metą. Właśnie tak „last minute” Szymon zapisał się na kartach najpiękniejszej polskiej dakarowej historii. Nic więc dziwnego, że wciąż kipią w nim emocje i wyraźnie ożywia się, gdy tylko słyszy słowo „Dakar”…

Od Dakaru minęła już chwila, więc pewnie ochłonąłeś. A czy miałeś czas, żeby oswoić się z tym, że zapisałeś się na kartach polskiej dakarowej historii?

Wróciłem i z kim się nie spotykam, to rozmawiamy tylko o Dakarze, wszyscy non stop zadają pytania o Dakar. Trudno jest porozmawiać o normalnych rzeczach, bo każdy jest zainteresowany tym, jak to było, jak to przeżyłem. Cały czas ten Dakar u mnie trwa. Niby już odpocząłem, niby już przestawiłem się czasowo, nie ma problemu, ale cały czas trwa, bo gdzie nie pójdę do znajomych, to gadamy tylko o Dakarze, wszędzie się to cały czas kręci, także nie wiem, kiedy ochłonę. Widzisz, nawet teraz rozmawiamy o Dakarze 😉

szymon10

Nawet w domu Szymon nie może uciec przed Dakarem 😉

No tak, ale to było umówione 😉 A ten Twój Dakar to z kolei było takie „last minute”…

To było dla mnie największym problemem w Boliwii, bo nie miałem jak się przygotować do tej wysokości. Ogólnie podtrzymuję kondycję fizyczną – dużo jeżdżę na rowerze, w zimie biegam na nartach, także to mi bardzo pomogło. Myślę, że bez tego nie byłoby w ogóle opcji, po 3 dniach bym pewnie umarł. Ale to właśnie, że tę kondycję podtrzymuję przez cały rok, a nie tylko na jeden rajd, to mi na tyle pomogło, że nie miałem żadnych problemów. Ale do wysokości w ogóle nie byłem przyzwyczajony. Duże kłopoty miałem, bo tam w Boliwii na tych 4700m n.p.m. zmieniałem dwa koła i odkopywałem samochód. Jak przyjechałem na metę, to byłem mocno wyczerpany, głowa mnie strasznie bolała, zawroty głowy miałem. Inna załoga dała mi takie leki przeciw chorobie wysokościowej i po godzinie ten ból minął. Rano, jak się obudziłem, to już zapomniałem o tym wszystkim, zapomniałem o tym wyczerpaniu, więc to pomogło. Ale na przyszłość wiem, że do tych wysokości się trzeba przygotować. Rozmawiałem z innymi pilotami – wystarczy w takiej masce trenować godzinę dziennie przez miesiąc, dwa i do tego się można przyzwyczaić. Albo  można tak, jak Sebastian [Rozwadowski – red.] w tym namiocie tlenowym spać, ale to jest troszkę bardziej zajmujące.

szymon6

Sam się nie zdążył przygotować, ale roadbooki przygotowywał doskonale

No właśnie – ludzie się miesiącami przygotowują, a Ty miałeś 2 dni… Gdyby ktoś Ci powiedział kilka miesięcy temu, że pojedziesz na Dakar i wrócisz z Beduinem za 3 miejsce, to co byś pomyślał?

To bym go od razu wyśmiał! Na Dakar nie jedzie się z przypadku i to nie jest tak, że „o, pojedziemy sobie Dakar!” To jest taka logistyka, takie przedsięwzięcie, że to się planuje latami, już nie mówiąc o przygotowaniu, tym wszystkim… Wyśmiałbym, bo to jest niemożliwe, takie rzeczy raczej bardzo rzadko się zdarzają. Tutaj zdarzyła się taka sytuacja, że ten pilot, Herve, złamał obojczyk i akurat Marco [Piana – red.] zadzwonił do mnie, bo mieliśmy dobry kontakt, też współpracowaliśmy już ponad półtora roku, on też mnie dobrze znał. Co prawda nie znaliśmy się z kierowcą, ale Marco zapewniał pilota do tej załogi, więc on obdarzył mnie tym zaufaniem i widać, że się nie przejechał na tym, bo jadę z nimi kolejne 4 rajdy. A to, że Beduina mam, to jest w ogóle jakiś kosmos, bo już na samym starcie, w Limie, wiedzieliśmy, że nie ma sensu celowanie w jakiś wynik, tylko trzeba cały czas dbać o samochód, o siebie i myśleć o mecie każdego etapu. Dopiero 2 dni przed metą Dakaru stwierdziliśmy, że mamy blisko do 3 miejsca, więc postanowiliśmy zaatakować. I ten atak się udał. Dużo pomogło też to, że jeździłem wcześniej tym autem z Aronem [Domżałą – red.] i jak trzeba było zmienić pasek czy koło, to bardzo szybko to robiłem, bo trenowaliśmy takie coś z Aronem na czas. Na przykład na jednym etapie ja wymieniłem 2 koła w 8 minut, a nasz konkurent miał jednego kapcia i zmieniał go 15 minut, także tez dużo pomagało doświadczenie.

szymon2

Bez doświadczenia ciężko by było się odnaleźć w takich okolicznościach

Czyli ten Beduin też był „last minute” 😉 A propos Beduina – w końcu takiego klasycznego, dakarowego Beduina nie dostałeś, tylko piękną statuetkę…

– Nie wiadomo, co dostałem 😉 Właśnie, statuetkę za 3 miejsce. Ale w domu to nazywamy Beduin.

Oprócz tego Beduina przywiozłeś z Dakaru także mnóstwo pięknych wspomnień i całą masę zdjęć. Widać, że ten rajd Cię urzekł.

– Wcześniej, jak myślałem o Dakarze, jeszcze zanim miałem okazję wystartować, zawsze myślałem, że wszyscy się tak podniecają tym Dakarem, ale, szczerze mówiąc, nie wiedziałem dlaczego. Pamiętam, jak jeździłem te rajdy maratonowe – takie 5 dni to w zupełności wystarcza, żeby się najeździć. A tu wszyscy Dakar i Dakar… Ale dopiero jak pojechałem… Te pierwsze 5 dni w Peru – dalej nie rozumiałem, o co chodzi, bo cały czas normalne wydmy, normalne drogi, niczym się to nie różniło od np. Maroka, Kataru czy Abu Dhabi. Dopiero jak wjechaliśmy do Boliwii, wjechaliśmy na wysokość, zaczęły się inne problemy, bo i my mieliśmy problemy z oddychaniem, i samochód miał problem, bo napędzał się do 60km/h, także wtedy zobaczyłem, o co chodzi tak naprawdę w tym rajdzie. Inna sceneria, zupełnie inna taktyka, potem znowu zjechaliśmy do Argentyny – to już zupełnie był inny rajd niż te, co jeździłem do tej pory. Także teraz już wiem, czym ci zawodnicy się tak cieszyli, mówiąc o Dakarze. Teraz patrząc na to wszystko, to wolałbym w roku jechać tylko jeden Dakar i nic więcej nie muszę jeździć – taka to jest przygoda!

szymon11

Uroki Dakaru

A tych przygód też trochę na trasie mieliście. Co prawda nie tyle, co Wasi rywale, którzy Wam trochę „pomogli” w zdobyciu tego 3 miejsca, odpadając z rajdu.

– Z tym, że rywale nam pomogli, to nie zgodziłbym się do końca, bo to nie jest tak, że oni po prostu się zepsuli. Tak naprawdę oni się zepsuli na własne życzenie, bo startując Polarisem z Xtreme+ ma się tę gwarancję, że dopóki się nie uszkodzi bloku silnika, samochód zawsze będzie gotowy do jazdy. Za nami, za tymi pięcioma Polarisami, jedzie taka T-dwójka serwisowa, gdzie jedzie mechanik i wiozą części do naszego Polarisa, więc co by się nie zepsuło, oni są w stanie nam naprawić ten samochód, dopóki my się nie poddamy. Był taki Anibal [Aliaga – red.] z Peru – bardzo szybki kierowca, ale co z tego, że bardzo szybki, jak potrafił przegotować silnik już na 3. etapie i potem cały czas ponosił tego konsekwencje, w taki sposób, że na jednym etapie przyjechał o 5:00 rano, a o 7:00 startował do następnego, więc był niewyspany, a przez kolejne etapy nadrabiali tę senność. W dodatku nie dogadywał się z pilotem, charakterem się nie zgrali, więc tak naprawdę oni poddali się psychicznie w tym rajdzie. To nie jest więc tak, że to ich awaria i to nam pomogło. Startując do tego radu, od pierwszej dojazdówki trzeba dbać o samochód i o siebie. Myśmy mieli trochę więcej doświadczenia, więc wykorzystaliśmy to. Gdy samochód się przegrzewał, od razu zwalnialiśmy, czasem nawet się zatrzymywaliśmy, żeby go schłodzić i tym sposobem nigdy nie mieliśmy żadnej większej awarii. A taki Anibal czy koledzy z Brazylii notorycznie takie coś mieli, więc wycofali się, bo psychicznie nie dali rady.

szymon5

Grunt to troska o auto

Ale Wy też mieliście co robić na trasie. Co było dla Was najtrudniejsze? Miałeś taki moment, że przeszło Ci przez głowę: „wysiadam, wracam do domu”?

Mieliśmy taką jedną przygodę, która kosztowała nas ponad godzinę. Na starcie do jednego odcinka podjechaliśmy na tankowanie. Potrzebowaliśmy 90l paliwa na cały odcinek. Na wyświetlaczu wskazywało, że mamy 100l. Stwierdziliśmy, że w ramach rezerwy dolejemy jeszcze 50l, żeby w razie zgubienia czy awarii mieć jeszcze te 50l. Mamy 150l, startujemy do odcinka – po 100km auto zgasło zabrakło paliwa. Okazuje się, że wskaźnik dalej pokazuje 100l, więc mieliśmy awarię wskaźnika, która mogła nas kosztować wycofanie się z rajdu. Na szczęście były tam dwa samochody kibiców na benzynę, więc ci kibice – jakoś szybko ich namówiłem – użyczyli nam 6l paliwa. Spuścili z samochodu i nam użyczyli. Wlałem to do baku, a 2km później przecinaliśmy taką normalną, asfaltową drogę, gdzie policja zatrzymywała ruch na czas przejazdu rajdówek. Dojechaliśmy do tego miejsca i po prostu czatowałem na samochód, który będzie wiózł kanister na dachu. Tam nie ma dużo stacji benzynowych, więc ludzie wożą swoje paliwo. Na szczęście nie czekałem bardzo długo. Jeden samochód napotkałem – dali mi ci kibice to paliwo od razu, bez żadnego płacenia, bez żadnego dogadywania się. Musiałem poczekać na jeszcze jeden samochód – no i znalazłem ten drugi samochód. Straciliśmy tam z godzinę czasu, ale dzięki temu byliśmy w rajdzie i przyjechaliśmy na 3 miejscu. Całe szczęście, że tam jest dużo kibiców i że są tacy pomocni, bo bez nich nie dałoby się dojechać do mety. Także to była ciężka przygoda. Mieliśmy też na początku taką trudną akcję na wydmie – zakopaliśmy się na szczycie wydmy. Odkopałem ten samochód – to takie pół godziny kopania, bo zakopaliśmy się na amen – i ruszyliśmy. 50m później następny szczyt wydmy i tak samo się zakopaliśmy na kolejne pół godziny. Wtedy to naprawdę byłem mega zmęczony, ale to był dopiero 3. etap, więc trzeba było odkopywać. A najtrudniejszą sytuację miałem na odcinku maratońskim, kiedy przyjechaliśmy do mety. Wtedy była właśnie ta sytuacja z wysokością. Byłem wyczerpany, przyjechaliśmy około 1:00 w nocy, musiałem sam naprawiać samochód, bo tam nie było mechaników. Musiałem wymienić filtr powietrza i pasek, wymienić dwa koła, bo tam dostał się piasek między felgi i schodziło powietrze. To było bardzo wyczerpujące i wtedy miałem właśnie takie chwile zawahania: co ja tu w ogóle robię, to jest bez sensu tak tutaj się męczyć, że można jechać do domu. Ale wtedy sobie pomyślałem – ilu ludzi tam w Polsce trzyma tam za mnie kciuki! Patrzyłem czasem, jak miałem okazję, na Facebooka – moja Kinga mi go prowadziła – ilu ludzi komentuje, ilu ludzi wspiera mnie. Naprawdę to dawało mi dużo wiary w siebie i wiary w to, że nie mogę się poddać.

szymon9

Nocne powroty po ciężkim dniu

No i nie poddawałeś się, choć tej pracy miałeś sporo. Nawet musiałeś zostać MacGyverem 😉

Kilka razy miałem takie sytuacje, że musiałem z camelbaka podpinać bezpośrednio wodę do spryskiwacza. No trudno, nie miałem picia, brałem na każdym punkcie CP, gdzie pieczątkę się podbija, butelkę wody, no i jakoś tak przetrwałem ten odcinek, ale przynajmniej mogliśmy jechać i widzieć coś przed sobą.

Po tych wszystkich przygodach dojechaliście w końcu na metę. Już wiadomo, że jest to 3. miejsce, wjeżdżacie na rampę, dostajecie statuetki – co czułeś w tym momencie?

– Czułem radość, ale czułem też smutek, że to już koniec. Że już trzeba wracać do domu, do normalnego życia. Byłem tak przyzwyczajony przez dwa tygodnie do tego, że wstawałem po 3-4 godzinach snu, wsiadałem do rajdówki i miałem przed sobą cały dzień na odcinku  specjalnym. A świadomość, że wracam do domu, idę do pracy i siedzę w biurze… Nie mogłem w to uwierzyć, że to już jest koniec i trochę mnie to smuciło, ale już wtedy zaczynałem myśleć, co tu zrobić, żeby przyjechać tu za rok.

13

Radość, ale z zerkaniem w przyszłość 😉

Dakar 2018 się skończył, ale nie skończyła się Twoja współpraca z Claudem. Już za chwilę Baja Russia, a potem kolejne rajdy.

– Już na mecie planowaliśmy z Claudem przyszły Dakar, który chcemy pojechać Polarisem turbo – zobaczymy, co uda się zrobić z tych planów. Ale tak samo Claude mówił, że jak wszystko dobrze pójdzie i uda się dogadać z Xtreme+, to czy pojadę z nim Rosję. Ucieszyło mnie to bardzo, bo ja nie mówię w ogóle po francusku, a myślałem, że Francuzi lubią jeździć z Francuzami, a jednak wychodzi na to, że ten angielski Claude’owi nie przeszkadza i jesteśmy umówieni na pierwsze 4 rajdy w Pucharze Świata. Na razie mamy połowę sezonu wymyśloną, a zobaczymy, co będzie dalej.

szymon7

Współpraca Claude’a i Szymona nie skończyła się na Dakarze 2018

I ten przyszłoroczny Dakar… A co takiego jest w tym rajdzie, że tak chce się tam wracać? Wielu zawodników mówi, że Dakar jest jak narkotyk…

Bo to jest narkotyk! To jest magia! To jest tak, że startujesz do pierwszego etapu w Limie i odliczasz sobie do dnia przerwy: „o, jeszcze 6 dni, jeszcze 5 dni”, nie możesz się doczekać dnia przerwy, potem jest dzień przerwy. I ruszasz – niby świeży, odpocząłeś, a liczysz: „8 dni do Cordoby, 7, 6, 5…” Ale jak już są 2 dni do Cordoby, to zaczynasz być smutny, że to już koniec i trzeba wracać. Tego się nie da opisać… Tam jest taka atmosfera, każdy jest pomocny… Naprawdę trudno mi to jest opisać… Co chwila się zmienia sceneria, są inne widoki, raz jest zimno, raz gorąco. Ci ludzie żyją tam ze sobą, mamy cały obóz tych namiotów – to normalnie jak na jakimś osiedlu rodzinnym. Niby nie ma czasu na nic, a mimo wszystko, jak siedzimy przy jednym stole, robimy sobie roadbooki z pilotami, jak każdy po odcinku opowiada, co tam się działo, to się wydaje, że jest bardzo dużo czasu. Nie mamy tam telewizji, wszyscy znajomi są z rajdu, więc nie ma innych tematów, jest bardzo dużo czasu na rozmawianie tylko o tych przyjemnych rzeczach – nie ma tam żadnej polityki, żadnych rachunków… Naprawdę to jest magia! To jest takie oderwanie się od rzeczywistości. Wyczerpujące bardzo, bo po 2-3 dniach ludzie tam chodzą jak zombie po takich nieprzespanych nocach. Często jest tak, że wstajesz o tej 3:00 rano i myślisz sobie: „ja pierniczę, mógłbym sobie wstać o 6:00 rano i iść do pracy, a tu 3:00 rano, położyłem się spać 2 godziny temu, a już wstaję…” A mimo wszystko chce się tam wracać. Nie potrafię konkretnie powiedzieć, co mnie tak tam przyciąga… Gdyby tego słuchał ktoś, kto nie jest fanem rajdów, to by sobie pomyślał, że chyba jestem głupi, że jadę tam, śpię po 2 godziny i jeszcze chcę tam wracać…

szymon8

Dziecko brudne to dziecko szczęśliwe – tak chyba też jest z dakarowcami 😉

 

Z Szymonem Gospodarczykiem rozmawiała Anna Michalska

Fot. Kinga Lisiewska, Szymon Gospodarczyk. Xtreme+

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s