Baja Aragon, mi amor!

O matko, ale tu cudownie!!! – krzyknęłam sama do siebie, gdy tylko dotarliśmy na pierwszy z oesów Baja Aragon. Wykrzykiwałam to samo także na każdym kolejnym. I krzyczę tak dalej na samo wspomnienie tego rajdu. Od kilku lat marzyłam, by się wybrać na ten rajd, ale może brakowało możliwości, a może nawet nie pomyślałam, że takie możliwości mogłyby się pojawić. Aż do wiosny tego roku… Trochę przypadkowo, trochę z premedytacją moje rajdowe drogi skrzyżowały się z rajdowymi drogami Kamena Rally Team i… Panowie bez namysłu odpowiedzieli „tak” na moją prośbę o zabranie mnie do słonecznej Hiszpanii. No i stało się – zakochałam się! Tak było, nie zmyślam! Baja Aragon, mi amor!

Baja Aragon pod względem krajobrazów nie ma sobie równych w kalendarzu Pucharu Świata FIA w Rajdach Baja. Wystarczy pooglądać zdjęcia czy filmy z tego rajdu, by się o tym przekonać. Teraz mogę to z całą odpowiedzialnością potwierdzić – tamtejsze pejzaże są wprost oszałamiające! A jeśli do tego dodać rewelacyjną obsadę, to jest to dosłownie rajd marzeń. Ja od kilku lat marzyłam o tym, żeby pojechać na Baja Aragon i dzięki Kamena Rally Team to marzenie mogłam w końcu zrealizować.

Koniec

Wyjazd na zagraniczny rajd z zespołem rajdowym jest podwójnie trudny, ale też podwójnie ciekawy. Mogłam już tego doświadczyć w zeszłym roku, gdy towarzyszyłam zespołowi Overlimit na włoskiej Italian Baja. To była świetna przygoda, toteż bardzo chciałam na Baja Aragon również wybrać się z zawodnikami – chłopaki z Kamena Rally Team przystali na ten pomysł bez wahania. Za to niesamowite przeżycie ogromnie im dziękuję! Ale do rzeczy. Zapraszam na wspólną podróż do Hiszpanii!

DSC_0739

Sama podróż to przygoda!

23 lipca, wtorek. Po 300km spędzonych w pociągu już z dworcowego okna w Poznaniu widzę czarnego Cadillaca z lawetą, na której dumnie stoi czarny CanAm Maverick. Dobrze znam oba te auta, widuję je na każdym rajdzie cross-country w Polsce. Przy nich równie znajome twarze – Tomek Białkowski, kierowca w załodze Kamena Rally Team, Darek Baśkiewicz, pilot, Michał Roman i Tadek Białkowski pełniący rolę mechaników, a także Edyta Kania, która będzie w Hiszpanii kręcić swój pierwszy film o cross-country.

FB_IMG_1578004768211

Fot. Maira Pierce

Startujemy. Przed nami ponad 2500km – Polska, Niemcy, Francja, Hiszpania. Taka wyprawa w sześcioosobowym gronie to już niezła przygoda! Za oknem tylko zmienia się krajobraz, zmieniają się pory dnia i nocy, za to w tle leci po ran n-ty ta sama play lista, z piosenką Khalida „Young, dumb and broke”, która chcąc-niechcąc stała się hitem naszej hiszpańskiej wycieczki i chyba już do końca życia będzie mi się z tym wyjazdem kojarzyć. I nawet spać się jakoś nie chce. Ale żeby nie było – część trasy poświęcamy na kolejną lekturę regulaminów i ustalanie planu działań. Bladym świtem witamy Hiszpanię.

DSC_0726

Dzień dobry, Hiszpanio!

O matko, ale tu cudownie! – zachwycam się już na samym wjeździe do Hiszpanii, popijając przepyszny, świeżo wyciskany sok z pomarańczy na stacji benzynowej. Jedziemy wzdłuż wybrzeża, więc naprawdę te śródziemnomorskie widoczki robią wrażenie. A skoro już tak blisko morza jesteśmy, to nie możemy sobie odpuścić śniadania przy plaży. Posileni, a niektórzy także wykąpani w morzu, ruszamy w głąb kraju.

DSC_0734

Pierwsze spotkanie z Morzem Śródziemnym

Po 27h od wyjazdu z Poznania, w środowe popołudnie docieramy do malutkiego, ale niezwykle klimatycznego miasteczka, La Puebla de Valverde. Tu będzie nasza baza.

DSC08280

Wjazd do La Puebla de Valverde

Przedrajdowy zawrót głowy

Baza rajdu Baja Aragon z kolei mieści się w pięknie położonym mieście Teruel. Właśnie tam kierujemy się w czwartkowy poranek. Misja numer 1 – znaleźć swoje miejsce na serwisie. Poprawka – na giga serwisie! Park serwisowy Baja Aragon to ogromny parking przy centrum targowo-konferencyjnym, który musi pomieścić grubo ponad 200 zawodników, bo tylu zgłosiło się do tegorocznej edycji rajdu. My dostajemy klimatyczny kącik na końcu serwisu. Chłopaki się rozstawiają, a ja idę się rozejrzeć.

DSC08302

Jeden pracuje, reszta patrzy 😉

O matko, ale tu cudownie! – cieszę się jak głupia, mijając kolejne stanowiska i spotykając kolejnych znajomych. Polaków tu w sumie niewielu – Kuba Przygoński  w roli kierowcy i Sebastian Rozwadowski w roli pilota Benedktasa Vanagasa w stawce Pucharu Świata FIA w Rajdach Baja, Adam Tomiczek, Maciek Giemza i Kuba Piątek wśród motocyklistów startujących w ramach Pucharu Świata FIM w Rajdach Baja oraz Tadeusz Rzeżuchowski z Wojtkiem Jermakowem w Mistrzostwach Hiszpanii.

DSC08316

Adam Tomiczek

No i oczywiście my, znaczy Kamena Rally Team, również w Mistrzostwach Hiszpanii. Co jest nieco dziwne, Tomek i Darek w swoim Mavericku zostali umieszczeni w tej samej grupie, co Tadeusz i Wojtek w Dacii – w grupie Open.

DSC08308

Dacia Tadeusza Rzeżuchowskiego i Wojtka Jermakowa w dobrych rękach mechaników z Hołowczyc Racing

Korespondencja mailowa nie wyjaśniła tej sytuacji, może uda się czegoś dowiedzieć na odbiorach. Oczywiście każdy zawodnik ma wyznaczony czas odbioru, ale spróbujemy wcześniej, bez kolejki. Udało się, choć dalej nie wiadomo, dlaczego grupa Open… To wyjaśniły późniejsze plotki – otóż Hiszpanie nie chcą się dzielić punktami w Mistrzostwach z zagranicznymi załogami, więc wszystkie zagraniczne teamy wrzucono do jednego wora z napisem „grupa Open”. Wszystkie inne wymagania są dokładnie takie same, jak dla „lokalesów”, o czym Tomek i Darek przekonali się na badaniu kontrolnym. Tu również obowiązywał harmonogram. No, może nie do końca… Od wyznaczonego harmonogramu czasu panowie czekali blisko 4 godziny do chwili, kiedy w końcu technicy się nimi zajęli.

DSC08331

Oczekiwanie na BK…

I tu kolejny kłopocik, bowiem w Hiszpanii nawet w Open wymaga się homologowanej bielizny i HANSa. W HANSy musieli zainwestować. Ale to  akurat dobra inwestycja, a ceny w obwoźnym sklepiku były naprawdę dobre.

DSC08346

Negocjacje z technikiem

Korzystając z „chwili” oczekiwania, idę poszukać kolejnych znajomych, a trochę ich tu jest – cudowna argentyńska fotografka Maira Pierce, węgierska dziennikarka Rita Konya, z którą współpracuję, filmowiec-światowiec Marcin Paluszkiewicz, no i oczywiście zawodnicy znani z Baja Poland – Martin Macik, Bernhard ten Brinke i Tom Colsoul, czy kierowca naszego Sebastiana Rozwadowskiego, Benediktas Vanagas.

DSC08359

Maira Pierce i Benediktas Vanagas

To niesamowicie miłe uczucie, kiedy zagraniczni zawodnicy na zagranicznym rajdzie poznają cię i witają się jak ze starą, dobrą znajomą. Z innymi zobaczę się później. Tymczasem na horyzoncie pojawia się najjaśniejsza hiszpańska gwiazda – Nani Roma. Nie omieszkaliśmy sobie z nim zrobić pamiątkowych fotek, a ten niezwykle sympatyczny i uśmiechnięty kierowca chętnie do nich zapozował.

roma.jpg

Nani Roma

W kolejce do BK natknęłam się również na jego uroczą żonę, motocyklistkę Rosę Romero.

DSC08323

Rosa Romero

To też dobry moment na zrobienie wspólnie z Ritą kilku wywiadów z zawodnikami na temat Baja Poland, a także na pooglądanie ciekawych maszyn, których tu nie brakuje.

DSC08358

Rita Konya w akcji

Mogłam między innymi zobaczyć na żywo dakarowe Mitsubishi Eclipse Cross uwielbianej przez hiszpańskich kibiców Cristiny Gutierrez, z której teamem miałam okazję współpracować podczas ostatnich dwóch edycji Dakaru, są też Racing Lancery w różnych wersjach, a także buggy maści wszelakiej, a także nietypowa ciężarówka Pegaso.

DSC08313

Mitsubishi Eclipse Cross

DSC08310

Pegaso

Załapałam się także na odprawę dla zawodników Pucharu Świata FIA – to całkiem dobry moment, żeby sobie zrobić przegląd światowej czołówki cross-country, zamienić słówko czy wręcz się powygłupiać.

Kolejny punkt obowiązkowy  to konferencja prasowa. Trochę dziwna, bo w znacznej części prowadzona po hiszpańsku…

DSC08361

Nikt nic nie rozumie, więc jest wesoło 😉 Martin Prokop, Kuba Przygoński i Marcin Paluszkiewicz bawią się świetnie 🙂

Za to po konferencji wreszcie można było otrzymać materiały prasowe, a wśród nich bezcenną broszurkę „Puntos de interes”, czyli mapkę rajdu z punktami widokowymi. To będzie nam potrzebne na jutro, a na koniec dnia mamy jeszcze w programie odprawę dla Mistrzostw Hiszpanii o bardzo dziwnej porze, a mianowicie o 23:00. Dobrze, że chociaż nie jest to typowa odprawa, tylko rozdanie roadbooków i komunikatów, z możliwością zadania pytań kompetentnym osobom, a tych trochę mieliśmy. Tu też spotkałam kolejnych znajomych, między innymi startującego w roli pilota także w grupie Open mojego sympatycznego kolegę z Francji, Francois Cazalet.

DSC_0773

Francois Cazalet

Do naszego przytulnego domku w La Puebla de Valverde docieramy w nocy, a roboty jeszcze sporo… Darek oczywiście koloruje roadbooka, a my planujemy pierwszy dzień rajdu, analizując bezcenną mapkę.

DSC08368

Darek i jego zabawki

Ogieeeeeń!

No i zaczęło się! W menu pierwszego dnia rajdu są dwa oesy – „północny” o długości 165 km i „południowy” o długości 86 km, rozdzielone serwisem. Co ciekawe, motocykliści i quadowcy jadą te same oesy, ale w odwrotnej kolejności. Najpierw jednak trzeba wyjechać z parc ferme, więc niemal bladym świtem pędzimy do Teruel. Zjawiamy się tam dość wcześnie, więc korzystam z okazji i idę na PKC wyjazdowy, zrobić kolejny przegląd załóg Pucharu Świata. I tu kolejne miłe momenty – zawodnicy w dobrych humorach (jeszcze), więc machają, zamienią słówko czy zapolują do sesji zdjęciowej.

DSC08383

Bernhard ten Brinke w roli modela 

Gdy w końcu Tomek i Darek wyjeżdżają z parku zamkniętego, wsiadamy do Cadillaca i pędzimy za nimi na start SS1. Dziś cały dzień będziemy podążać właśnie za nimi – na wypadek, gdyby trzeba było w czymś pomóc, a także porobić fotki i filmiki. Dojazdówka dłuży się niemiłosiernie – niezły kawałek jazdy. Darek miał rację, kiedy wieczorem mówił, że te dojazdówki będą największym wyzwaniem. Daleko i gorąco, a w CanAmie za klimę robi jedynie brak szyb. My w Cadillacu mamy zdecydowanie lepiej. O matko, jak tu cudownie! – zachwycam się plenerem, jaki widzę na starcie. Złote pola, czerwone pagórki, a na jednym z pagórków kościółek i kilka domków, jak przyklejone do wzgórza. Tak, taki typowy obrazek z hiszpańskiej prowincji, ale jakże uroczy!

DSC08462

Aragoński landszafcik

Podziwiając te widoczki, wyszukuję sobie wśród pól miejscówkę na fotki. Jedzie nasza Dacia, a kilka aut za nimi załoga Kamena Rally Team.

DSC08556

Tadeusz Rzeżuchowski i Wojtek Jermakow wśród złotych pól

Lecimy dalej! Podążając wzdłuż trasy oesu, znajdujemy fajny dziewięćdziesiątkowy zakręt, na którym porównujemy sposoby wchodzenia w niego przez różne załogi. Tomek oczywiście agresywnie i efektownie, z sypaniem kamieniami.

DSC08627

Prawy ciąć!

Jako kolejny punkt na trasie obieramy miejscowość Alfambra. To chyba najbardziej kultowe miejsce na trasie Baja Aragon, które milion razy widziałam na zdjęciach i filmikach z tego rajdu. Czerwona ziemia, jasnożółte pola i pasiasta góra z kapliczką na szczycie to chyba najpopularniejsza hiszpańska rajdowa sceneria, przynajmniej ja ją najbardziej kojarzyłam z Baja Aragon. O matko, jak tu cudownie! – drę się na głos, bo to, co widzę, jest o wiele cudowniejsze niż na obrazkach.

DSC08709

Alfambra

Tomek i Darek jeszcze spory kawałek od nas – śledzimy ich przez cały czas na live-trackingu – więc mamy chwilkę na odpoczynek w tych uroczych okolicznościach przyrody. Gdy tylko nas mijają, wbijamy z powrotem na drogę i lecimy do Teruel, przygotować chłopakom serwis. Na serwisie niewiele do roboty – panowie oszczędzili furę. Michał i Tadek uwijają się szybciutko z pracą przy CanAmie, po czym wyruszamy na SS2.  Za pierwszy cel obieramy fajny, piaszczysty, dziewięćdziesiątkowy zakręt w szczerym polu, fajne zdjęcia będą! A i owszem, wyszły całkiem efektowne.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Cyknięte, popatrzone, następny proszę. Tym razem kierujemy się już w stronę mety. Znajdujemy dwie fajne miejscówki bardzo blisko siebie – tutaj złote pola i czerwone pagórki ustępują miejsca praktycznie górskim terenom, ze stromymi zjazdami i podjazdami, krętymi i kamienistymi ścieżkami, a nawet groźnymi półkami skalnymi.

DSC08811

Kamena z przytupem

Łapiemy chłopaków na mecie i eskortujemy do Teruel na wieczorny serwis. Tomek i Darek, a także Tadeusz i Wojtek z Dacii czekają w kolejce na PKC wjazdowy, więc można na gorąco wysłuchać wrażeń z trasy. A jest co opowiadać!  Na SS2 załoga Kamena Rally Team, jadąc w kurzu za inną załogą, nie zauważyła zakrętu i spadła z półki skalnej! 7 m w dół! Na szczęście na koła i na szczęście w taki sposób, że udało się spokojnie powrócić na trasę. Złapany kapeć i pogięta tarcza hamulcowa to przy tym pikuś, ale tym razem Michał i Tadek już mają co nieco do roboty. A ja mam czas na kolejny obchód po serwisie, który tym razem jest wyjątkowo owocny, bowiem mam okazję zobaczyć kilku ciekawych zawodników, których dotąd nie widziałam na żywo, jak choćby Argentyńczyk Orlando Terranova, który ma do nas przyjechać na Baja Poland.

DSC08846

Orly Terranova

W międzyczasie chłopaki kończą serwis i oddają auto do parc ferme. Co ważne, pierwszy dzień Baja Aragon Kamena Rally Team kończy na pozycji liderów grupy Open.

Na drugą nóżkę

Leg 2, czyli 2 etap Baja Aragon to te same oesy, co dzień wcześniej, tyle, że jechane w odwrotnej kolejności, a zatem samochody zaczynają od krótszego, a motocykle i quady od dłuższego. Tym razem naszą misją jest złapanie na trasie choć kilku zawodników Pucharu Świata FIM i czołówki załóg Pucharu Świata FIA. Najpierw motorki. Upatrzyliśmy sobie kolejny zakręt, taki w pobliżu głównej drogi. Wbijamy koordynaty i lecimy. Okazuje się, że z głównej drogi to miejsce prawie widać, ale dojechać do niego to nie taka prosta sprawa. Wszystko za sprawą uroczej wioski z jeszcze bardziej uroczymi wąziutkimi uliczkami, z których każda prowadzi donikąd. Szczegółowa analiza mapy pozwala nam w końcu namierzyć tę właściwą, choć wydaje się, że nasz ogromny Cadillac z krętą i wyboistą ścieżką wśród pól niekoniecznie sobie poradzi. A jednak sobie poradził. O matko, jak tu cudownie! – myślę sobie, gdy jedziemy polną drogą , usianą typowo hiszpańskimi kamiennymi murkami, mijając chatki z gliny i kamieni. Dosłownie jakby się czas tu zatrzymał!

DSC08849

Zmiana krajobrazu

Niestety, czołówka motocyklistów nam uciekła, ale udaje nam się na trasie przyłapać naszego Kubę Piątka.

DSC08903

Kuba Piątek

Jeszcze kilka fotek i ciśniemy na metę krótszego oesu, żeby złapać i odstawić na serwis Tomka i Darka. Ścigamy się z czasem – i z naszą załogą także – co obserwujemy na trackingu, ale to nam udaje się wygrać. Razem wracamy do Teruel, szybki serwis i na drugą nóżkę. Znaczy na drugi oes. Teraz chcemy zobaczyć w akcji topowe załogi Pucharu Świata FIA. Cel – oczywiście Alfambra. Docieramy na miejsce grubo przed pierwszą załogą, więc zaopatrujemy się w hamburgery i napoje w food-trucku przy oesie i idziemy wzdłuż trasy wybrać sobie miejscówkę na zdjęcia. Im dalej idziemy, tym lepsze widoki. O matko, ale tu cudownie! – wzdycham, chłonąc wyłaniające się po kilometrze, dwóch  kolejne krajobrazy. A te krajobrazy dosłownie jak z Marsa! Czerwona ziemia z piktogramami pól i paskami zieleni, a nad nimi błękitne niebo i białe obłoczki – naprawdę aż niewiarygodnie! Na dodatek na tej otwartej przestrzeni widać dobrych parę kilometrów oesu, więc lepiej trafić nie mogliśmy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jako pierwszy przed naszymi oczami i obiektywami pojawia się Orlando Terranova, prowadzący w rajdzie. Za nim Martin Prokop w ryczącym z daleka Fordzie. Jest i nasz Kuba Przygoński!

DSC09035

Kuba Przygoński / Timo Gottschalk

I przesympatyczny Nani Roma.

DSC09070

Nani Roma / Alex Haro

I Vladimir Vasiliev. I… I… I… Kolejne załogi przemykają przed naszymi oczami, a my czekamy na Tomka i Darka. Są! Na ostrym zakręcie Tomek nieco przycina, co o mało nie skończyło się rozjechaniem własnego brata, Tadka i… świetną fotą.

DSC09414

Prawie rozjechany Tadek dostał jeszcze piaskiem

Otrzepujemy z siebie kilogramy czerwonego kurzu i wleczemy się z powrotem do auta. Jak dobrze pójdzie, to zdążymy na ceremonię mety w Teruel. Dobrze poszło, przyjeżdżamy w idealnym momencie! Pierwsi szampana na rampie piją motocykliści z Pucharu Świata FIM.  Zwycięża Francuz, Michael Metge.

DSC09432

Podium motocyklowe

Następne na rampie pojawiają się załogi samochodowe – zwycięzcy Orlando Terranova i Ronnie Graue, zdobywcy 2. miejsca Nani Roma i Alex Haro, a także nasz Kuba Przygoński z Timo Gottschalkiem, którzy wywalczyli sobie 3. miejsce. Ależ to fajne uczucie, cieszyć się sukcesem polskiego zawodnika za granicą!

DSC09451

Podium samochodowe

Po samochodach „koronowane” są panie-motocyklistki – tutaj triumfuje urocza Rosa Romero.

DSC09503

Podium motocyklistek

I jeszcze quadowcy – na ich czele młodziutki Dani Vila.

DSC09509

Podium quadowe

A my czekamy na naszych zwycięzców – już wiemy z wyników online, że Tomek i Darek wygrali w grupie Open! Na puchary będą jednak musieli poczekać do wieczornej ceremonii. Ta zdaje się nie mieć końca. Kategorii tu chyba tyle, co zawodników, szczególnie w Mistrzostwach Hiszpanii. I wreszcie słyszymy hiszpańską wersję nazwisk Białkowski i Baśkiewicz, a chłopaki żwawo wskakują na podest, rozwijają biało-czerwoną flagę i cieszą się swoją chwilą. A my cieszymy się razem z nimi!

DSC09556

Tomek, Darek i polska flaga – polskie zwycięstwo na aragońskiej ziemi

After party

Zaraz, zaraz! To już serio koniec Baja Aragon??? Niestety tak… Ale my zostajemy tu jeszcze jeden dzień, takie porajdowe after party. Plan – jedziemy nad morze! Naszym celem staje się Walencja i jej złota, ale zatłoczona plaża. Tłum nam wcale nie przeszkadza – rozkoszujemy się słoneczkiem i obrzydliwie słoną, za to cieplutką wodą Morza Śródziemnego. Tego słoneczka będziemy jutro żałować, dało nam popalić, dosłownie!

DSC_0806

Zatłoczona plaża w Walencji

W drodze powrotnej do La Puebla de Valverde chłoniemy przyjemny chłodek klimy, podziwiamy krajobrazy i kradniemy z sadu owoce granatu. Ale to jeszcze nie koniec atrakcji. Na wjeździe do miasteczka witają nas dzieci, które jak zwykle wyłaniają się nie wiadomo skąd na dźwięk „ijo-ijo” naszego Cadillaca i wykrzykiwane przez megafon „Szukaj kota”. Wieczór jeszcze młody, więc wyruszamy do pobliskiej knajpki, gdzie mamy okazję przetestować lokalne przekąski. Kto by wpadł na to, że smażone świńskie ryje mogą być takie smaczne???

DSC_0856

La Puebla de Valverde by night – hiszpańskie dzieciaki chętnie cykną swoim gościom fotkę

Koło północy wracamy do naszej chatki. A tu niespodzianka – za nami podąża cała armia dzieciaków! Niektóre świetnie mówią po angielsku, a my z kolei złapaliśmy już co nieco hiszpańskiego, więc z komunikacją nie ma problemu. Dzieciaki gratulują Tomkowi i Darkowi zwycięstwa i… proszą o pokazanie auta. Zabieramy więc tę całą wesołą gromadę na naszą kwaterę, a tam dosłownie szał! Jest „ijo-ijo” i migające światełka Cadillaca, jest warkot specjalnie dla nich odpalonego CanAma, puchary przechodzą z rączki do rączki, a każdy dzieciak chce choć na chwilę wsiąść do rajdówki. To dopiero impreza!

FB_IMG_1578016021889FB_IMG_1578015658132

Takiego zakończenia Baja Aragon nie mogliśmy się spodziewać, a nawet wymarzyć! O matko, jak tu cudownie! – myślę sobie, patrząc na te szczęśliwe dzieci i już tęsknię za tym rajdem, tą atmosferą, tymi emocjami, jakie nam towarzyszyły przez tych kilka dni. A przed nami 2500 km drogi powrotnej. Po 32 godzinach melduję się w domu. O matko, jak tam było cudownie! – wzruszam się na samo wspomnienie. Wrócę tam, na pewno! Baja Aragon, mi amor!

 

Tekst, fot. AM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s