BIAŁO-CZERWONE MAROKO -Polacy na OiLibya Rallye du Maroc

Dwa Puchary Świata, top5 wśród najlepszych kierowców naszego globu, genialny debiut i dwa udane powroty – to polski bilans OiLibya Rallye du Maroc, jednego z najtrudniejszych rajdów cross country. To świetny prognostyk przed zbliżającym się wielkimi krokami Dakarem 2017, ale także dowód na to, że „polska mafia” świetnie sobie radzi nie tylko na południowoamerykańskich trasach. Krótko mówiąc – jest bardzo dobrze!

Na OiLibya Rallye du Maroc Polacy wybrali się naprawdę mocną ekipą. Ale równie mocnych mieli tam rywali, bowiem do Maroko, jak co roku, ściągnęła cała światowa czołówka zawodników cross country – zarówno motocyklistów i quadowców, jak i załóg samochodowych. Ten marokański klasyk to wyjątkowo trudny rajd i ostatni tak duży w sezonie, dlatego ściągają tu wszyscy ci, którzy walczą o laury Mistrzostw i Pucharów Świata w Rajdach Cross Country, jak i ci, którzy traktują ten rajd jako ostateczny sprawdzian przed Rajdem Dakar. W obu tych rolach wystąpili polscy zawodnicy – Kuba Przygoński po raz kolejny za kierownicą samochodu, Aron Domżała i Szymon Gospodarczyk na pokładzie UTV, na quadzie nasz „towar eksportowy” w tej kategorii Rafał Sonik oraz trzech motocyklistów – powracający po przerwie Kuba Piątek i Paweł Stasiaczek oraz debiutujący w cross country Adam Tomiczek. Wszyscy spisali się świetnie i do kraju wracali z podniesionymi głowami oraz… dwoma Pucharami Świata!

sonik_happy

Tyyyyle wygrać! – Rafał Sonik na mecie OiLibya Rallye du Maroc z piątym Pucharem Świata w garści

Rafał Sonik mógł do Maroko jechać zupełnie na luzie, gdyż już podczas wcześniejszej rundy, Atacama Rally, wywalczył sobie 4. z rzędu i 5. w karierze Puchar Świata FIM w Rajdach Cross Country. Mógł, ale ten luz zupełnie nie jest w jego stylu. Na OiLibya Rallye du Maroc Sonik miał dwa cele – przypieczętować w wielkim stylu pucharowe zwycięstwo oraz sprawdzić swoje przygotowanie do Rajdu Dakar 2017. Lekko, łatwo i przyjemnie, ani tym bardziej na luzie wcale nie było, a polski quadowy mistrz zaliczył całkiem porządny dakarowy trening. Nie obyło się bowiem bez przygód, ale przecież takie są rajdy. I Dakar też taki jest. Te przygody nękały Polaka już od pierwszego etapu OiLibya Rallye: – Po fragmencie odcinka, który pokonywałem na stojąco, chciałem usiąść i wtedy okazało się, że nie mam fotela. Musiałem wrócić, aby go znaleźć i prowizorycznie zamontować. Niestety dopiero za trzecim razem udało mi się umocować go tak, aby już nie spadał. Do tego momentu straciłem jednak dobrych kilka minut, zawracając za każdym razem w poszukiwaniu fruwającego siedziska. We wtorek zaczynamy etap maratoński, więc z dwojga złego, lepiej że siedzenie odpadło dzisiaj. Jutro byłby to znacznie większy kłopot – meldował po poniedziałkowym oesie Sonik. Owo „jutro” przyniosło natomiast nowe problemy. Tym razem zbuntował się amortyzator skrętu, przez co Polak musiał jechać na siedząco i wolniej, a na rękach miał bąble od walki z kierownicą. W dodatku, zdekoncentrowany „obcięciem” pierwszych 130km odcinka, zgubił się kilka razy i ominął waypoint. Na drugiej części etapu maratońskiego sytuacja była podobna, gdyż amortyzatora skrętu w warunkach biwakowych nie udało się naprawić. Ale Rafał Sonik to nie jest zawodnik, który się poddaje i mimo tych problemów nadal walczył – z rywalem, którym był Sebastien Souday, z quadem i samym sobą. To przyniosło efekt w postaci etapowego zwycięstwa na 4. oesie. Ostatecznie Polak ukończył OiLibya Rallye du Maroc na 2. miejscu, ale na mecie czekała na niego nagroda w postaci już oficjalnie zdobytego Pucharu Świata, a także niespodzianka: – Podczas oficjalnej ceremonii medalowej w Erfudzie, kończącej zarówno marokański OiLibya Rallye, jak i sezon Mistrzostw oraz Pucharu Świata FIM, okazało się, że w tym roku wywalczyłem nie jedno, a dwa trofea! Od sezonu 2016 międzynarodowa federacja motocyklowa FIM wprowadziła dodatkową kategorię – Puchar Świata weteranów w cross-country. Byłem kompletnie zaskoczony, kiedy na ekranie, po raz trzeci tego wieczoru, pojawiło się moje nazwisko. Nie zdawałem sobie sprawy, że FIM stworzył osobną kategorię. Pokonałem więc w tym sezonie nie tylko wszystkich quadowców, ale również wszystkich motocyklistów liczących sobie więcej niż 45 lat – cieszył się Rafał Sonik. Po tak udanym sezonie polski mistrz zasłużył na odpoczynek, ale na to nie ma czasu. Wszak wielkimi krokami nadciąga Dakar 2017, gdzie Sonik będzie startował w roli faworyta, zatem ostatnie chwile przed tym największym terenowym wyzwaniem w roku spędzi na treningach. Odpoczynku zaś szuka na ośnieżonych szczytach ulubionych Tatr.

domzala

Aron Domżała i Szymon Gospodarczyk mknęli po Puchar Świata przez marokańskie bezdroża, ale także przez cały sezon 2016

Ogromne szanse na wywalczenie w Maroko drugiego Pucharu Świata dla Polski mieli nasi zawodnicy startujący Polarisem w samochodowej grupie T3 – Aron Domżała i Szymon Gospodarczyk. Przez cały sezon uzbierali oni taką ilość punktów, która już przed OiLibya Rallye dawała im dość bezpieczną przewagę nad rywalami. W liczącej 5 załóg stawce T3 w Maroko mogli oni nawet zająć ostatnie miejsce, by sen o Pucharze Świata FIA w Rajdach Cross Country stał się faktem. Cel zatem był dość prosty – dotrzeć do mety. W cross country nic nigdy nie jest jednak pewne, ani tym bardziej łatwe. Domżała i Gospodarczyk musieli więc przede wszystkim wystrzegać się kłopotów, co też od początku rajdu realizowali: – Pierwszy prawdziwy odcinek w Maroku za nami, 150km pięknych tras z widokiem na ocean. Wykonujemy plan i jedziemy dobrym tempem bez narażania sprzętu, mieliśmy tylko jedną małą przygodę i pogubiliśmy sie na kilka minut. Jutro zaczyna sie maraton, 260km dojazdówki i 290km odcinka specjalnego, a potem noc w namiocie na pustyni i następny odcinek 300km – to będzie przygoda! – pisał na Facebooku podekscytowany kierowca. Przygód na etapach maratońskich faktycznie nie brakowało: – Etap 2: pierwszy dzień etapu maratońskiego rozpoczęła 260 kilometrowa dojazdówka. Nawet tam trzeba było już oszczędzać opony ponieważ mieliśmy tylko jeden komplet opon na blisko 1000km jazdy, a trasa wiodła cały czas po krętych górskich drogach. Oes był zróżnicowany, od kamienistych tras po wydmy. Już po 4 kilometrach złapaliśmy kapcia wiec trzeba było uważać, bo został nam już tylko jeden zapas na dwa dni. Na koniec dnia po blisko 12 godzinach w aucie dojechaliśmy na biwak na pustyni. Tam musieliśmy bez pomocy mechaników przygotować auto na następny etap maratoński. Spaliśmy pod namiotami w śpiworach, ponad 300 zawodników, sami na środku pustyni. Atmosfera była nie do opisania. Etap 3: już na początku rozpoczęliśmy od awarii piasty. 35 kilometrów po starcie rozpoczęliśmy naprawę, która zajęła nam blisko godzinę. Odcinek był długi ale w miarę szybki, prawie cały czas po rożnego rodzaju stepach. Bardzo nam sie dłużyło, skończyliśmy bardzo zmęczeni. Na szczęście w Erfudzie czekała na nas pyszna kolacja i wygodne łóżko. Jutro najdłuższy odcinek w rajdzie, trzymajcie kciuki! – prosił kibiców Domżała. Kto trzymał kciuki, nie zawiódł się, bowiem na 4. etapie Aron i Szymon awansowali na podium T3, a konkretnie 3. miejsce, które utrzymali do końca rajdu, zdobywając tym samym upragniony Puchar Świata. Solidność i konsekwencja popłaca – tak można podsumować ten ogromny sukces młodych Polaków. To był ich pierwszy pełny sezon startów w Pucharze Świata – panowie nie opuścili żadnej z tegorocznych rund, punktując w każdej z nich. Tylko raz – na Baja Aragon – znaleźli się poza podium (4. miejsce), za to połowa rund (4) padła ich łupem. Warto dodać, że w tym roku obsada w T3 na poszczególnych rajdach Pucharu była wyjątkowo liczna i wyjątkowo mocna, więc tym większy jest sukces polskiej załogi. Ale po wygraniu tego trofeum panowie nie osiadają na laurach i szykują się do ostatniej rundy, Baja Portalegre 500. Tam jednak swojego Polarisa zamienią na Toyotę Hilux Overdrive, warto więc trzymać kciuki za ten samochodowy debiut Arona i Szymona w Pucharze Świata. Początek rajdu już jutro!

przygon

Kuba Przygoński i Tom Colsoul w Maroko udowodnili, że należą do ścisłej światowej czołówki cross country

Rewelacyjnie na marokańskich trasach spisał się także polski kierowca startujący MINI All4 Racing w „królewskiej” grupie T1, Kuba Przygoński. Przypomnijmy, że w rajdach terenowych za kierownicą samochodu debiutował on w Baja Poland 2015 (zajął wtedy 7. miejsce), a pierwszym „dużym” rajdem cross country, w jakim wziął udział na pokładzie auta, był właśnie ubiegłoroczny OiLibya Rallye du Maroc. Chwilę później przeszedł czas na pierwszy samochodowy Dakar Kuby, który zakończył się świetnym wynikiem. Przygoński, jadący wówczas w parze z Andreiem Rudnitskim, wywalczył tam sobie 15. miejsce i był najwyżej notowanym polskim zawodnikiem Dakaru 2016. Po tegorocznym OiLibya Rallye du Maroc można mieć nadzieję na jeszcze lepszy wynik w nadchodzącej edycji południowoamerykańskiego klasyka. W Maroko Kuba Przygoński, jadący z belgijskim nawigatorem Tomem Colsoulem (po raz pierwszy wystartowali razem w Baja Poland i w takim składzie pojadą również na Dakar 2017), udowodnił, że z całą pewnością należy do światowej elity cross country, gdyż zajął tam doskonałe 5. miejsce. Zostawił w tyle takie sławy, jak Nani Roma, Yazeed Al-Rajhi czy Mikko Hirvonen. Ale gładko wcale nie poszło. Po bardzo dobrze przejechanym prologu (7. miejsce), już na pierwszym długim oesie polsko-belgijska załoga musiała sprostać wyzwaniu otwierania trasy: – Pierwszy odcinek za nami 🙂 Jechaliśmy jako pierwsze auto na trasie, było to duże wyzwanie. Pierwszy raz otwierałem trasę samochodem, nie widać wtedy precyzyjnie drogi. Tom Colsoul miał dziś pełne ręce roboty, nawigacja była skomplikowana i trudna, ale na szczęście bez większych przygód. Mieliśmy za to problem – intercom, który zaczął przerywać wiec nie słyszałem Toma, który musiał pokazywać mi na migi, jak jechać. Jutro przejeżdżamy na drugą stronę gór Atlas i tam spotkamy otwartą pustynię – relacjonował Kuba. Owo „jutro” było pierwszą częścią etapu maratońskiego, która okazała się pomyślna dla kierowcy Orlen Team, bowiem wywalczył on sobie 5. miejsce w klasyfikacji odcinka. Gorzej poszła druga część etapu maratońskiego – Mini się źle prowadziło, czego efektem było 9. miejsce i spadek na 8. lokatę w generalce. Ale potem już było tylko lepiej, bo Przygoński i Colsoul wciąż jechali dobrym tempem, za to problemy mieli ich rywale. Na przedostatnim etapie byli już na 6.miejscu, mimo straty spowodowanej postawieniem na koła po dachowaniu Miniaka Mikko Hirvonena, a na ostatnim zdążyli jeszcze awansować na 5. pozycję: – Bardzo udany rajd, bardzo dobrze współpracuje mi sie z Tomem Colsoulem, znaleźliśmy wspólny język i wspólnie podnosimy tempo. Samochód bardzo dobrze sie sprawował. Dziękujemy całej ekipie X-raid Team za perfekcyjną pomoc. Rok temu w Maroko pierwszy raz startowałem za kierownicą auta rajdowego, czuję bardzo duży progres w tempie jazdy. Bardzo sie z tego cieszę. Jest to wspaniały prognostyk przed Dakarem – podsumowywał Kuba Przygoński.

W tegorocznej OiLibya Rallye du Maroc zadebiutował kolejny polski zawodnik. Był nim motocyklista Adam Tomiczek, który dotychczas świetnie spisywał się w zawodach enduro. Okazuje się, że doświadczenie z jednej dyscypliny przekłada się na inną, gdyż ten młody Polak w swoim pierwszym rajdzie cross country zajął świetne 15. miejsce wśród motocyklistów startujących w Mistrzostwach Świata FIM. Absolwent Akademii Młodych Talentów Orlen Team pokazał zatem, że faktycznie ma talent motocyklowy i to do różnych dyscyplin tego sportu.

OiLibya Rallye du Maroc odczarował sobie dakarowiec Paweł Stasiaczek. W ubiegłym roku w wyniku upadku na tym rajdzie wybił sobie bark, przez co nie mógł dotrzeć do mety. Co gorsza, ta kontuzja przekreśliła jego plany startu w Dakarze 2016. Tym razem Paweł metę marokańskiego klasyka osiągnął i to z bardzo dobrym wynikiem – zajął 21. miejsce. Dla tego motocyklisty OiLibya Rallye du Maroc jest szczególnym rajdem, gdyż w 2013 roku od niego Paweł wraz z dwoma przyjaciółmi, Norbertem Madetko i Michałem Hernikiem rozpoczęli swoje przygotowania do Dakaru w ramach projektu „NaszDakar”. Paweł i Michał wystartowali w południowoamerykańskim maratonie w 2015, który okazał się dla nich tragiczny – Michał Hernik zmarł w trakcie rajdu. Paweł Stasiaczek chce natomiast tę dakarową odyseję kontynuować i szykuje się do najbliższej edycji. Jego bardzo dobry wynik w OiLibya Rallye du Maroc pozwala zaś patrzeć optymistycznie na Dakar 2017.

piatek

Kuba Piątek w Maroko miał trochę pecha, ale pokazał, że jest gotowy do walki

W Dakarze 2017 wystartuje także Kuba Piątek, który również OiLibya Rallye du Maroc potraktował jako ostateczny sprawdzian przed tym wyzwaniem. Sprawdzić chciał przede wszystkim swoją kondycję, gdyż był to jego pierwszy rajd po półrocznej przerwie. Spowodowana ona była kontuzją odniesioną podczas kwietniowego Sealine Cross Country Rally w Katarze i związaną z nią długą rehabilitacją. Choć Kuba jeszcze trochę kuleje, to lekarze dali mu zielone światło na start w Maroko, a docelowo w Dakarze 2017. Już krótki, ale niełatwy prolog pokazał, że młody Polak jest gotowy do walki na rajdowych trasach: – 28 miejsce podczas krótkiego prologu, ale na szczęście straty są bardzo małe. Po kontuzji jestem jeszcze lekko „sztywny”, więc dzisiejsza techniczna trasa była sporym wyzwaniem. Przed startem nie miałem planów i oczekiwań co do miejsca, także wynik nie był i nie jest najważniejszą sprawą, zarówno dzisiaj jak i podczas całego rajdu. Niestety sezon dla mnie skończył się już w Katarze, więc w Maroko nie walczę o miejsce w klasyfikacji, jednak walczę o Rajd Dakar, walczę o to, żeby być na niego przygotowanym na 110%, a moja misja zaczyna się właśnie tutaj, na marokańskich piaskach i bezdrożach – wyjaśniał Kuba po prologu OiLibya Rallye. Po kolejnych dwóch etapach zajmował on 29. pozycję. Niestety dalszą walkę pokrzyżował 3 etap, czyli druga część etapu maratońskiego. Tam bowiem współpracy odmówił motocykl, którego naprawa uniemożliwiła Kubie start do 4 etapu. Na pocieszenie i finalny test Piątkowi pozostał ostatni etap: – Ufff… Rajd Maroka ukończony! Po kilku problemach, wystartowałem dzisiaj i do mety dojechałem na 22 miejscu. Startowałem jako ostatni, więc to było nie lada wyzwanie wyprzedzać tylu zawodników. Po kontuzji nie do końca wiedziałem, czego oczekiwać po tym rajdzie, nie był do końca udany, ale dzięki temu wiem na czym stoję, w którym miejscu jestem i gdzie chcę być w styczniu. Dużo pracy przede mną, ale nie boję się wyzwań! – mówił na mecie Kuba. Ostatecznie został on sklasyfikowany na 37. miejscu wśród motocyklowej stawki Mistrzostw Świata FIM, za to w klasyfikacji rocznej Juniorów znalazł się na podium, a dokładnie na 3. miejscu.

Wyniki Polaków na OiLibya Rallye du Maroc oraz w całorocznych zmaganiach pokazują, że nasi zawodnicy plasują się w światowej czołówce rajdów cross country. Pozwalają także z nadzieją i optymizmem patrzeć na zbliżający się wielkimi krokami Dakar 2017. Pozostaje jedynie trzymać kciuki za naszych, i to najlepiej już od teraz.

AM

Fot. NPO Events, Xtreme+, Red Bull Content Pool/Marcin Kin, FB/OrlenTeam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s