MATADORZY – podsumowanie Baja Aragon

Rozegrana w miniony weekend hiszpańska Baja Aragon zaserwowała zawodnikom, a także kibicom emocje jak na corridzie. Do Teruel zjechali się najlepsi na świecie terenowi matadorzy, którzy wzięli za rogi byka w postaci bardzo wymagających tras i równie wymagających rywali. Również Polacy pokazali, że są matadorami z najwyższej światowej półki.

Baja Aragon zawsze cieszyła się dużym zainteresowaniem zawodników, także tych ze światowej czołówki, jednak w tym roku padł frekwencyjny rekord – ponad 230 pojazdów zgłoszonych do udziału w tym rajdzie. Piękne, szybkie i bardzo trudne trasy to podstawowy powód takiej liczebności, ale służyła jej także wielość klasyfikacji, w jakich rajd ten był rozgrywany. Baja Aragon była już 7. rundą Pucharu Świata FIA w Rajdach Cross Country oraz 2. rundą Pucharu Świata FIM w Rajdach Baja, ale zawodnicy walczyli tu także w ramach m.in. Mistrzostw Hiszpanii, Trofeo Aragon, czy Para Baja. Ten rajd od ponad 30 lat jest doskonałym poligonem treningowym dla dakarowców, gdyż różnorodność i poziom trudności tras rzeczywiście jest tu zbliżony do Dakaru. Dakarowej czołówki zawodników zatem i tym razem nie zabrakło, ale obecni byli także ci, którzy dopiero chcą rozpocząć swoją dakarową przygodę, bowiem Baja Aragon była jedną z odsłon „Dakar Challenge”, czyli cyklu dla dakarowych debiutantów, w którym do zdobycia są „bilety” na Dakar. Taką „przepustkę” wywalczyła tu sobie hiszpańska załoga Oscar Fuertes i Victor Ferrero. Ci zaś, którzy już dakarowe debiuty mają za sobą i mają już na koncie udane starty w tym terenowym maratonie, starli się w stawce Pucharu Świata FIA oraz Pucharu Świata FIM. A skoro zawodnicy z najwyższej półki, to i walka była na najwyższym poziome, a to z kolei gwarantowało ogromne emocje dla kibiców. Najwięcej dostarczyła ich potyczka pucharowych załóg samochodowych, która trzymała w niepewności aż do ostatnich kilometrów rajdu. Polscy kibice również przeżywali niezły thriller i choć niestety żaden z Polaków nie stanął tu na podium, to możemy być dumni z naszych zawodników, gdyż po raz kolejny pokazali oni, że należą do światowej czołówki cross country.

 

POLACY

Kuba Przygoński w ostatnim czasie rozpieścił nas swoją rewelacyjną formą, mającą pokrycie w równie rewelacyjnych wynikach. Jego doskonałe 7. miejsce w Rajdzie Dakar 2017, a następnie 2. miejsce w tygodniowych maratonach Qatar Cross Country Rally i Rally Kazakhstan oraz wygrana w niedawnej Italian Baja oraz  uzyskana dzięki tym 3 rajdom  pozycja wicelidera klasyfikacji Pucharu Świata rozbudziły apetyty polskich kibiców. Można było także oczekiwać najwyższych lokat Kuby na Baja Aragon. Tym bardziej, że zasiadł tu za sterami najnowszej wersji MINI – John Cooper Works Rally, a także miał u boku Xaviera Panseri, doświadczonego pilota, który choćby stanął na podium Dakaru wraz z Krzyśkiem Hołowczycem. 6. miejsce, które w Baja Aragon wywalczył sobie Przygoński, mogłoby się wydawać wynikiem poniżej oczekiwań i poniżej możliwości polskiego kierowcy. Ale… Owo „tym bardziej” wcale jednak nie oznaczało da Kuby ułatwienia, a wręcz przeciwnie – w końcu to nowe auto, w które trzeba się wjeździć, nowy pilot, z którym trzeba się dograć, a przede wszystkim nowy rajd, zupełnie mu nieznany. I drugie „ale” – czy pozycja za takimi graczami, jak Al-Attiyah, Terranova, Hirvonen, Roma i Poulter, rzeczywiście może rozczarowywać? Pomijając już takie typowo rajdowe „przypadłości”, jak kapcie czy awaria skrzyni biegów, które także Kubę dopadły na Baja Aragon. Moim zdaniem w tych wszystkich okolicznościach 6. miejsce to naprawdę bardzo dobry wynik, zwłaszcza, że pozwolił Kubie Przygońskiemu umocnić się na pozycji wicelidera Pucharu Świata. Zresztą oddajmy głos jemu samemu:

Aron Domżała i Maciek Marton – 12. miejsce w Baja Aragon – dobre czy złe? Powyżej czy poniżej oczekiwań? Pozornie wynik poza pierwszą dziesiątką, czyli bez pucharowych punktów, może być nieco rozczarowujący, ale… No właśnie, znowu „ale”. Podobnie, jak w przypadku Kuby Przygońskiego, sama pozycja tej załogi nie mówi wszystkiego o tym, jak faktycznie się spisali. Trzeba bowiem wynik Arona i Maćka rozłożyć na czynniki pierwsze, a tu pojawił się czynnik, który mocno zafałszowuje to, jak rzeczywiście panowie pojechali. Jest nim 30-minutowa kara, jaką sędziowie nałożyli na chłopaków. Opowiada o tym Aron: – Na 2. odcinku specjalnym złapaliśmy kapcia, niestety opona już się paliła i z powodów bezpieczeństwa nie zabraliśmy jej na pokład. Niestety sędziowie byli nie ustępliwi i dali nam karę. Ja pewnie dzisiaj postąpiłbym tak samo, ponieważ nie widzę jak miałbym wkładać z powrotem do auta taką oponę, szczególnie z 200 litrami paliwa na pokładzie. Odsuńmy jednak na bok zasadność tej kary i skupmy się na samej jeździe. Otóż z samej jazdy chłopakom „wychodzi” 5. miejsce, za Nasserem Al-Attiyah, Orlando Terranovą, Mikko Hirvonenem i Nanim Romą. A to już znacznie zmienia postać rzeczy, nie? Same dakarowe tuzy! A Aron przecież na Dakarze nie był… Jednak potrafił na Baja Aragon, traktowanej przez wielu jako przeddakarowy trening, „iść” ramię w ramię z tymi największymi. Mało tego! Wielu z nich na oesach pokonywał! Spodziewalibyście się tego? Ja, szczerze mówiąc, nie. Choć wiedziałam, że ten duet ma wielki potencjał. Teraz już wiem, że wręcz ogromny. Zwróćmy bowiem uwagę na to, że jest to dopiero pierwszy sezon Arona za kierownicą auta T1. I dopiero 3. rajd z Maćkiem na prawym fotelu.

aragon domżała

Aron Domżała i Maciek Marton pokazali świetne tempo na Baja Aragon

Mariusz Wiatr i Artur Szczygieł w tym roku zbierają doświadczenia i testują swojego SAMa MRT na różnych europejskich trasach, w tym także na Baja Aragon (w klasyfikacji Trofeo Aragon). Niestety te testy nie idą nadzwyczaj pomyślnie, a zbierane doświadczenia są nierzadko gorzkie, choć po twarzach chłopaków tego akurat nie widać. Oprócz zdobywania kolejnych doświadczeń, ich celem na Baja Aragon przede wszystkim była bezawaryjna jazda wprost do mety. Zaczęło się bardzo ładnie – panowie po prologu zajmowali 1. miejsce w grupie T1 i 7. w generalce – dodajmy, że na 32 załogi, które ukończyły ten superoes. Potem już niestety nie było tak różowo, bowiem już na pierwszym z sobotnich odcinków Mariusza i Artura, a w sumie raczej ich SAMa, dopadły problemy z hamulcami. Swoją drogą jakoś nie mogę sobie wyobrazić używania przez Mariusza hamulca 😉 Niemniej te problemy techniczne skutkowały nieukończonymi obydwoma sobotnimi oesami i spadkiem w klasyfikacji na 6. miejsce w T1 i 27. w generalce. W niedzielę natomiast chłopaki ponownie stanęli do walki i na liczącym 184km odcinku wykręcili 11. czas, wygrywając jednocześnie ten oes w grupie T1. Ostatecznie zostali sklasyfikowani na ostatnim, 20. miejscu w Trofeo Aragon i 6. w T1. Można by więc pomyśleć, że to porażka, ale… I znowu to „ale” 😉 Po pierwsze i najważniejsze – jest meta! Po drugie – spośród startujących w Trofeo Aragon 34 załóg, jedynie 20 dotarło do mety, więc wcale to nie taka porażka. I po trzecie – cała masa doświadczeń na koncie.

 

agaron wiatr

Mariusz Wiatr i Artur Szczygieł na mecie Baja Aragon

Oprócz załóg samochodowych w Baja Aragon wystartowało trzech naszych quadowców, którzy walczyli o punkty Pucharu Świata FIM w Rajdach Baja. Trzeba przyznać, że Polska miała dość silną reprezentację, bo nasi chłopcy stanowili ¼ startujących w tej klasyfikacji zawodników. Co więcej, to dość mocna reprezentacja, bo każdy z panów ma na swoim koncie tytuły mistrzowskie. Najbardziej zagadkową postacią w tej polskiej quadowej trójce – przynajmniej dla mnie – był Paweł Otwinowski, gdyż od czasu zdobycia tytułu II Wicemistrza Europy w Rajdach Baja nawet „wujek Google” milczy na jego temat. Jedyne, co sobie przypominam, to jego zeszłoroczny start w ramach Mistrzostw Europy na Hungarian Baja, gdzie jednak nie udało mu się osiągnąć mety. Tegoroczna Baja Aragon była dla niego łaskawsza – Paweł nie tylko osiągnął metę, ale także wywalczył sobie 7. miejsce, a tym samym punkty Pucharu Świata. Dwa oczka wyżej, na 5. miejscu, czyli w samym środku quadowej stawki, uplasował się Jarek „Carlo” Kalinowski: – Piąta lokata w generalce – co prawda była ochota na pudło, ale sprzęt zawiódł i to w dużym stopniu przyczyniło się do wyniku, ale cieszę się że ukończyłem rajd, bo 2 lata temu nie miałem tyle szczęścia. Gratuluję pozostałej ekipie z Polski wyników i wytrwałości oraz dziękuję, że mogliśmy tam być razem i w tym uczestniczyć. Dziękuję również tym, którzy mnie wspierali i pomogli w realizacji kolejnego wyzwania – tak Jarek w skrócie podsumował swój start. Dopowiedzmy, że ten brak szczęścia 2 lata temu to mało powiedziane – miał on bowiem poważny wypadek, który kosztował go kilkumiesięczną rehabilitację. A tym razem Jarek chciał wziąć odwet na tym rajdzie i to mu się doskonale udało. Jak sam wspomniał, quad próbował mu w tym przeszkodzić: – Rozdarty tłumik, padła pompa, uszkodzone sprzęgło – wymieniał straty po sobotnich oesach. W niedzielę wrócił zaś z nową energią, czego efektem było 4. miejsce w klasyfikacji odcinka, skutkujące awansem w generalce z 6. na 5. miejsce. Najwyżej natomiast z polskich quadowców uplasował się Paweł Samek, który otarł się o podium, choć ostatecznie znalazł się na 4. miejscu. Szczerze mówiąc liczyłam na to, że któryś z naszych panów stanie na podium i po cichu obstawiałam właśnie Pawła. Niewiele się pomyliłam w tych oczekiwaniach – dokładnie o 6:58. Paweł również liczył na podium i po sobotnich oesach znajdował się na 3. miejscu. Plany popsuł niedzielny oes, a konkretnie kapeć w quadzie Polaka, na którym przejechał on 100km odcinka (ze 184km). Niemniej Paweł pokazał, że na to podium go stać, a póki co zainkasował punkty Pucharu Świata: – Baja Aragon zakończona na 4 pozycji w klasie Puchar Świata Quad. Wrażenia mega, blisko 800km w dwa dni na quadzie. Wrócę za rok, będzie pudło 😉 Dziękuję za wsparcie na miejscu Rafałowi Jawieniowi i Jarkowi „Carlo” Kalinowskiemu. Teraz odpoczywamy i troszkę świętujemy ukończenie tego wymagającego rajdu. W Pucharze Świata motocykli i quadów zająłem 17miejsce z 72 startujących. Do mety nie dojechała nawet połowa. Wymagający rajd. Wracam za rok 😉 – odgraża się Paweł.

 

aragon samek

Paweł Samek spośród wszystkich Polaków był najbliżej podium Baja Aragon

 

SAMOCHODY
Gdybym miała przed Baja Aragon typować zwycięzcę tego rajdu, bez wahania postawiłabym na załogę w składzie Nasser Al-Attiyah i Mathieu Baumel. Nie tylko dlatego, że uważam ich za najlepszy duet cross country na świecie. Nie tylko dlatego, że potwierdza to ich dominacja w tegorocznym Pucharze Świata. Przede wszystkim dlatego, że potrafią robić takie rzeczy, jak zrobili na tegorocznej Baja Aragon, powtarzając zresztą numer zeszłoroczny. A co takiego zrobili? Nazwijmy to „przyczajony tygrys, ukryty smok”. Zaczęli oni od 2. miejsca na prologu, ustępując jedynie rekordziście tego rajdu, Naniemu Romie, pilotowanemu przez wiernego towarzysza Alexa Haro. Różnica pomiędzy tymi dwiema załogami wynosiła zaledwie 0,3s. To już mogło zapowiadać, że Nasser i Mathieu będą w ścisłym gronie najlepszych aktorów tego rajdu. I to aktorów dosłownie, bo ich pomysł na ten rajd to ewidentnie gra z rywalami. Druga odsłona tego spektaklu to 3. miejsce na OS2 i 22-sekundowa strata do lidera. OS3 to z kolei 2. pozycja Nassera i Mathieu i strata zmniejszona do 11s. Jeśli ktoś choć przez chwilę pomyślał, że oni tego nie odrobią, to musi być strasznym czarnowidzem. Dla tego duetu 11s to nic! Ale tych panów nie satysfakcjonują sekundy – na OS4, liczącym 184km, postanowili rywali znokautować, wygrywając ostatecznie rajd z przewagą 2:35. Podobny numer zrobili w zeszłym roku – do ostatniego odcinka przystępowali z 3. pozycji i z 1:07 straty do lidera, którym wówczas był Carlos Sainz. Nie dość, że tę stratę odrobili, to „dołożyli” jeszcze 19s. Aragońskie turbo-finisze to więc chyba ich specjalność 😉 Z kolei specjalnością Mikko Hirvonena wyraźnie jest zdobywanie 3. miejsca w Baja Aragon, bo zrobił to już po raz trzeci. Tym razem jednak po hiszpańskich trasach podróżował z innym pilotem – Michela Perin, który odszedł na x-raidową emeryturę, zastąpił również bardzo doświadczony Andy Schulz. Zmiana pilota nie skutkowała jednak zmianą miejsca w klasyfikacji końcowej rajdu. Mikko był wyraźnie z tego faktu niezadowolony. I miał do tego prawo, bo w sobotę to on dzierżył palmę pierwszeństwa w rajdzie, a o ostatecznym układzie miejsc na podium zadecydował ostatni oes i 31s, bo tyle finalnie oddzieliło go od 2. miejsca. To 2. miejsce, a właściwie to, kto je zajął, jest dla mnie największym zaskoczeniem tegorocznej Baja Aragon. Nie postawiłabym grosza na to, że Orlando Terranova i Paulo Fiuza znajdą się na podium tak silnie obsadzonego rajdu, a tu proszę – 2. miejsce. Sądziłam, że ten argentyński duet już od jakichś 2 lat gra w drugiej lidze. Ciężko było zresztą cokolwiek powiedzieć o ich obecnej formie, bo panowie nie startują w Pucharze Świata, jednak wszystko wskazuje na to, że te miesiące, kiedy inni walczyli w pucharowych rajdach, oni solidnie przepracowali. Nooo, Orly i Paulo, szacun! Chylę czoła!

aragon terranova

Orlando Terranova i Paulo Fiuza zaskoczyli rewelacyjnym wynikiem na Baja Aragon

Tego samego nie da się powiedzieć o największej nadziei lokalnych kibiców, czyli Nanim Romie i Alexie Haro. Zaczęli bardzo dobrze – od zwycięskiego prologu, rozbudzając tym samym hiszpańskie apetyty. A dalej już miejsca: 4., 5., 4. i finalnie również 4, z 8:23 straty do Nassera i 5:17 do podium. Zdecydowanie poniżej oczekiwań. Zdecydowanie poniżej możliwości kierowcy, który ma na koncie rekordową liczbę zwycięstw w tym rajdzie. W zeszłym roku jego brak na podium Baja Aragon spowodowany był urwaniem koła – można powiedzieć: to je rally… W tym roku jednak to najgorsze z możliwych 4. miejsce można tłumaczyć… No właśnie, czym? Starzeniem się?

MOTOCYKLE I QUADY
Tak, jak w ciemno stawiałabym na Nassera jako zwycięzcę Baja Aragon w stawce samochodowego Pucharu Świata, tak wśród zawodników startujących w motocyklowo-quadowym Pucharze wytypowałabym bez wahania Joana Barredę na triumfatora. Chyba tylko jakieś fatum mogłoby pokrzyżować plany Hiszpana na 4. wygraną w jego domowym rajdzie. Nie pokrzyżowało. Barreda wygrał w cuglach, na swoje konto zapisując wszystkie oesy. Na każdym z nich (poza krótkim prologiem) dokładał rywalom kolejne minuty, by ostatecznie triumfować z wynoszącą 6:17 przewagą. Krótko mówiąc pewniak się sprawdził. Mniej oczywista była kwestia dwóch kolejnych miejsc na podium. Hiszpanie w roli głównego rywala Barredy stawiali kolejnego ze swoich rodaków, Mistrza Świata Enduro, Ivana Cervantesa. Te oczekiwania potwierdził prolog – Cervantes zajął na nim 2. miejsce, finiszując co prawda z 5,9s straty do kierowcy Hondy. Na pierwszym z sobotnich oesów Cervantes już nie był taki szybki – zajął dopiero 21. miejsce. Natomiast na kolejnym oesie miał wypadek, który całkowicie wykluczył go z rajdu (złamany obojczyk). W gronie kandydatów do podium pozostali m.in. kolejny Hiszpan, Joan Pedrero i „woziciel wody” Barredy z teamu Hondy, Michael Metge. I to ci dwaj panowie już na prologu zasygnalizowali, że o to podium będą walczyć – Metge zajął na nim 3. miejsce, a Pedrero 4. Na obu sobotnich oesach szybszy był Francuz (2 x 2. miejsce), zaś Hiszpan uzupełniał oesowe podium. Natomiast ciekawostka jest taka, że zarówno oni dwaj, jak i dominator Barreda, połapali kary na OS2, co wszystkich trzech zawodników wyrzuciło poza podium w generalce – Pedrero zajmował 4. miejsce, Metge 7., a Barreda 9. Ale już na kolejnym oesie prawie wszystko wróciło do normy – Barreda wskoczył na czoło stawki, Pedrero zajmował pozycję wicelidera, a Metge znalazł się na 4. miejscu. 3. lokatę w sobotę wieczorem zajmował natomiast Hiszpan David Adria. Hiszpanie już się cieszyli, że w motocyklowej stawce całe podium zajmą ich rodacy, a tę radość jeszcze spotęgowało 2. miejsce Adrii na niedzielnym odcinku. Tymczasem… To on złapał 3-minutową karę na tym oesie, niwecząc wywalczone podium. Na zasłużone, jakby nie patrzeć, podium wskoczył natomiast Michael Metge. Dodajmy, że również w zeszłym roku to jemu przypadł w udziale najniższy stopień podium, tradycję 3. miejsc zatem podtrzymał.

aragon barreda

Joan Barreda już po raz czwarty triumfował w Baja Aragon

W quadowej stawce zupełnie nie potrafiłam wskazać faworyta. Poza Fahadem Al-Musallamem, który wygrał 1. rundę Pucharu Świata (Dubai International Baja), żaden z zawodników, którzy startowali w Baja Aragon, nie miał na swoim tegorocznym koncie ani punkcika pucharowego. Reprezentant Emiratów Arabskich, jak się okazało, zdecydowanie lepiej radzi sobie na domowych piaskach pustyni niż na szybkich hiszpańskich trasach, bo tu zajął dopiero 9. miejsce. Można było przypuszczać, że z dobrej strony zaprezentują się lokalni kierowcy i poniekąd tak się stało. 3. miejsce w klasyfikacji quadów, a także 1. miejsce wśród quadowych juniorów wywalczył sobie młodziutki Hiszpan Miguel Antonio Esteban, który na tę pozycję wskoczył dopiero po ostatnim oesie, odbierając miejsce na podium Pawłowi Samkowi. 2. lokatę w rajdzie uzyskał inny Hiszpan, reprezentujący ten sam klub, co Esteban, Mario Gajon. To miejsce zapewnił sobie jednak dopiero po OS3, kiedy z walki wypadł jego młody i piekielnie szybki rodak, Dani Vila, którego z rajdu wykluczyła awaria quada. Po dwóch pierwszych oesach to właśnie Vila był liderem rajdu, zaś Gajon wiceliderem. O wygranej w rajdzie zadecydował OS3. Tu dosłownie kosmiczną prędkością wykazał się Portugalczyk Arnaldo Martins, który na liczącym blisko 217km oesie wygrał z niewiarygodną wręcz przewagą 20:02 nad drugim na tym oesie Pawłem Samkiem. Cały rajd natomiast zwyciężył z wynoszącym 32:38 zapasem! Nokaut!!! To dopiero zaskoczenie!

aragon martins

„Turbodoładowany” Arnaldo Martins

 

AM

Fot. Overdrive Racing, Facebook / Aron Domżała, Facebook / Paweł Samek, Dariusz Żyła, X-raid, Facebook / Joan Barreda, Facebook / Arnaldo Martins

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s