POLACY GÓRĄ W KATARSKIM THRILLERZE – podsumowanie Qatar Cross Country Rally

Qatar Cross Country Rally zawsze był jedną z najtrudniejszych rund Pucharu Świata FIA oraz Mistrzostw i Pucharu Świata FIM w Rajdach Cross Country, tym razem jednak był to prawdziwy thriller. Wybitnie skomplikowaną nawigację na tym rajdzie jeszcze bardziej skomplikowały nowe przepisy, co sprawiło, że nawet najlepsi nawigatorzy mieli tu problemy. W dodatku rajd okazał się zupełnie nieprzewidywalny. Szczęście tu sprzyjało Polakom, którzy byli górą w tym katarskim thrillerze, a na dodatek objęli prowadzenie w klasyfikacjach rocznych.

„Koszmar nawigatorów” – tak zwykło się mówić o charakterystyce Qatar Cross Country Rally. Tegoroczna edycja rajdu za sprawą nowych przepisów, które zostały tu po raz pierwszy wprowadzone, zamieniła się jednak w prawdziwe nawigacyjne piekło. W dość komfortowej sytuacji był tu nasz Maciek Giemza, który startując w 2. rundzie Mistrzostw Świata FIM w Rajdach Cross Country jako jedyny motocyklista mógł się skupić na zbieraniu nowych doświadczeń w zakresie nawigacji, walcząc jedynie o metę. Natomiast załogi samochodowe z Polakami w składzie – Kuba Przygoński z Tomem Colsoulem oraz Aron Domżała i Maciek Marton – musiały się mocno napracować, by powalczyć o czołowe lokaty, z czego wyszły obronną ręką. Tego, że w Katarze dwukrotnie zabrzmi „Mazurek Dąbrowskiego”, trudno się jednak było spodziewać. A tak właśnie się stało. Maciek Giemza oraz – rzutem na taśmę – Kuba Przygoński stanęli na najwyższych stopniach podiów w swoich rozgrywkach, dodatkowo obejmując prowadzenie w klasyfikacjach rocznych, zaś Aron Domżała i Maciek Marton z Kataru wyjechali z pierwszymi w tym roku, więc tym bardziej cennymi punktami Pucharu Świata FIA za 4. miejsce w rajdzie.

 

MOTO / QUAD

Stawka motocyklowo-quadowa na QCCR była w tym roku bardzo mocno okrojona, pomimo tego, że tradycyjnie ten rajd stanowił 2. rundę Mistrzostw i Pucharu Świata FIM w Rajdach Cross Country. Cała światowa motocyklowa czołówka oraz część quadowej wybrała bowiem rozgrywany w tym samym czasie w Maroko rajd Afriquia Merzouga Rally, wchodzący w skład Dakar Series. W związku z tym na starcie QCCR stanęło zaledwie 3 zawodników – jeden motocyklista oraz dwóch quadowców. O komplet punktów w quadowym Pucharze Świata FIM postanowili po raz drugi w tym sezonie powalczyć Holender Kees Koolen oraz Rosjanin Aleksandr Maksimov. W pierwszej rundzie Pucharu, Abu Dhabi Desert Challenge, górą był broniący tytułu Koolen, zaś w Katarze role się odwróciły, gdyż holenderskiemu quadowcowi wybitnie szczęście nie sprzyjało: – W Abu Dhabi każdego dnia odcinki były dla mnie świetne. Tu każdego dnia miałem problemy mechaniczne. Takie są rajdy… Jednego dnia straciłem nakrętkę wahacza, musiałem być bardzo cierpliwy, naprawić to bez odpowiednich narzędzi i jechać do mety. Miałem także wywrotkę i uszkodziłem quada. Mam siniaki na ramionach i żebrach, ale dzięki adrenalinie nic nie czułem podczas rajdu. Ostatecznie ukończyłem nie tak daleko za Aleksandrem, bo on się zgubił… – opowiada o swoich przygodach Kees Koolen. Prolog należał jeszcze do Koolena, jednak już OS2 przyniósł zmianę lidera rajdu, bowiem Holender musiał się borykać z awarią pompy paliwa w swoim quadzie, co spowodowało sporą stratę. Po korektach wyników ta strata co prawda się zmniejszyła do niespełna pół godziny, jednak odrobienie jej przy dość silnym przeciwniku, jakim jest Maksimov, było niełatwe. Koolenowi udało się przejąć pałeczkę pierwszeństwa na SS3 przy potężnej, 41-minutowej karze dla gorzej nawigującego Rosjanina, ale już na następnym oesie Maksimov solidnie „dołożył” swojemu rywalowi, ponownie wychodząc na prowadzenie. I tego prowadzenia nie oddał już do końca rajdu: – To był bardzo trudny rajd ze względu na nawigację, było bardzo gorąco i było dużo kamieni. Mówiono mi, że będzie ciężko i dlatego właśnie chciałem tu przyjechać. Qatar Cross Country Rally dotrzymał tej obietnicy, a mnie się bardzo ten rajd podobał! – mówił Aleksand Maksimov. Zwycięski w Katarze Aleksandr Maksimov zrównał się punktowo ze zwycięzcą ADDC Keesem Koolenem, a zatem w kolejnym rajdzie o pucharowe punkty będą walczyć w zasadzie od nowa.

Q Maksimov

Wśród quadów w QCCR triumfował Aleksandr Maksimov

Jedyny motocyklista, jaki stanął na starcie QCCR, czyli Maciek Giemza miał wybitnie ułatwione zadanie, jeśli chodzi o wygranie rajdu i tym samym zdobycie kompletu punktów w Mistrzostwach Świata. Maćkowi wystarczyło bowiem dotarcie do mety, by zdobyć jedno i drugie. Co prawda meta w rajdzie takim jak QCCR wcale nie jest sprawą oczywistą ani łatwą, ale bez presji ze strony konkurentów można się całkowicie skupić na jej osiągnięciu. To, że Maciek nie miał a QCCR rywali, było dla niego pewnym utrudnieniem, bo codziennie to on otwierał trasę, a w rajdzie z tak skomplikowaną nawigacją to prawdziwe wyzwanie. Oczywiście nie ustrzegł się błądzenia, ale lekcję nawigowania otrzymał bezcenną: – Pierwsze dwa dni były dla mnie wyjątkowo trudne, ale potem, dzięki poradom Jacka Czachora i Kuby Przygońskiego, lepiej pracowałem z roadbookiem, a przez to moja nawigacja się poprawiła. To najbardziej satysfakcjonujące doświadczenie w mojej młodej karierze, ponieważ tutaj, w Katarze, nawigacja jest bardzo, bardzo trudna. Dużo się nauczyłem, po tym rajdzie czuję się trochę mądrzejszy – mówił Maciek Giemza. Co również ważne, polski motocyklista ustrzegł się wywrotek i innych tego typu błędów, choć kamienie, wydmy, a także silny wiatr na ostatnim odcinku nie ułatwiały jazdy. To wszystko złożyło się na to, że oprócz solidnej lekcji nawigacji, Maciek wywiózł z Kataru puchar za wygraną oraz 32 punkty, dzięki czemu objął prowadzenie w klasyfikacji rocznej Mistrzostw. Do tego ostatniego podchodzi z radością, ale sceptycznie: – Prowadzę w Mistrzostwach Świata, ale wiem, że to tylko tymczasowe i będzie trwało tylko do Chile… Niemniej czuję się szczęśliwy, kiedy patrzę w Internecie na rankingi – mówi z uśmiechem Giemza. I trudno mu się dziwić.

Q Giemza

Maciek Giemza z Kataru wywiózł cenną lekcję nawigacji, wygraną w rajdzie i prowadzenie w Mistrzostwach Świata

 

SAMOCHODY

Stawka samochodowa startująca w QCCR była o wiele liczniejsza (19 aut) i mocniejsza, a wyniki trudne do przewidzenia. Wydawało się, że rajd ten będzie teatrem jednego aktora – lokalnego bohatera Nassera Al-Attiyah, który w towarzystwie swojego wiernego francuskiego pilota Mathieu Baumela pokonywał swoje rodzime trasy. Dodatkowym wsparciem dla obu panów miała być ich dakarowa fabryczna Toyota Hilux IMA, którą w tym rajdzie startowali. Aż do ostatniego oesu wszystko szło zgodnie z przewidywaniami – Nasser Al-Attiyah i Mathieu Baumel nie mieli sobie równych na każdym z kolejnych odcinków, choć nawet im przytrafiały się błędy nawigacyjne. Jednak nawet kary za pomylenie trasy nie były w stanie im zaszkodzić, choć sprawiły, że SS2 „oddali” Kubie Przygońskiemu, jednak natychmiast odrobili tę stratę z nawiązką. Zaszkodziło natomiast co innego – złośliwość rzeczy martwych, a konkretnie awaria silnika w ich Toyocie na 150km przed metą, która zmusiła ich do wycofania się z rajdu. Al-Attiyah i Baumel to najwięksi pechowcy QCCR, bo wygraną w rajdzie, a tym samym komplet 60 punktów mieli na wyciągnięcie ręki: – Takie są rajdy. To jest nowe auto. Od dwóch dni mieliśmy drobny problem z silnikiem, ale staraliśmy się jechać dalej. Nagle dziś mieliśmy alarm ciśnienia oleju i natychmiast się zatrzymaliśmy. Zakończyliśmy chyba na 210km. Kiedy zobaczyliśmy alarm, to był dla nas koniec. Nie mieliśmy dotąd planów na Silk Way, ale może teraz mamy szansę pojechać ten duży rajd w lecie! – patrzy w przyszłość Nasser Al-Attiyah.

Q Nasser

Nasser Al-Attiyah i Mathieu Baumel to najbardziej pechowa załoga Qatar Cross Country Rally

Ale nie tylko im szczęście nie dopisało. Niemal identyczną przygodę miał inny katarski kierowca, Adel Abdulla, który jadąc w duecie ze swoim rodakiem Nasserem Al-Kuwari chciał odnieść zwycięstwo w grupie T2 w swoim domowym rajdzie, pierwsze w tym roku. W przypadku tej katarskiej załogi upragniona wygrana była prawie pewna – przed ostatnim oesem prowadzili z przewagą blisko 4 godzin nad swoimi głównymi rywalami, Ahmedem Al-Shegawi i Laurentem Lichtleuchterem, zaś do triumfu zabrakło im… 7 minut! W ich przypadku także winowajcą była awaria (zawiodła elektryka – przełącznik dyfra), choć tę udało im się pokonać: – Popracowaliśmy nad bezpiecznikiem i wszystko działało po tym, jak musieliśmy się na długi czas zatrzymać. Potem staraliśmy się cisnąć do końca odcinka, ale dotarliśmy o 7 minut za późno. Dyrektor rajdu jest w tym bardzo restrykcyjny, więc wypadliśmy z rajdu. To bardzo podobna sytuacja do tej, jaką mieliśmy w zeszłym roku. Nawet teraz auto pokazuje błąd napędu na cztery koła. To dla nas bardzo rozczarowujące – mówił na mecie Adel Abdulla. W przypadku obu katarskich kierowców ucierpiała przede wszystkim psychika, ale na QCCR nie brakowało także „cierpiących” pojazdów. „Ekspertem” w tej dziedzinie był przygotowujący się do Dakaru 2019 Holender Erik Van Loon, jadący w duecie z Wouterem Rosegaarem. Już na prologu ta załoga Toyoty Hilux Overdrive zaliczyła pierwszą przygodę – nie działały im wycieraczki, co po przejeździe przez watersplash okazało się na tyle dużym problemem, że z powodu braku widoczności holenderski duet zaliczył niegroźnego dzwona, który jednak nie pozwolił im ukończyć prologu. Ten wypadek był dla nich jednak tylko początkiem serii, bo na SS3 panowie dachowali swoją Toyotą, a kolejne dwie rolki – tym razem drobniejsze – przydarzyły im się na ostatnim oesie. Panowie cali i zdrowi dojechali jednak do mety rajdu, choć o dobrym wyniku nie mogło być mowy (zajęli 9 miejsce).

Q Van Loon

Erik Van Loon i Wouter Rosegaar kilka razy dachowali na QCCR

Niestety nie wszystkie wypadki kończyły się tak szczęśliwie dla załóg. O wiele mniej szczęścia miał pilot Giniela de Villiers, Rob Howie, który z bólem pleców i podejrzeniem urazu kręgosłupa trafił do szpitala po twardym lądowaniu w rowie na SS2. Lekarze potwierdzili uraz – Howie doznał kompresyjnego złamania kręgu piersiowego i musiał zostać w szpitalu. Dla załogi z RPA, która na QCCR była niejako na gościnnych występach w Pucharze Świata, ten rajd zakończył się więc wyjątkowo pechowo. Z kolei takie drobniutkie przygody, jak kapcie czy błądzenie, przydarzały się praktycznie wszystkim. Niemniej z trudami tego rajdu finalnie poradziło sobie zaledwie 10 załóg, które zostały ostatecznie sklasyfikowane w QCCR.

Wśród tych szczęśliwców, którym udało się przebrnąć przez cały rajd, znalazły się obie załogi z Polakami na pokładzie. Choć Kuba Przygoński i Tom Colsoul, którzy świetnie radzą sobie w tegorocznych zmaganiach Pucharu Świata, znajdowali się w ścisłym gronie faworytów, to w związku z udziałem w QCCR Nassera Al-Attiyah trudno ich było obstawiać jako pewniaków do zwycięstwa. Polsko-belgijski duet jednak przez cały rajd dowodził, że jest w stanie nawiązywać walkę z katarsko-francuską załogą. Przygoński i Colsoul swoją pogoń za triumfem w QCCR rozpoczęli od 3 miejsca na prologu, zaś już na SS2, po naliczeniu kary dla Katarczyka za ominięty waypoint, wygrali oes i objęli prowadzenie w rajdzie. Choć na kolejnych dwóch odcinkach ustępowali Nasserowi, to przewaga załogi Al-Attiyah / Baumel nad nimi nie była ogromna. Za to przewaga Kuby i Toma nad resztą stawki to już praktycznie przepaść. W ostatecznej wygranej polsko-belgijskiej załogi w QCCR pomogła awaria Toyoty Katarczyka, jednak zwycięstwo to było solidnie wypracowane. Panowie ustrzegli się błędów nawigacyjnych, które skutkowałyby karami, choć błądzenie oczywiście i im się przytrafiało, zatem Tom Colsoul spisał się na medal. Z kolei Kuba Przygoński od początku do końca zachowywał doskonałe tempo i żelazne nerwy. Dzięki temu w Katarze po raz pierwszy zabrzmiał „Mazurek Dąbrowskiego” (zresztą dwukrotnie, za sprawą Maćka Giemzy), a polska flaga znów widnieje na czele klasyfikacji Pucharu Świata: – Niesamowity wynik i wielkie emocje! Rywalizacja trwała do samego końca. Cieszymy się! Ten rajd pokazał, że jesteśmy z Tomem bardzo zgranym zespołem, w dobrej formie, jedziemy szybko i potrafimy dobrze nawigować. Odzyskujemy 1 miejsce w Pucharze Świata, mamy dużą przewagę punktową, więc w kolejnych startach nie będziemy mieć już takiej presji mówi Kuba Przygoński.

Q Przygon

Kuba Przygoński i Tom Colsoul fantastycznie się rozprawili z kamienistą katarską pustynią

Lekcje z nawigacji odrobił także pilot innego MINI – prywatnego MINI ONE, a mianowicie Konstantin Zhiltsov, nawigator Vladimira Vasilieva. Rosyjski duet już nie raz pokazywał, że nawet mimo tego, iż nie jest w żadnym fabrycznym teamie, to jest w stanie walczyć o najwyższe lokaty, szczególnie właśnie w rajdach długich i trudnych nawigacyjnie. Tak też w Katarze od pierwszego „pełnowymiarowego” odcinka aż do końca rajdu Vladimir Vasiliev i Konstantin Zhiltsov utrzymywali się tuż za Przygońskim, dzięki czemu na mecie mogli się cieszyć z 2 miejsca. Niemniej jednak ich strata do polsko-belgijskiego duetu była spora, bo wynosząca ponad 40 minut. Jeszcze większa, bo aż ponad 1,5-godzinna przepaść oddzieliła od Rosjan zdobywców 3 miejsca, Yasira Seaidana i Alexeya Kuzmicha, podróżujących Toyotą z Overdrive’u. Ta saudyjsko-rosyjska załoga, w przeciwieństwie do dwóch czołowych załóg, musiała jednak stoczyć zacięty bój o ten najniższy stopień podium. Jednym z ich dwóch najpoważniejszych konkurentów był Martin Prokop jadący swoim Fordem F-150 w towarzystwie Davida Pabiski, ale głównymi rywalami byli Polacy – Aron Domżała i Maciek Marton, w bliźniaczej do Seaidana Toyocie Hilux Overdrive. Prokop, walczący o utrzymanie prowadzenia w Pucharze Świata, na metę dotarł finalnie z 5 miejscem. Aron z Maćkiem natomiast dzielnie walczyli z Seaidanem i Kuzmichem o 3. lokatę. W połowie rajdu to Polacy byli górą, zaś decydujący okazał się SS4. Na nim saudyjsko-rosyjska załoga zajęła 5 miejsce, a polska 7, co było efektem borykania się z problemami nawigacyjnymi. Te zaś były wynikiem wprowadzenia nowych przepisów dotyczących nawigacji, o czym opowiada Maciek Marton:

Na ostatnim oesie Aronowi i Maćkowi poszło lepiej i byli szybsi od Seaidana, jednak wystarczyło to jedynie do zmniejszenia ich straty do 18:34. Wobec tego rajd polska załoga ostateczne zakończyła na 4 miejscu: – Oczekiwania mieliśmy dużo większe, więc była to dla nas dość gorzka lekcja. Dużym plusem był samochód, z którym nie mieliśmy praktycznie żadnych poważniejszych problemów – podsumowuje Aron Domżała i opowiada: – Rok minął i już zdążyłem zapomnieć jaki to trudny rajd. W tym roku rywalizacja była jeszcze cięższa, ponieważ organizatorzy przygotowali ukryte waypointy. Niemal codziennie wszyscy zawodnicy czołówki tracili kilka minut na zaliczenie tych punktów. Co więcej pustynia jest tu w głównej mierze kamienista, więc codziennie zmienialiśmy przebite koło. Na jednym z etapów mieliśmy też problem z systemem GPS, który z opóźnieniem podawał nam niezbędne do sprawnej nawigacji dane. Lekko nie było. Mimo to panowie wzbogacili się o cenne 24 punkty w Pucharze Świata, co obecnie plasuje ich na 9 miejscu, a to przecież dopiero niespełna połowa sezonu. Z pewnością sympatyczni i waleczni Aron i Maciek na kolejnych rajdach nie odpuszczą i powalczą o awans do ścisłej czołówki. W zeszłym roku zresztą udowodnili, że do niej należą, zajmując 3 miejsce w klasyfikacji rocznej.

aron

Aron Domżała i Maciek Marton w QCCR wywalczyli pierwsze w tym roku punkty Pucharu Świata

Walka o prymat w grupie T2 na QCCR nie była już tak emocjonująca, jak o miejsca w generalce. Choć i tu nie brakowało dramatów i niespodziewanych zwrotów akcji. Wystarczy powiedzieć, że z czterech załóg, jakie stanęły na starcie rajdu, na mecie sklasyfikowana została tylko jedna. Już na SS2 problemy miały dwie załogi – rumuńska w składzie Laurentiu-Claudiu Barbu i Paul-Nicusor Spiridon oraz rosyjsko-łotewska w składzie Yuliya Migunova-Khegay i Aldis Vilcans, które nie ukończyły tego oesu, inkasując liczącą aż 100h karę ryczałtową. Na kolejnych oesach sytuacja się praktycznie powtarzała – Migunova-Khegay i Vilcans nie ukończyli w sumie żadnego oesu poza prologiem, zaś Barbu i Spiridon na swoje konto zapisali tylko metę prologu i SS3. Gra więc toczyła się – zresztą zgodnie z przewidywaniami – pomiędzy katarskim duetem Adel Abdulla / Nasser Al-Kuwari a saudyjsko-francuską załogą Ahmed Al.-Shegawi / Laurent Lichtleuchter. Na wszystkich czterech pierwszych oesach królował Abdulla i to z ogromną przewagą na każdym z nich, która po SS4 skumulowała się aż do niemal 4h. I tu wydarzył się wspomniany wcześniej dramat w postaci awarii Nissana katarskiej załogi i związanego z nią przekroczenia maksymalnego czasu, co skutkowało nie sklasyfikowaniem załogi. Triumfatorami po raz kolejny zostali więc Ahmed Al-Shegawi i Laurent Lichtleuchter, którzy w ten sposób powiększyli swoją przewagę w klasyfikacji Pucharu Świata.

Q Alshegawi

Ahmed Al-Shegawi i Laurent Lichtleuchter po wygranej w QCCR umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Świata

Podobnie, jak w T2, sprawy się miały w rozgrywce załóg z grupy T3. Tu jednak aż tak dramatycznych zwrotów akcji nie było, za to była zacięta walka. Na starcie QCCR stanęły 4 mocne załogi, z których każda była potencjalnym kandydatem do zwycięstwa. Prolog na swoje konto zapisali Hiszpanie Santiago Navarro i Pedro Lopez, którzy jako jedyni w stawce nie jechali Polarisem, a Yamahą YXZ. Losy odwróciły się już na SS2, bowiem hiszpańska załoga Yamahy nie ukończyła tego odcinka, zaś triumfował tu nasz dobry znajomy Francuz Claude Fournier, który tym razem jednak nie jechał w parze z Szymonem Gospodarczykiem, a swoim bardzo doświadczonym rodakiem Sebastienem Delaunayem. Na SS3 znów najszybsi byli Francuzi, zaś z trudami odcinka nie poradziła sobie włoska załoga Michele Cinotto / Fulvio Zini. Na półmetku rajdu zatem rozgrywka toczyła się już tylko między dwoma załogami – prowadzącymi Claudem Fournier i Sebastienem Delaunayem oraz broniącymi pozycji liderów Pucharu Świata Hiszpanami Jose Luisem Pena Campo i Rafaelem Tornabellem. SS4 wygrali Włosi, ale z bagażem 100h kary jedynie mogli powalczyć o zwycięstwo etapowe. Spośród dwóch liczących się jeszcze w grze załóg szybsi ponownie okazali się Francuzi. Mety oesu nie osiągnęli Navarro i Lopez, inkasując kolejny stugodzinny ryczałt. Przed ostatnim oesem wyraźnymi liderami byli Claude Fournier i Sebastien Delaunay, którzy mieli ponad 2-godzinną przewagę nad Pena Campo i Tornabellem. Na ostatnim oesie Francuzi nie dość, że nie odpuścili, to jeszcze wygrali oes i dołożyli Hiszpanom niemal 40 minut, pieczętując zwycięstwo w rajdzie, a na dodatek plasując się n aświetnym 6 miejscu w generalce rajdu. Pena Campo i Tornabell zakończyli rajd na 2 miejscu, oddając w ten sposób Fournier fotel lidera w Pucharze Świata. Włoska załoga Michele Cinotto i Fulvio Zini nie została sklasyfikowana w rajdzie, zaś najniższy stopień podium w grupie T3 przypadł w udziale drugiej z hiszpańskich załóg – Santiago Navarro i Pedro Lopezowi.

Q Fournier

Claude Fournier i Sebastien Delaunay byli bezkonkurencyjni w grupie T3

 

CO DALEJ?

Po katarskim thrillerze załogi samochodowe walczące w Pucharze Świata FIA w Rajdach Cross Country czeka miesiąc odpoczynku. Ponownie spotkają się 27 maja na trzecim z „długich” rajdów, jakim będzie obfitujący w przepiękne widoki Rally Kazakhstan. Z kolei motocykliści i quadowcy rywalizujący o punkty Mistrzostw i Pucharu Świata FIM w Rajdach Cross Country mają teraz wakacje – ich kolejne starcie będzie miało miejsce dopiero w sierpniu w Chile, gdzie rozegrany zostanie Atacama Rally.

Q kazachstan

Takie krajobrazy czekają na zawodników na Kazakhstan Rally

 

AM

Fot. X-raid, Orlen Team, mat. pras. Aron Domżała, mat. pras. NDP Publicity Services, Xtreme+

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s