SŁODKI SMAK METY – Podsumowanie Baja Aragon

Hiszpańska Baja Aragon to wyjątkowo piękny rajd – cudowne krajobrazy wręcz zapierają dech w piersiach. Ale to także bardzo trudny rajd, złożony z długich i podstępnych oesów. Przebite przez ostre kamienie opony są tu na porządku dziennym, ale wielu zawodników boryka się także z dużo poważniejszymi problemami. To sprawia, że sama meta Baja Aragon ma słodki smak. Tej słodyczy doświadczyło 14 spośród 16 polskich zawodników, którzy wzięli udział w tym rajdzie. Dla trzech z nich, którzy stanęli na podium, ta meta była wybitnie pyszna.

„To najfajniejsza baja w Europie” – tak o Baja Aragon mówi wielu zawodników. I mówią tak nawet mimo tego, że ten rajd także jest jednym z najbardziej wymagających w naszej części świata. Jest ona mordercza zarówno dla zawodników, bo na krętych i pełnych niespodzianek oesach, w dodatku przy ponad 30-stopniowych upałach, muszą oni przez wiele kilometrów zachowywać pełną koncentrację, jak i dla maszyn, które często się buntowały. Kapcie łapali tu praktycznie wszyscy, a nawet najlepszym zawodnikom zdarzały się poważniejsze problemy. Niestety różnego rodzaju przygody nie omijały też Polaków, których na trasach Baja Aragon pojawiło się aż 16. Najbardziej pechowi – ponownie 😦 – byli Tomek Baranowski i Grzesiek Konczak, których ich zbuntowana Toyota nie chciała dowieźć do mety…

 

Finarto

Tomasz Baranowski / Grzegorz Konczak

 

Pozostali nasi zawodnicy mieli szansę poznać słodki smak mety Baja Aragon, zaś Kuba Przygoński oraz Maciek Giemza i Adam Tomiczek na tej mecie dodatkowo otrzymali puchary za miejsca na podium.

 

Tomiczek2

Adam Tomiczek

 

 

Polacy

Pojęcie „polskiej mafii” w rajdach terenowych zrodziło się na Dakarze, gdzie rzeczywiście wielokrotnie Polacy stanowią naprawdę mocną i liczną ekipę. Doskonale pasuje ono także do tegorocznej Baja Aragon, bo nasza wyjątkowo liczna reprezentacja (więcej było tylko hiszpańskich i portugalskich zawodników) składała się z aż 16 osób. Nasi zawodnicy walczyli w różnych kategoriach – samochodowym Pucharze Świata FIA w Rajdach Cross Country (Kuba Przygoński, Aron Domżała z Maćkiem Martonem i Tomek Baranowski z Grześkiem Konczakiem), motocyklowo-quadowym Pucharze Świata FIM w Rajdach Baja (Adam Tomiczek, Maciek Giemza, Krzysiek Jarmuż, Paweł Stasiaczek na motocyklach i Arek Lindner na quadzie), a także w Mistrzostwach Hiszpanii (Mirek Stocerz z Rafałem Martonem, Magda Zając z Tomkiem Mroczkiem i Patrycja Brochocka z Krzyśkiem Wicentowiczem).

Dla Adama Tomiczka Baja Aragon była pierwszym rajdem po rehabilitacji po październikowym złamaniu kości udowej, przez które nie pojechał na Dakar. Wygląda na to, że rehabilitacja przebiegła pomyślnie, bo Adam z hiszpańskimi trasami poradził sobie świetnie. Zaczął rajd od 11 miejsca na piątkowym prologu. Na pierwszym – w przypadku motocyklistów krótszym – z sobotnich odcinków uplasował się na 12 pozycji i tę samą pozycję zajmował w klasyfikacji o tym oesie. Drugi z sobotnich oesów – najdłuższy w rajdzie – przyniósł zmianę na plus. Adam wykręcił tam świetny 6. czas i awansował na 8 miejsce. Zajmując 7 miejsce na ostatnim, niedzielnym oesie, Adam Tomiczek to 8 miejsce w klasyfikacji motocykli utrzymał. Ale oprócz klasyfikacji ogólnej motocykli, Adam był klasyfikowany także w kategorii Junior, a w tej szybszy od niego okazał się tylko hiszpański quadowiec Dani Vila – Tomiczek stanął na stopniu podium z numerem 2.

 

Tomiczek

Adam Tomiczek

 

Maciek Giemza, który jako jedyny motocyklista wystartował w Qatar Cross Country Rally, objął prowadzenie w Mistrzostwach Świata FIM w Rajdach Cross Country, także w klasyfikacji Juniorskiej. W Baja Aragon powalczył zaś o punkty w Pucharze Świata FIM w Rajdach Baja i również tutaj w kategorii Juniorów. Na oesach „ganiał” się z Adamem Tomiczkiem, to zajmując wyższe, to niższe miejsca od swojego teamowego kolegi. Na prologu to on był szybszy od Adama – zajął 9 miejsce. Na pierwszym z sobotnich oesów z kolei stracił 25 sekund do Tomiczka, plasując się w klasyfikacji tuż za nim, na 13 miejscu. Na drugim z sobotnich oesów nie wykręcił tak dobrego czasu, jak jego kolega, ale zakończył go w Top 10 – na 9 miejscu – dzięki czemu awansował na 11 miejsce. Na ostatnim oesie, rzutem na taśmę, udało mu się jeszcze ten wynik poprawić – 9 miejsce w klasyfikacji oesu dało mu awans na 10. pozycję w rajdzie. Z kolei w klasyfikacji Juniorów uplasował się tuż za Adamem – na 3 miejscu, dzięki czemu mógł się cieszyć ze stanięcia na podium Baja Aragon.

 

Giemza

Maciej Giemza

 

Podobne „wyścigi rajdowe” rozgrywali między sobą dwaj kolejni nasi motocykliści – Krzysiek Jarmuż i Paweł Stasiaczek. O ile w ogóle można mówić o ściganiu, kiedy jedzie się przede wszystkim dla przyjemności: – Baja Aragon ukończone. To były pierwsze zawody, jakie jechałem bez presji na wynik, tylko dla przyjemności. Jest dużo fajniej, gdy czerpiesz przyjemność z jazdy, a nie walczysz o sekundy. Trasy były bardzo szybkie i w niektórych miejscach były bardzo podobne do tych w Maroko. Atmosfera i ekipa jak zawsze super – mówił po rajdzie Krzysiek Jarmuż.

 

Jarmuż

Krzysztof Jarmuż

 

 

Ale nawet bez presji na wynik – a może właśnie dzięki temu – wynik „zrobił się” całkiem niezły, bowiem Krzysiek zajął w rajdzie 14 miejsce. Z kolei Paweł Stasiaczek uplasował się na 15. pozycji. Krzysiek Jarmuż i Paweł Stasiaczek przez cały rajd praktycznie szli łeb w łeb. Na prologu o 6 sekund szybszy był Krzysiek – zajął 16 miejsce, a Paweł 18. Z kolei na pierwszym z sobotnich oesów Paweł uzyskał czas lepszy o 26 sekund od Krzyśka – panowie zajęli 15 i 16 miejsce. Na drugim z sobotnich odcinków, najdłuższym w rajdzie, znów górą był Paweł (15 miejsce), a Krzysiek stracił do niego 28 sekund (16 miejsce). Po 3 oesach zatem Paweł wygrywał z Krzyśkiem łącznie o 48 sekund. Decydujący okazał się ostatni oes. Tutaj Krzysiek pokonał Pawła o 1:15 i wyprzedził go w finalnej klasyfikacji. Co więcej, obaj panowie nie ustrzegli się kar, natomiast Jarmuż „zainkasował” minutę, a Stasiaczek 5 minut (Paweł, czemu Ty mi to ciągle robisz??? 😉 ), co dało Krzyśkowi na mecie przewagę 4:25.

 

Stasiaczek

Paweł Stasiaczek

 

 

Słodki smak mety w pierwszym starcie w Pucharze Świata FIM w Rajdach Baja poczuł nasz quadowy rodzynek, Arek Lindner. Do tej słodyczy wkradła się jednak łyżka dziegciu, a właściwie dwie. Pierwszą z nich była awaria hamulców, która dopadła Arka już na prologu, w związku z czym uzyskał na tym krótkim oesie przedostatni, 14. czas. Strata do lidera nie była w sumie taka duża, bo wynosząca 1:44, niemniej nie na takie otwarcie liczył Arek. Sportowa złość spowodowana tymi problemami na prologu poskutkowała natomiast bardzo dobrym wynikiem już na pierwszym z sobotnich oesów, gdzie Arek zajął 4 miejsce i na takie również wskoczył w klasyfikacji po dwóch odcinkach. Na drugim oesie z kolei zajął on 6 miejsce, spadając jednak tylko o oczko – na 5 lokatę. Szansa na awans pojawiła się na ostatnim, niedzielnym odcinku, gdyż z gry wypadł prowadzący dotąd w klasyfikacji pucharowych quadów Mario Gajon. Polski quadowiec zanotował tu 6. czas, co wystarczyłoby do wskoczenia na podium, ale… No właśnie, tutaj druga łyżka dziegciu – 12 minut kary za przekroczenie prędkości… W konsekwencji zajął i tak dobre 5 miejsce w rajdzie: – Na tym rajdzie miałem dość duże ciśnienie, aby dorównać lokalnym dżygitom, którzy są szybcy jak błyskawica, lżejsi o min 200 kg i bardzo dobrze znają tutejsze trasy. Owe ciśnienie przyćmiło moje niemałe doświadczenie rajdowe i wymusiło błąd, jakim było jeżdżenie na ograniczeniach prędkości tylko o 1km/h mniej niż dopuszczalna prędkość ( zamiast jak zawsze zostawić miejsce na błędy gps i licznika, jechać przynajmniej 5 km/h mniej). Przy tak niskiej tolerancji zdarzyło mi się kilka razy przekroczyć speed limit o 1-2 km/h przez np. 3 sek., skutkiem czego po przejechaniu ostatniego odcinka specjalnego zamiast stanąć na podium z 3 pozycją, dostałem 12 min kary i spadłem na 5 miejsce w tabeli. To je Rally 🙂  – podsumowuje Arek Lindner. Najważniejsze jest to, że osiągnął metę Baja Aragon, zdobył nowe doświadczenia (i te stare z łapaniem kar za prędkość 😉 ), a także na swoje konto zapisał cenne punkty Pucharu Świata.

 

Arek

Arkadiusz Lindner

 

Kolejne drogocenne punkty, tyle, że Pucharu Świata FIA w Rajdach Cross Country, podczas Baja Aragon wywalczył sobie Kuba Przygoński, jadący tradycyjnie z belgijskim pilotem Tomem Colsoulem, który rzutem na taśmę uplasował się na 2 miejscu w tym rajdzie i nadal utrzymuje pozycję lidera klasyfikacji. Dla niego meta Baja Aragon była więc bardzo słodka, ale po drodze wcale tak słodko nie było.

 

Przygon

Jakub Przygoński / Tom Colsoul

 

Zaczęło się dobrze – od 3 miejsca na prologu. Problemy natomiast pojawiły się na sobotnim 215-kilometrowym oesie. Tutaj Kuba złapał kapcia i nie byłoby to szczególnym problemem, gdyby nie to, że nie działał klucz elektryczny i panowie musieli wszystkie śrubki odkręcać ręcznie, tracąc na to pięć minut zamiast około półtorej. Następstwem tego była jazda w kurzu i 6 miejsce na oesie. Na następnym odcinku Kuba i Tom nie mieli już żadnych problemów, mogli więc się skupić na odrabianiu strat – to poszło im wyjątkowo skutecznie, bo wygrali oes, awansując na 4 miejsce z 2:07 straty do podium i 4:52 do lidera rajdu, którym po sobotnich zmaganiach był Martin Prokop. Dość sporo do odrobienia jak na zaledwie 127-kilometrowy oes, ale… Zawsze jest szansa na to, że rywale popełnią błąd i tak też się stało – Martin Prokop finiszował dopiero z 9. czasem odcinka, a awarię miał zajmujący 3 miejsce po 3 odcinkach Xevi Pons. Dzięki temu oraz zajętemu na ostatnim oesie 2 miejscu Kuba Przygoński i Tom Colsoul wywalczyli sobie 2. pozycję w rajdzie, stając ponownie na podium. Tak Kuba podsumowuje Baja Aragon:

 

Wyjątkowej słodyczy w postaci podium niestety nie zasmakowali Aron Domżała i Maciek Marton – zabrakło dokładnie 7:20, bo tyle oddzieliło polską załogę, która zajęła 4 miejsce w Baja Aragon od 3 miejsca. Te drogocenne minuty „zjadły” im przygody, jakie mieli na trasie. A te nękały ich praktycznie od początku rajdu. Prolog ukończyli z 4. czasem, tracąc jedynie 0,2s do Przygońskiego. A potem się zaczęło… – Pierwszy oes z lekkim pechem… Po 100 km mieliśmy 4 min. przewagi nad kolejnym zawodnikiem. Niestety, pechowo zawiesiliśmy się na skarpie i dłuższą chwilę nie mogliśmy się wygrzebać. Potem jeszcze przydarzyły się dwa kapcie i cała przewaga się rozpłynęła. Teraz do lidera tracimy 6 min., więc cel jest jeden: dajemy z siebie wszystko i ciśniemy, żeby odrobić straty! – mówił po SS2 Aron Domżała.

 

Aron3

Aron Domżała / Maciej Marton

 

Mimo tych problemów, panowie zajęli na tym odcinku całkiem niezłe 5 miejsce. Na kolejnym oesie Aron i Maciek – znów z problemami – zajęli 8 miejsce, spadając na 6. pozycję w rajdzie. Na ostatnim odcinku chłopaki wywalczyli 3. czas, rzutem na taśmę awansując na 4 miejsce. Wynik może nie do końca wymarzony, ale… Posłuchajcie, co mówi Maciek Marton:

 

Całkiem dobrym tempem wykazały się także nasze załogi startujące w grupie Open Mistrzostw Hiszpanii, choć im słodycz z osiągniętej mety nieco popsuło przyporządkowanie ich przez organizatorów właśnie do tej grupy. Zgodnym chórem wszystkie 3 załogi mówią: „Rajd piękny, ale nie ta grupa”. A w tej grupie znaleźli się zarówno Mirek Stocerz i Rafał Marton jadący CanAmem Maverick, jak i dwie załogi w Daciach – Magda Zając i Tomek Mroczek oraz Patrycja Brochocka i Krzysiek Wicentowicz. Już samo porównanie aut, jakimi jechali nasi zawodnicy, pokazuje, że rzeczywiście dziwna to była grupa. Ale wyniki naszych zawodników nawet w tak dziwnej grupie nie były złe: Mirek z Rafałem zajęli 5 miejsce, Magda z Tomkiem 11, a Patrycja z Krzyśkiem 14. Zobaczcie, jak podsumowują swój udział w tym rajdzie:

Do tej pory Hiszpania kojarzyła mi się tylko ze słońcem i plażami, teraz już wiem, że mają też świetne tereny do ścigania. Ciężko mi było sobie wyobrazić jak chłopaki mówili, że to jest coś zupełnie innego niż u nas w Polsce, ale faktycznie to inny świat. Trasa rajdu przebiegała przez góry, pagórki i korytami rzek, a czasem drogami pomiędzy polami. Jedna rzecz, była wspólna – wszędzie były KAMIENIE, od drobnego piasku jak mąka pokrywającego wapienne skały, poprzez ostre łupki do wielkich głazów na poboczu drogi. Margines błędu praktycznie nie istnieje, nawet delikatne zjechanie z drogi grozi urwaniem koła, a przynajmniej jego przebiciem. Zdarzało się nie raz, że za zakrętem leżał „kamyk” wielkości piłki do nogi, na środku drogi i trzeba było starać się go nie trafić, a jednocześnie nie spaść ze skarpy/urwiska.
Druga rzecz, bardzo ślisko wszędzie. U nas najwięcej pracuje zawieszenie na wybojach, a tam kluczowy jest dobór opon i ciśnienia w nich. Tubylcy widać są do tego świetnie przygotowani, ale też jadą 0/1. Jak się uda to wygrywają, jak złapią kapcia to są 5 minut w plecy. Prolog i pierwszy OS pojechaliśmy bezpiecznie jako zapoznanie i naukę i okazało się, że nasze ustawienia i dobór opon są słabe, na drugim OS założyliśmy inne opony i było dużo lepiej z przyczepnością. Na ostatnim OS postanowiłem pojechać w korycie rzeki jak tubylcy, co skończyło się kapciem na 8km – szkoda, bo była szansa nawet na podium w klasie Open – trudno nauka kosztuje 🙂 Niestety w Hiszpanii pojawiły się też chmury – dosłownie i w przenośni. W czasie ostatniego OSu przyszła burza na szczęście dla nas padała na dojazdówce i na powrocie z OSu – za to dokumentnie zalała serwis, gdzie płynęły potoki wody. Sami organizatorzy też popsuli atmosferę rajdu począwszy od trudności jakie robili, aby nas wpisać na listę startową. Po pierwsze nie wiadomo było w jakiej kategorii mamy startować. Po tygodniu wymiany maili stwierdzili, że kategoria Buggy ma ograniczenie Vmax=70km/h, chociaż nigdzie nie mogliśmy znaleźć tego w regulaminie, a na prologu najszybszy zawodnik z Buggy miał średnią 78,07km/h… Jak zdecydowaliśmy się na start w kategorii Open to był problem z naszą klatką, że niezgodna z FIA po czym wszyscy (dokładnie wszyscy) zawodnicy startujący CanAmami w Open/Buggy mieli identyczne klatki (główny pałąk tylko do wysokości tylniej belki za fotelami). Na koniec dostaliśmy karę 6 minut. Bez podania powodów, bez oficjalnego ogłoszenia, nie po regulaminowym czasie oficjalnych wyników dnia tylko rano na 5 minut przed startem do odcinka – o czym dowiedzieliśmy się z nieoficjalnej strony wyników online. Co ciekawe powodem nałożenia kary była zła obsługa GPSu rajdowego – na migający niebieski sygnał zjeżdżaliśmy nabok i przepuszczaliśmy szybsze auto zgodnie z zasadami, ale to nie było istotne, najważniejsze było naciśnięcie przycisku OK. Procedura ta nie została opisana w żadnym regulaminie ani ogłoszona na odprawie, bo „tutaj wszyscy o tym wiedzą i można się tego domyślić z instrukcji urządzenia”. W końcu kara została anulowana, ale niesmak pozostał. Odnieśliśmy wrażenie, że Hiszpanie mają na tyle swoich zawodników, że dodatkowi im tylko przeszkadzają. W sumie sam rajd był świetny i cieszę się, że wystartowaliśmy w Baja Aragon, fajnie było się zmierzyć z liczną grupą zawodników UTV, chociaż nie wiem dlaczego organizatorzy podzielili nas na Open i Buggy, bo wyraźnych różnic w pojazdach nie widzieliśmy. Jak na pierwszy raz w Hiszpanii 5 miejsce w Open i 12 w generalce uważam za udane. W przyszłym roku powalczymy o podium  
– relacjonuje Mirek Stocerz.

 

Stocerz

Mirosaw Stocerz / Rafał Marton

 

Podobne odczucia ma Magda Zając, dla której jednak meta miała bardzo słodki smak, bo o nią przede wszystkim walczyła w Baja Aragon, chcąc wziąć odwet za nieukończoną Italian Baja: – Było mega ze względu na cudowne krajobrazy, bardzo ciekawe i zróżnicowane trasy, długość odcinków. Organizacja średnia, raczej bałagan i hiszpańska mañana. Jesteśmy szczęśliwi, że udało się ukończyć ale przede wszystkim jesteśmy dumni z samochodu, że dał radę. Na cały rajd tylko 1 kapeć i urwana łapa od skrzyni biegów. Trasy były kapitalne, trochę trudniejszych odcinków ze względu na kamienie, niebezpieczne skarpy, zjazdy, podjazdy. Prolog – poszedł średnio, zawsze mam słabe prologi, a ten był faktycznie trudny – kręty i wąski, 2OS – super, dobry czas, bez przygód, 3OS – mega – po nim mamy czas lepszy o 15 min. niż lider grupy T2 w Pucharze Świata!!!, 4OS – utrzymujemy przewagę mimo kapcia! WIELKI SMUTEK – debilna klasa Open, gdzie oprócz garści samochodów porównywalnych do nas, była cała zgraja UTV, a także jakieś dużo mocniejsze od naszych auta. Ze względu na to, że w klasyfikacji byliśmy wszyscy razem, nie mieliśmy najmniejszych szans na normalną rywalizację. Skończyliśmy na 11 miejscu (i tak nieźle ) Jesteśmy moralnymi zwycięzcami, bo gdybyśmy mieli homologację na Dacię, to startując w grupie T2 bylibyśmy na 1 stopniu podium w Pucharze Świata!!!! Oczywiście jak zawsze podziękowania i uściski dla najcudowniejszego na świecie zespołu mechaników z Overlimit, którzy troszczą się o nas jak mogą ! – mówi Magda Zając. Faktycznie – łączny czas „prawie” T-dwójkowej Dacii Magdy i Tomka był o blisko 15 minut lepszy od czasu zwycięzcy grupy T2 w Pucharze Świata, Ahmeda Al.-Shegawi! Wspomina o tym także pilot Magdy, Tomek Mroczek: – To mój drugi start z Magdą i drugi za granicą, po pechowym Italian Baja naszym założeniem i głównym celem było ukończyć Baja Aragon. Niefortunne przypisanie przez organizatora naszego samochodu do grupy Open w Mistrzostwach Hiszpanii, przekreślało szanse na jakikolwiek wynik w klasyfikacji. Rajd rozgrywany w Hiszpanii określany jest mianem najpiękniejszego na świecie i rzeczywiście tego doświadczyliśmy: czerwona ziemia, koryta wyschniętej rzeki, liczne podjazdy i zjazdy uzupełnione przejazdami przez przełęcze pełne zdradliwych zakrętów przy przepaściach. Prolog pojechaliśmy zachowawczo, tym bardziej, że nie mieliśmy okazji zapoznać się z nim, ponieważ w wyznaczonym na to czasie mieliśmy późniejszy odbiór administracyjny i badanie kontrolne. Drugiego dnia podkręciliśmy tempo i dało nam to bardzo dobre rezultaty czasowe po SS2 i SS3. W grupie samochodów, z którymi mogliśmy porównywać nasze czasy – T2 – byliśmy na czele ze spora przewaga. Co najważniejsze, obydwa oesy, które liczyły w sumie prawie 370km, przejechaliśmy bez najmniejszych problemów technicznych – bez wysiadania z auta. Ostatniego dnia czekał nas SS4 liczący niespełna 130km. Jechaliśmy ostrożnie i z głową, utrzymując dobre tempo. Nie obyło się jednak bez przygód. Na 70km złapaliśmy kapcia, lecz koło udało się całkiem sprawnie wymienić. Na 20km przed metą samochód zaczął wydawać niepokojące odgłosy, lecz nie pozostało nam nic innego, jak mieć nadzieję, że to nic poważnego. Tuż za metą Magda miała problem ze znalezieniem biegów dźwignią, a w serwisie okazało się, ze ów dźwięk wydawała urwana skrzynia biegów rezonująca o płytę samochodu. Na szczęście nie wykluczyło nas to z rajdu tuż przed metą i mogliśmy cieszyć się z ukończenia tego ciężkiego rajdu. Warto też wspomnieć o niesamowitych hiszpańskich kibicach, którzy zebrali się bardzo licznie przy trasie i pomimo tego, że jechaliśmy pod koniec stawki, kibicowali nam tak samo zacięcie, jak i czołówce Pucharu Świata! – opowiada Tomek Mroczek.

 

Zając

Magdalena Zając / Tomasz Mroczek

 

Ze swojego tempa na Baja Aragon mogą również być zadowoleni Patrycja Brochocka i Krzysiek Wicentowicz, gdyż oni także w porównaniu z załogami T2 Pucharu Świata wykręcili świetny czas – Al-Shegawiego nie pobili, ale od zajmującego 2 miejsce w T2 Adela Abdulli byli szybsi o prawie 17 minut! A przypomnijmy, że Patrycja dopiero w tym roku rozpoczęła swoją przygodę w cross country, zaś pilotujący ją Wincent po raz pierwszy zasiadł na fotelu pilota. Dla nich ten rajd był więc wielką niewiadomą, a poszło naprawdę dobrze: – Baja Aragon to mój czwarty rajd w życiu jak i najdłuższy jaki przejechałam (ponad 700 rajdowych km). Sobota była prawdziwym wyzwaniem: dwa odcinki – jeden 215km, a drugi 150km. W sobotę również mała przygoda w postaci dwóch przebitych opon (po jednej na odcinek). Trasa wymagająca, szybka, ale kamienista, górzysta momentami. Krajobrazy i widoki piękne. Było piekielnie gorąco, ale warto! Sama przyjemność jechać w takim rajdzie. Wincent jako mój pilot spisał się na medal! Był to jego pierwszy rajdowy raz na prawym fotelu i wyszło mu to fantastycznie. Nie miałam ani jednego zarzutu czy wątpliwości. Bardzo dobra współpraca i porozumienie na trasie. Overlimit również wykonał kawał dobrej roboty w przygotowaniu auta i serwisie! – mówi Patrycja Brochocka. – Ponieważ szkolę Patrycję od początku z jazdy sportowej, wymyśliliśmy, że kolejnym etapem będzie to, że wsiądę do niej na prawy fotel. Bardzo się obawiałem tej decyzji. Bałem się, że będę najsłabszym ogniwem w tej układance, bo jest bardzo dobry i bardzo mocny zespół, bardzo dobry samochód, bardzo rokujący kierowca, który ma wszystkie cechy, jakie powinien mieć kierowca cross country, którym  jest Patrycja. Bardzo chciałem, ale miałem tremę, a ta trema była jeszcze większa, kiedy wybór padł na rajd Baja Aragon. Był to najdłuższy rajd, jaki do tej pory jechałem, trudny, mający skomplikowanego roadbooka. Szczęśliwie się okazało, że wszystko zagrało najlepiej, jak to możliwe – z autem nie mieliśmy najmniejszych problemów, Patrycja robiła gigantyczny progres, co było widać po czasach i mogę nieskromnie powiedzieć, że też pomimo nawigacji, miałem jeszcze na tyle czasu, że byłem w stanie jej pomagać z techniką jazdy – opowiada Krzysiek Wicentowicz.

 

Brochocka_n

Patrycja Brochocka / Krzysztof Wicentowicz

 

Nasi „daciowi” debiutanci w Baja Aragon spisali się bardzo dobrze, unikając przygód na rajdzie, ale przygody mieli poza rajdem 😉 Tomek Mroczek podrzuca kilka ciekawych faktów i porad dla tych, którzy chcieliby pojechać na Baja Aragon (i nie tylko):
-tanie wypożyczalnie samochodów wiążą ze sobą wiele nieoczekiwanych przygód

-zawsze sprawdź ,co wklepałeś w nawigację

-używaj tylko mocnych turbin

-hiszpańskie piwo jest całkiem smaczne

-prosecco tez

-hiszpańskie tanie linie lotnicze maja za dużo pieniędzy i oferują fajne atrakcje za darmo

-zawsze sprawdź czy w danym mieście nie ma dwóch hoteli o tej samej nazwie.

😉

 

Motocykle i quady

Baja Aragon była 2. rundą Pucharu Świata FIM w Rajdach Baja. Głównym motocyklowym faworytem był najsłynniejszy i najmocniejszy hiszpański motocyklista, Joan Barreda, jednak ostatecznie nie stanął on na starcie, bo… nie miał ważnego prawa jazdy 😉 Pod nieobecność tego „pewniaka”, Baja Aragon zakończyła się zwycięstwem Francuza Michaela Metge (Sherco), z niewielkim marginesem czasowym nad Hiszpanem Joanem Pedrero (KTM) oraz swoim bratem Adrienem Metge (Sherco). Od otwierającego rajd prologu Metge i Pedrero byli bardzo blisko i dzielili się zwycięstwami oesowymi – na prologu szybszy był Metge, pierwszy z sobotnich oesów należał do Pedrero, na drugim zaś znów szybszy był Francuz, z kolei w niedzielę znów triumfował Hiszpan. Ostatecznie Michael Metge pokonał Joana Pedrero z zaledwie 21-sekundową przewagą! Być może wyglądałoby to nieco inaczej, gdyby nie… strzałka. Po posiedzeniu Jury FIM, któremu przewodniczył Jean-Luc Maindron, czasy czterech czołowych kierowców na SS3 zostały skorygowane. Strzałka wskazująca kierunek jazdy przewróciła się na ziemię, a po przejeździe czterech pierwszych zawodników organizatorzy rajdu ustawili auto w poprzek drogi, aby zapobiec pogubieniu się reszty zawodników. Niemniej zwycięzcą rajdu został Michael Metge, który w swoim debiucie w zespole Sherco TVS wygrał w pięknym stylu: – Podobnie jak Joan Pedrero, miałem lekki motocykl Baja, ale to sprawiało, że musiałem często tankować. Team Sherco jest bardzo profesjonalny i to, że mogłem wygrać, zawdzięczam szybkości i umiejętnościom mechaników. Dla mnie to nowa i piękna przygoda, że mogę brać udział w rajdach w tym samym zespole, co mój brat i razem z nim być na podium w tym pierwszym rajdzie! – mówił na mecie Michael Metge. David Casteau, dyrektor sportowy Sherco TVS Rally, z uśmiechem mówi: – Przyjście Michaela do zespołu dało dużo motywacji Adrienowi, ale także całemu teamowi. Pojechał ten rajd profesjonalnie. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa, to naprawdę miłe uczucie. Jeśli chodzi o Adriena, jechał cały weekend na swoim motocyklu typu Rally, a więc jest to bardzo dobry wynik! Adrien nie tylko osiągnął 3. stopień podium jadąc na o wiele cięższym motocyklu, ale także na pustynnej oponie, a w sobotę w nocy padało…

 

Metge

Michael Metge

 

Rywalizacja pucharowych quadów była poniekąd przewidywalna, bo można się było spodziewać, że w grze o podium będą się liczyć ci sami zawodnicy, którzy triumfowali tu w zeszłym roku, a więc „turbodoładowany” Portugalczyk Arnaldo Martins, zeszłoroczny zwycięzca Baja Aragon, oraz trzech bardzo szybkich Hiszpanów: Mario Gajon, Miguel Antonio Esteban i Dani Vila, pechowy przed rokiem (awaria quada na przedostatnim oese). Układ miejsc jednak wcale przewidywalny nie był i rozstrzygnął się na ostatnim oesie. Po prologu na szczycie klasyfikacji quadowej widniał Mario Gajon, który pozycję lidera utrzymywał aż do niedzielnego poranka. Tym razem to on okazał się największym pechowcem, gdyż na ostatnim odcinku awaria quada wykluczyła go z rajdu. O tron walczyło więc pozostałych 3 faworytów. Martins uzyskał 2. czas na prologu, ale potem spóźnił się na PKC, za co otrzymał aż 16 minut kary, które na kolejnych oesach odrabiał. Kary nie ustrzegł się również młody Esteban – za przekroczenie prędkości sędziowie dopisali mu 13 minut do wyniku ostatniego oesu. Również na ostatnim oesie 3-minutową karę złapał Dani Vila. Nawet pomimo tych kar Vila, Martins i Esteban stanęli na podium, ale te dodatkowe obciążenia częściowo zadecydowały o układzie miejsc. Obciążony najmniejszą karą, ale także najszybszy z tej trójki, był quadowy Junior Dani Vila i to jemu przypadło w udziale zwycięstwo w rajdzie. Zeszłoroczny triumfator, Arnaldo Martins, musiał się zadowolić 2 miejscem. Podium uzupełnił drugi hiszpański Junior, Miguel Antonio Esteban, który – identycznie jak przed rokiem – wskoczył na 3 miejsce na ostatnim oesie.

 

Vila

Dani Vila

 

 

Samochody

Baja Aragon to trudny rajd, pełen niespodzianek i z nieprzewidywalną rywalizacją i to potwierdziła także jego tegoroczna edycja. W stawce Pucharu Świata nie brakowało bardzo mocnych załóg, także tych, które na co dzień raczej nie startują w Pucharze, za to pucharowym „stałym bywalcom” mogą pokrzyżować szyki. W tym roku faworytem był prowadzący w pucharowej klasyfikacji Kuba Przygoński, ale kwestia jego zwycięstwa zupełnie nie była oczywista, a nawet miejsce Polaka na podium do końca nie było pewne. Głównymi rywalami Przygońskiego byli jego najbliżsi rywale w Pucharze Świata – Martin Prokop i Vladimir Vasiliev, którzy mieli chrapkę na zbliżenie się w klasyfikacji do polskiego kierowcy, ale bardzo mocnym rywalem był również były kierowca WRC, Hiszpan Xevi Pons czy Portugalczyk Ricardo Porem. W walce o podium oczywiście liczyła się także nasza załoga Aron Domżała i Maciek Marton. Dokładnie te załogi znalazły się w pierwszej szóstce na prologu – najszybsi byli Martin Prokop i Jan Tomanek, na drugim miejscu uplasowali się Xevi Pons i Diego San Juan, trzecia pozycja należała do Kuby Przygońskiego i Toma Colsoula, na 4 miejscu znaleźli się Aron Domżała i Maciek Marton, 5 miejsce należało do Ricardo Porema i Nuno Da Silvy, a na 6. pozycji uplasowali się Vladimir Vasiliev i Konstantin Zhiltsov. Sytuacja zmieniła się już na pierwszym z sobotnich odcinków. Tu na prowadzenie wyszedł Vasiliev, przed Prokopem, Ponsem, Poremem, Domżałą i Przygońskim. Z kolei na SS3 triumfował Przygoński, a tuż za nim znalazł się Prokop, który objął prowadzenie w rajdzie. Na kolejnych miejscach na koniec sobotnich zmagań znajdowali się: 2. Vasiliev, 3. Pons, 4. Przygoński, 5. Porem, 56. Domżała. Kolejny zwrot akcji przyniósł ostatni odcinek, rozgrywany w niedzielę. Przede wszystkim z rajdu wypadł Xevi Pons, któremu ukończenie rajdu uniemożliwiła awaria jego Hiluxa. Na podium zatem zwolniło się jedno miejsce. Sam oes dość nieoczekiwanie padł łupem hiszpańskiej załogi Rodrigo Gutierrez / Joan Rubi, ale oni nie mieli już szans na podium. 2. miejsce na tym oesie należało natomiast do Przygońskiego, który dzięki temu oraz wypadnięciu z rajdu Ponsa mógł rzutem na taśmę wskoczyć na 2 miejsce w rajdzie. 3 miejsce na odcinku wywalczył sobie Domżała, który także awansował o 2 oczka, jednak nie wystarczyło to do awansu na podium. Porem zanotował tu dopiero 8. czas, ale utrzymał się na 5 miejscu w rajdzie. Rozgrywka o zwycięstwo natomiast toczyła się między Prokopem i Vasilievem. Na tym decydującym oesie Vasiliev miał 4. czas, a Prokop dopiero 9. zatem po koronę w Baja Aragon sięgnął Rosjanin, wygrywając pierwszy rajd w tym roku. Prokop natomiast spadł na najniższy stopień podium. Również w klasyfikacji Pucharu Świata Vasiliev wskoczył na fotel wicelidera, spychając Czecha na 3. pozycję.

 

Vasiliev

Vladimir Vasiliev / Konstantin Zhiltsov

 

Rywalizacja załóg T2 w Baja Aragon również była dość nieprzewidywalna. Wiadomo było tylko tyle, że o wygraną powalczą dwaj główni konkurenci w tym sezonie – lider klasyfikacji Pucharu Świata Ahmed Al-Shegawi wraz ze swoim rosyjskim pilotem Alexeyem Kuzmichem oraz wicelider Adel Abdulla jadący w towarzystwie Jean-Michela Polato. Po przekwalifikowaniu jeszcze przed prologiem polskiej załogi Tomasz Baranowski i Grzegorz Konczak do T1 z powodu wymiany turbiny, dwóm arabskim rywalom pozostał tylko jeden konkurent i „naturalny” kandydat do podium, Szwed Anders Svensson, jadący z portugalskim pilotem Joao Carvalho. Po prologu prowadził Abdulla przed Al-Shegawim i Svenssonem. Na SS2 znów górą był Katarczyk, a Szwed wyprzedził Saudyjczyka, który złapał na tym oesie 2 kapcie. Na SS3 z kolei najszybszy był Al-Shegawi, drugi był Svensson, a 3. Abdulla i w takiej kolejności również panowie znajdowali się w klasyfikacji po 3 oesach. Na ostatnim oesie najszybszy był Abdulla, ale wystarczyło to jedynie na wskoczenie na 2 miejsce, przed Svenssona, który na tym odcinku zanotował 3. czas. Natomiast 2 miejsce na oesie wystarczyło Al-Shegawiemu do zwycięstwa w Baja Aragon i powiększenia przewagi w klasyfikacji Pucharu Świata.

 

Ahmed

Ahmed Al-Shegawi / Alexey Kuzmich

 

W grupie T3 w Baja Aragon wystartowało 6 załóg i, mimo problemów niektórych z nich, wszystkie zameldowały się na mecie. Tutaj można było się spodziewać zaciętej walki pomiędzy dwoma hiszpańskimi załogami zajmującymi dwa pierwsze miejsca w klasyfikacji Pucharu Świata. Przed Baja Aragon na szczycie tej klasyfikacji znajdował się Jose Luis Pena Campo, a zaledwie 5 punktów do niego tracił Santiago Navarro, Również w hiszpańskiej rozgrywce te dwa duety zajęły czołowe miejsca, przy czym tym razem triumfowała załoga Santiago Navarro i Pedro Lopez, która prowadzenie w rajdzie objęła już na prologu i nie oddała go aż do końca rajdu, wskakując również na fotel liderów Pucharu Świata. W rajdzie na swoje konto zapisali oni 3 z 4 oesów – jedynie SS3 padł łupem innej hiszpańskiej załogi – Joan Font i Jose E. Salmeron. Z kolei duet Jose Luis Pena Campo i Rafael Tornabell na prawie wszystkich oesach (za wyjątkiem SS3, na którym zajęli 3 miejsce) plasowali się na 2. pozycji i tę również wywalczyli w rajdzie. Co prawda spadli na pozycję wiceliderów Pucharu, ale ich strata wynosi tylko 2 punkty! Na 3. miejscu w Pucharze przed Baja Aragon znajdował się nasz dobry znajomy Francuz Claude Fournier, jadący tym razem jednak nie z naszym Szymonem Gospodarczykiem, a z Hiszpanem Oriolem Vidalem. Po prologu to właśnie oni zajmowali 3. lokatę, jednak problemy pojawiły się na sobotnich oesach. Na SS2 panowie zajęli 5. miejsce, tracąc do lidera ponad godzinę, natomiast na SS3 mieli wypadek, przez który nie ukończyli odcinka, inkasując za niego ryczałt 4h25min. Ostatecznie rajd skończyli na 5 miejscu, ale Fournier utrzymał 3 miejsce w klasyfikacji Pucharu i nadal ma szansę na wygraną w cyklu, bo do lidera traci 51 punktów. Po jego problemach, toczył się zacięty bój o 3 miejsce w rajdzie. Na SS2 3. czas uzyskali Graham Knight i David Watson, którzy wskoczyli na 2 miejsce w klasyfikacji rajdu, gdyż na Pena Campo sędziowie nałożyli 8-minutową karę. Pena Campo już na SS3 odrobił stratę wynikającą z tej kary, wracając na 2 miejsce, zaś Knighta na 4 miejsce w klasyfikacji zepchnął Font, który wygrał ten odcinek i wskoczył na 3 miejsce. Utrzymał miejsce na podium nawet po zajęciu ostatniego miejsca na SS4 i zainkasowaniu 4-minutowej kary.

 

Navarro

Santiago Navarro / Pedro Lopez

 

 

Co dalej?

Kolejnym, ósmym już rajdem Pucharu Świata FIA w Rajdach Cross Country będzie rozgrywana na Węgrzech Hungarian Baja, która odbędzie się w dniach 10-11 sierpnia. W urokliwym Veszprem czołowe załogi samochodowe ponownie spotkają się tam z motocyklistami i quadowcami walczącymi w finałowej rundzie Pucharu Świata FIM w Rajdach Baja. Oczywiście nie zabraknie tam Polaków.

 

 

AM

Fot. X-raid, Baja Aragon, Rally Zone, Facebook.com / Jaimerubi Jaime Rubi, Jędrzej Kuba Pilarski / M-FOR SPORT

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s