ŚWIAT NA BIAŁO-CZERWONO – podsumowanie Rallye du Maroc

Puchar Świata FIA dla Kuby Przygońskiego, Puchar Świata Juniorów FIM dla Maćka Giemzy, Trofeum Weteranów i srebro w Pucharze Świata FIM dla Rafała Sonika – czyż to nie wspaniałe zakończenie sezonu? A takie trofea ostatecznie polscy zawodnicy wywalczyli sobie po arcytrudnym Rallye du Maroc. Wyniki Polaków w Maroko to także świetny prognostyk przed zbliżającym się Dakarem 2019.

Tegoroczny Rallye du Maroc tradycyjnie zamknął potyczkę najlepszych motocyklistów i quadowców startujących w Mistrzostwach i Pucharze Świata FIM, a także był decydującą rozgrywką dla załóg samochodowych walczących o Puchar Świata FIA w Rajdach Cross Country. Standardowo był także ważnym sprawdzianem przed zbliżającym się Rajdem Dakar. Nowy organizator rajdu, David Castera, niegdyś dyrektor sportowy Dakaru, przygotował dla zawodników naprawdę ciężką i zróżnicowaną trasę. Nic więc dziwnego, że wielu zawodników nie osiągnęło mety lub borykało się z kłopotami. Takie przygody dotknęły także część Polaków, niemniej prawie wszyscy dotarli do mety, a polscy kibice skakali z radości, gdy nasi topowi zawodnicy pomalowali świat na biało-czerwono, zdobywając najwyższe trofea cross country.

 

Polacy

W Rallye du Maroc wystartowało 7 Polaków. Niestety rajd okazał się pechowy dla naszego quadowca, Pawła Otwinowskiego, który w wypadku na 1. etapie rajdu złamał nadgarstek i musiał wrócić do Polski. Pozostała szóstka w komplecie dotarła do mety.

Oczywiście podsumowanie udziału Polaków w Rallye du Maroc należy rozpocząć od Kuby Przygońskiego, który w towarzystwie Belga Toma Colsoula w swoim MINI John Cooper Works Rally przemierzał trasy całego świata, by w Maroko sięgnąć po najwyższe trofeum w samochodowych rozgrywkach terenowych – Puchar Świata FIA w Rajdach Cross Country. Ten duet rozpoczął sezon od 4 miejsca w śnieżnej Baja Russia, a potem już były tylko pierwsze i drugie miejsca, w tym wygrana w naszej domowej rundzie, Columna Medica Baja Poland. Przed Rallye du Maroc Przygoński miał dość bezpieczną przewagę nad drugim w stawce Vladimirem Vasilievem, jednak nie na tyle, by Rosjanin nie miał szans odebrać Polakowi pozycji lidera w tej podwójnie punktowanej rundzie. Maroko miało być decydującą rozgrywką i taką też było, w dodatku szybciej niż można się było tego spodziewać. Już na 1. etapie w Hiluxie Vasilieva awarii uległa skrzynia biegów, w związku z czym Rosjanin wycofał się z rajdu. A to dla Kuby Przygońskiego już oznaczało zwycięstwo w Pucharze Świata. Niemniej Kuba miał też chrapkę na podium Rallye du Maroc. I to sobie wywalczył – załoga Przygoński / Colsoul zajęła rewelacyjne 2 miejsce, ulegając jedynie „królowi pustyni” Nasserowi Al-Attiyah. W ten sposób polski kierowca i jego belgijski pilot postawili świetną kropkę nad „i” wspaniałego sezonu, a także zasygnalizowali, że na zbliżającym się Dakarze 2019 także będą kandydatami do podium. – Przez cały rajd utrzymywaliśmy wysokie tempo rywalizując z dakarową czołówką, więc drugie miejsce tym bardziej cieszy. Tegoroczny rajd był dużo trudniejszy technicznie i nawigacyjnie, udało nam się go przejechać praktycznie bez problemów – przed Dakarem jesteśmy dobrej myśli i w świetnej formie. Wygrywamy Puchar Świata w cross country po bardzo długim sezonie. Zaczynaliśmy od zawodów w Rosji pośród śniegu, kończymy na marokańskiej pustyni. Cieszymy się, bo mamy coraz lepsze tempo, a przy tym świetnie się zgrywamy z Tomem, tworzymy drużynę. Mamy za sobą sezon pełen przygód, sytuacji, z których udało nam się sprawnie wyjść. Puchar Świata jedzie do Polski – o tym marzyliśmy przez cały rok i w końcu się udało. Muszę podziękować za to Tomowi, jak i naszym partnerom na czele z PKN ORLEN. Jestem też szczególnie wdzięczny swoim największym kibicom – żonie i córeczkom, rodzinie, która wspierała mnie przez cały rok, choć przez długi czas mnie nie było. By wygrać Puchar Świata potrzebowaliśmy 40 dni wyścigowych, 100 godzin spędzonych w samochodzie na odcinkach specjalnych – wykonaliśmy naprawdę dużo pracy, by wygrać – podsumowuje Kuba Przygoński. Zdobycie Pucharu Świata FIA to jedno, ale wynik Kuby, jaki osiągnął w Rallye du Maroc w starciu z najlepszymi dakarowymi załogami, napawa nadzieją na podium w zbliżającym się Dakarze 2019.

 

AP-1X4BVNV612111_news

Kuba Przygoński / Tom Colsoul

 

Trochę mniej szczęścia na marokańskich trasach miał drugi z polskich zawodników – tak, tak, polskich! – Xavier Panseri. Na Rallye du Maroc ten mieszkający od ponad dekady w Warszawie pilot rajdowy zajął prawy fotel fabrycznej Toyoty, towarzysząc świetnemu holenderskiemu kierowcy, Bernhardowi ten Brinke, który przyjechał tu na przeddakarowe testy. Ten duet niestety miał już problemy na początku rajdu – ominięty na pierwszym etapie waypoint skutkował 15-minutową karę, którą panowie skutecznie odrabiali na kolejnych etapach, jednak i na nich nie obeszło się bez przygód, choćby w postaci położenia auta na boku. Ostatecznie zajęli oni jednak dobre, 6 miejsce w rajdzie.

 

FB_IMG_1540425537376

Bernhard ten Brinke / Xavier Panseri

 

W Rallye du Maroc w ramach przygotowań do Dakaru 2019 wystąpił także Szymon Gospodarczyk, który znów pojawił się na prawym fotelu Polarisa z Xtreme+, ale tym razem u boku nowego kierowcy – Meksykanina Santiago Creel Garza Riosa. To było pierwsze spotkanie na rajdowych trasach tego duetu, który także zobaczymy na zbliżającym się Dakarze. Panowie w Maroko wystąpili w bardzo silnie obsadzonej kategorii SSV. Szybko złapali porozumienie, natomiast marokańskie trasy nie szczędziły im przygód, od których uwolnili się dopiero na ostatnim etapie rajdu, na którym zajęli 5 miejsce. Co najważniejsze, udało im się dotrzeć do mety i to przy tej ilości kłopotów z całkiem niezłym wynikiem, bo 11 miejscem. – Meta Rallye du Maroc, nie było łatwo się na niej znaleźć.. Jak wiecie, był to mój pierwszy rajd z Santiago. Był to nasz test przed zbliżającym się, najtrudniejszym rajdem terenowym świata 😉 Nie zaczęło się dobrze, już na 11 kilometrze pierwszego odcinka urwaliśmy koło, straciliśmy godzinę na naprawę i kolejne 200 km musieliśmy pokonać mając tylko tylni napęd. Następnego dnia dachowaliśmy i straciliśmy kolejną godzinę, aby powrócić na trasę. W kolejnych dniach kilkukrotnie się zakopaliśmy, urwał się też „słynny” pasek Polarisa, co generowało straty czasowe. Jedynie ostatni odcinek przebiegł bez problemów, po naszej myśli. Santiago to szybki kierowca, jednak z małym doświadczeniem na wydmach, więc przed nami jeszcze trochę nauki. Rajd Maroka skończyliśmy w połowie stawki ale bardzo się cieszę, że mimo tylu problemów osiągnęliśmy metę 👍🙂 – podsumowuje Szymon Gospodarczyk. Warto wspomnieć, że do mety nie dotarł także jadący w kategorii SSV „Mr Dakar”, czyli Stephane Peterhansel, którego pilotowała żona Andrea. Zwycięstwo natomiast wywalczył sobie quadwy triumfator Dakaru 2018, Rosjanin Sergei Kariakin, pilotowany przez Antona Vlasiuka.

 

FB_IMG_1540425419386

Santiago Creel Garza Rios / Szymon Gospodarczyk

 

Dla Maćka Giemzy Rallye du Maroc także był elementem przygotowań do jego drugiego w życiu Dakaru, ale przede wszystkim decydującą rozgrywką w walce o obronę zeszłorocznego tytułu zdobywcy Pucharu Świata FIM Juniorów w Rajdach Cross Country. Maciek miał na tyle udany sezon, że do osiągnięcia tego celu wystarczyło mu 4 miejsce wśród Juniorów, jakie zajął w Rallye du Maroc.

W starciu ze wszystkimi motocyklistami startującymi w Rallye du Maroc Maciek także bardzo dobrze się spisał, zajmując 16 miejsce. Jeszcze lepiej wypadł w całym sezonie, bo znalazł się w ścisłej czołówce całej motocyklowej śmietanki, gdyż w klasyfikacji Mistrzostw Świata FIM w Rajdach uplasował się na 7. pozycji. To dobrze wróży przed zbliżającym się Dakarem.

W Maroko nie zabrakło także kolegi Maćka Giemzy z Orlen Team, Adama Tomiczka. Adam włączył się do walki dopiero w połowie sezonu, wracając do formy po kontuzji, która uniemożliwiła mu start w Dakarze 2018. W Rallye du Maroc zajął 15 miejsce w całej motocyklowej stawce, natomiast wywalczył sobie 3 miejsce w rajdzie w klasyfikacji Juniorów. W Pucharze Świata FIM Juniorów w Rajdach Cross Country znalazł się z kolei tuż poza podium – na 4 miejscu. Za to udany występ w Baja Aragon, gdzie zajął 2 miejsce wśród Juniorów, pozwolił mu na zdobycie 3 miejsca w Pucharze Świata FIM Juniorów w Rajdach Baja, a zatem i on kończy sezon z trofeum na koncie.

 

ORLEN_Team_Giemza_Tomiczek_Rajd_Maroka_etap2

Adam Tomiczek

 

Aż 3 zdobycze wywiózł z Maroko nasz quadowy mistrz, Rafał Sonik. I on również połowę sezonu poświęcił na rehabilitację po fatalnej kontuzji, której doznał na Dakarze. Mimo to wywalczył sobie 2 miejsce w Rallye du Maroc, co przełożyło się także na 2 miejsce w quadowym Pucharze Świata FIM w Rajdach Cross Country, a także dało mu zwycięstwo w Trofeum Weteranów. – Zazwyczaj pierwszy etap Abu Dhabi Desert Challenge oznaczał dla mnie pierwszy dzień walki o medale. Tym razem patrzyłem z boku, poruszając się o kulach i mając spore problemy żeby samodzielnie pokonać kilka stopni schodów. Doskonale pamiętam tamto uczucie i tym większą satysfakcję mam teraz, kiedy po trudnej i żmudnej rehabilitacji, miesiącach niepewności i ciężkich treningów stanąłem na podium wszystkich trzech rajdów, w których wystartowałem. Wywalczyłem trzecie srebro i siódmy Puchar Świata. To tylko dowód na to, że nigdy nie wolno przestawać marzyć – podsumowuje Rafał Sonik. Głównym rywalem Sonika w tym roku i finalnie zwycięzcą Pucharu Świata był Rosjanin Aleksandr Maksimov, któremu Polak pomógł dotrzeć do mety Rallye du Maroc: – Aleksander jest niezwykle dzielnym sportowcem i bardzo mi tym zaimponował. Miał wypadek podczas każdego z ostatnich trzech rajdów. Mimo to dwukrotnie podniósł się i dotarł do mety, stając na podium. Kiedy w niedzielę, na biwaku maratońskim obserwowałem z jaką determinacją i poświęceniem próbuje naprawić swojego quada. Obiecałem mu wtedy, że jeśli uda mu się w poniedziałek dojechać do mety 4. etapu, oddam mu swojego „subframe’a”, aby mógł porządnie naprawić swój pojazd. Tak też zrobiliśmy i nie widzę w tym nic dziwnego, bo myślę, że on zrobił by to samo dla mnie – opowiada Rafał Sonik. Dodajmy, że Sonik sam nie ustrzegł się w Maroko kłopotów, gdyż na pierwszym etapie w jego quada uderzył inny zawodnik, uszkadzając koło w maszynie Polaka, co nie pozwoliło mu ukończyć tego etapu. Niemniej Sonik szczęśliwie i z medalami dotarł do mety Rallye du Maroc, a tym samym Pucharu Świata.

 

5. etap RS (3)

Rafał Sonik

 

 

Samochody

Na starcie Rallye du Maroc tradycyjnie stawiła się światowa śmietanka cross country, która także walczy o czołowe pozycje w Rajdzie Dakar. Swoją premierę miał tu nowy dakarowy dream team zespołu X-raid, a w zadzie jego 2/3 – wystartowały tu dwa nowe duety w MINI John Cooper Works Buggy: Carlos Sainz i Lucas Cruz oraz Cyril Despres i Jean-Paul Cottret, dotychczasowy pilot Stephane’a Peterhansela. Peterhansel, który jest trzecim ogniwem tego dream temu, również pojawił się w Maroko, jednak zasilił on stawkę SSV. Oprócz nich w szeregach X-raidu walczył także oczywiście nasz duet Kuba Przygoński / Tom Colsoul, jadący MINI JCW Rally. Jak zwykle X-raid starł się w Maroko z zespołem Toyoty. Fabrycznymi Hiluxami pojechał dakarowy tercet: Nasser Al-Attiyah z Mathieu Baumelem, Giniel de Villiers z Alexem Wincq, który zajął miejsce „uciekiniera” do SSV, Dirka von Zitzewitza oraz Bernhard ten Brinke z naszym Xavierem Panseri. Hiluxami z Overdrive z kolei ścigali Vladimir Vasiliev i Konstantin Zhiltsov, Erik van Loon i Harmen Scholtalbers, Ronan Chabot i Gilles Pillot, Yasir Seaidan i Alexey Kuzmich oraz Yuxiang Liang i Kou Hongtao. Nie mogło też zabraknąć Peugeotów, choć już nie wystawianych przez fabrykę, a prywatnych. Peugeotami 3008DKR pojechali Harry Hunt i Wouter Rosegaar oraz Jean-Pascal Bessoin i Sebastien Delaunay. Oczywiście nie mogło też zabraknąć najbardziej liczącego się “prywaciarza”, czyli Martina Prokopa, jadącego Fordem Raptorem w towarzystwie Jana Tomanka. Można było się domyślać, że walka o czołowe miejsca w rajdzie rozegra się właśnie między tymi załogami. Ale łatwo nie było – nawet ci najbardziej topowi zawodnicy borykali się z problemami, np. Carlos Sainz, Giniel de Villiers czy nawet Nasser Al-Attiyah, który na pierwszym etapie wymieniał złamany wahacz, co jednak nie przeszkodziło mu w wygraniu oesu, choć z zaledwie 15-sekundową przewagą nad drugim w stawce Martinem Prokopem. Także drugi etap padł łupem katarsko-francuskiego duetu, ale tu już z wyraźną, bo ponad 9-minutową przewagą nad Cyrilem Despres, który tym razem zajął na oesie 2 miejsce. Następne etapy to już pokaz strategicznej jazdy Nassera Al-Attiyah, bo pomimo tego, że nie wygrał żadnego z kolejnych etapów, zachował do końca prowadzenie w rajdzie, co więcej – powiększał swoją przewagę do ostatecznych 16 minut. Zwycięstwami etapowymi natomiast podzielili się kierowcy X-raidu: Kuba Przygoński (3. etap), Cyril Despres (4. etap) i Carlos Sainz (5. etap). Etapowe zwycięstwa Przygońskiego i Depresa pomogły im w zdobyciu miejsc na podium rajdu – Polak zajął w nim 2 miejsce, a Francuz 3. Tuż za podium – na 4 miejscu – znalazł się natomiast Martin Prokop, który dzięki temu (oraz awarii skrzyni biegów Vasilieva) wskoczył na pozycję wicelidera Pucharu Świata.

 

AP-1X3R7D9Z92111_news

Nasser Al-Attiyah / Mathieu Baumel

 

W grupie T2 Rallye du Maroc także okazał się decydującą rozgrywką w Pucharze Świata. Tu przez cały sezon o prymat walczyli Saudyjczyk Ahmed Al-Ahegawi i Katarczyk Adel Abdulla. Przed marokańską rundą na wyraźnym prowadzeniu był Al-Shegawi, choć zwycięstwa jeszcze nie mógł być pewien i musiał o nie zawalczyć w Maroko. Obu panom plany chciał pokrzyżować bardzo szybki Rosjanin, Alexey Titov, jadący Fordem F-150. To właśnie on królował na pierwszych trzech etapach, ale z kolei jego plany na wygraną w rajdzie pokrzyżował nieukończony 4. etap, co zepchnęło go na 2 miejsce w rajdzie. Natomiast Adel Abdulla miał problemy na pierwszych trzech etapach, których nie ukończył i mimo tego, że dotarł do mety rajdu, zajął w nim 3 miejsce w T2. Natomiast bez większych problemów marokańskie trasy pokonywał Ahmed Al-Shegawi, dzięki czemu to on triumfował w Rallye du Maroc i wywalczył sobie zwycięstwo w Pucharze Świata na rundę przed końcem rozgrywek.

 

FB_IMG_1540427702688

Ahmed Al-Shegawi / Laurent Lichtleuchter

 

T3 to jedyna grupa Pucharu Świata, w której walka o wygraną po Rallye du Maroc wciąż jest otwarta. Potyczka w tej grupie jest w tym roku wyjątkowo ciekawa, a liderzy zmieniają się niemalże z rajdu na rajd. Tak było też w Maroko. Przed tym rajdem na prowadzeniu znajdowali się Hiszpanie Jose Luis Pena Campo i Rafael Tornabell, zaś po piętach deptali im rodacy Santiago Navarro i Pedro Lopez, którzy do liderów tracili zaledwie 18 punktów. Tych dwóch załóg oczywiście nie zabrakło w Maroko, ale w szranki stanęli tu także inni mocni zawodnicy, którzy mogli im pokrzyżować szyki w rajdzie: Juan Font i Oriol Vidal, Vincent Gonzalez i Stephane Duple, Graham Knight i David Watson. Przy takiej obsadzie można było się spodziewać ciekawej rozgrywki i taka rzeczywiście miała miejsce, choć pierwszoplanowymi graczami jednak okazały się walczące o triumf w Pucharze hiszpańskie załogi. Navarro postanowił zawalczyć o powrót na fotel lidera, który stracił po Baja Poland i zrobił to prawie skutecznie – wygrał 4 z 5 etapów, tylko jeden oddając Pena Campo. Załoga Navarro / Lopez wygrała rajd, zaś duet Pena Campo / Tornabell uplasował się na 2 miejscu, zatem w klasyfikacji Pucharu to Pena Campo pozostał liderem, ale już tylko z 4 punktami przewagi nad Navarro. Podium Rallye du Maroc uzupełniła szwajcarsko-francuska załoga Gonzalez / Duple, która także awansowała z 4 na 3 miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata w T3.

 

FB_IMG_1540427282171

Santiago Navarro / Pedro Lopez

 

 

Motocykle i quady

Rallye du Maroc był ostatnią i decydującą rozgrywką w tegorocznych Mistrzostwach i Pucharze Świata FIM w Rajdach Cross Country. Tutaj walka o najwyższe trofea była jeszcze bardziej zacięta niż w samochodowym Pucharze Świata, gdyż ścisła czołówka była dość liczna, a różnice punktowe niewielkie. O swój trzeci z rzędu tytuł Mistrza Świata w Maroko walczył Chilijczyk Pablo Quintanilla, który przed tym rajdem znajdował się na pozycji lidera klasyfikacji. To mu się jednak nie udało, bo marokańską rundę zakończył na 4 miejscu – jedyny raz w tym roku znalazł się poza podium! Wystarczyło to jednak na tytuł wicemistrzowski. Nie zabrakło jednak w Maroko większych dramatów – Franco Caimi złamał nogę na 4. etapie, a na ostatnim oesie wywrotkę (na szczęście bez urazów) miał Adrien Van Beveren, zaś Xavier de Soultrait także na ostatnim etapie miał awarię motocykla. Największym pechowcem był jednak bardzo szybki Argentyńczyk, którego szanse (choć niewielkie) na zwycięstwo w Mistrzostwach, ale nawet na podium pogrzebał niefortunny upadek na 1. etapie. Benavidesa zabrano do szpitala z podejrzeniem złamania kości udowej – skończyło się jednak tylko na stłuczeniach, ale także 6. miejscu w klasyfikacji Mistrzostw Świata. O zwycięstwo w rajdzie oraz Mistrzostwach zawalczył natomiast wicelider klasyfikacji, Australijczyk Toby Price, choć łatwej drogi do zwycięstwa nie miał. Wygrał 1. etap, ale już na drugim triumfował Matthias Walkner, zaś na kolejnym najszybszy był Sam Sunderland. Kolejne etapowe zwycięstwo Price wywalczył sobie na 4. etapie, a 4. padł łupem Ricky’ego Brabeca. Te dwa zwycięstwa etapowe plus wysokie miejsca na pozostałych wystarczyły, aby Toby Price sięgnął po wygraną w rajdzie i tytuł Mistrza Świata. 2 miejsce w rajdzie zajął Austriak Matthias Walkner, który dzięki temu tegoroczny sezon zakończył na 3 pozycji. Z kolei 3 miejsce w rajdzie – dość nieoczekiwanie – zajął Amerykanin Ricky Brabec, który ostatecznie uplasował się na 5 miejscu w Mistrzostwach.

 

AP-1X3R74M612111_hires_jpeg_24bit_rgb_news

Toby Price

 

W Pucharze Świata Juniorów wyraźnym liderem przed Rallye du Maroc był nasz Maciek Giemza, jednak zupełnie bezpieczny nie był. Do obrony tego tytułu wystarczyło mu natomiast 4 miejsce zajęte w rajdzie. Głównym rywalem Polaka był w tym roku bardzo szybki Chilijczyk, Jose Ignacio Cornejo, który triumfował w dwóch rajdach – w Abu Dhabi i w Chile. W grze o podium liczył się także młodszy brat Kevina Benavidesa – Luciano. Nikłe szanse na podium miał Adam Tomiczek, który pół sezonu pauzował z powodu rehabilitacji po kontuzji. Polak miał jednak szansę na podium w Rallye du Maroc i to sobie wywalczył – zajął 3 miejsce. 2 miejsce zajął Luciano Benavides i tym samym zdobył podium, a konkretnie 3 miejsce w klasyfikacji rocznej. Najszybszy w Maroko był Jose Ignacio Cornejo, ale nie udało mu się odebrać zwycięstwa w Pucharze Maćkowi Giemzie, któremu do wygranej wystarczyło 4 miejsce w rajdzie. Cornejo z 6 punktami straty do Giemzy uplasował się na 2 miejscu w Pucharze.

 

FB_IMG_1540426750633

Jose Ignacio Cornejo

 

W Maroko stawiło się tylko 3 quadowców rywalizujących w Pucharze Świata FIM w Rajdach Cross Country. Na czele klasyfikacji znajdował się Aleksandr Maksimov, który przy tej obsadzie miał już wygraną w kieszeni, bowiem nasi dwaj zawodnicy – Rafał Sonik i Paweł Otwinowski – nie byli w stanie mu odebrać Pucharu. Maksimov nie miał lekko na swojej drodze po wygraną, bowiem praktycznie na każdym rajdzie miał jakieś problemy i te nie ominęły go też w Maroko, ale dzięki pomocy Rafała Sonika szczęśliwie dotarł do mety i tam świętował swój triumf w Pucharze Świata. Rafał Sonik wskoczył na 2 miejsce, spychając na najniższy stopień podium nieobecnego w Maroko Argentyńczyka Nicolasa Cavigliasso.

 

FB_IMG_1540425633509

Aleksandr Maksimov

 

Tegoroczne rozgrywki motocyklistów i quadowców już są zakończone, zaś załogom samochodowym pozostała jeszcze jedna runda Pucharu Świata – Baja Portalegre 500. W Portugalii rozstrzygną się losy Pucharu Świata jedynie w grupie T3.

 

AM

Fot. Marcin Kin / Red Bull Content Pool, Facebook / Bernhard ten Brinke, Xtreme+, Orlen Team, RS Team, Race World Team, Facebook / Pedrito Lopez, Edoardo Bauer / RallyZone

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s